Witamy w politycznym „szambie” J. M. Rymkiewicza

od lewej: screnn bieżącego wydania "GP" z gazetapolska.pl; zdjęcie fragmentu wiersza z pierwszej okładki; J. M. Rymkiewicz, fot. Internet

Od lewej: screnn „GP” z gazetapolska.pl; zdjęcie fragmentu wiersza z pierwszej okładki; J. M. Rymkiewicz, fot. Internet

Przed wyborami parlamentarnymi w 2007 roku Jarosław Marek Rymkiewicz należał do Komitetu Honorowego Poparcia Prawa i Sprawiedliwości. Dzisiaj, szczególnie po wydarzeniach z 10 kwietnia 2010 roku, przyznaje otwarcie, że sympatyzuje z partią Jarosława Kaczyńskiego. W opinii poety żyjemy w czasach postępującej degradacji polskiej państwowości, a jej tożsamość narodową pochłania nihilistyczny i materialistyczny dorobek myśli humanistycznej Europy Zachodniej. W przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej 1 maja 2004 roku dostrzegał zagrożenie dla narodowego chrześcijańskiego dziedzictwa. W ręce zachodnioeuropejskich mocarstw zostaliśmy oddani przez spadkobierców byłego ustroju państwowego przed obradami Okrągłego Stołu z 1989 roku – rząd Leszka Millera oraz prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Troska gloryfikatora Jarosława Kaczyńskiego, węszącego w działaniach rządu spisek, którego celem jest zdrada stanu (dzisiejszy układ sił politycznych często porównuje do położenia geopolitycznego RP w okresie zaborów) przybrała w twórczości J. Rymkiewicza emocjonalną aberrację. Po Wierszach politycznych z 2010 roku poeta na łamach „Gazety Polskiej” prezentuje kolejny paszkwil prometejski.

Krew […] na białych rękawiczkach Tuska  

Krew – bo o niej tu mowa – jest wierszem wyjątkowo słabym, niegodnym laureata Nagrody Literackiej Nike z 2003 roku za zbiór wierszy Zachód słońca w Milanówku. Trudno w wierszach „pozwanego poety” (o czym za chwilę) szukać wartości uniwersalnych. W ogłoszonym manifeście (zbiór szkiców Czym jest klasycyzm. Manifesty poetyckie z 1967 r.) autor wyłożył swój program sztuki poetyckiej, który zakłada jedność i ciągłość sztuki oraz kultury, współistnienie dzieł dawnych i współczesnych. Domniemany prekursor „szamba” w polskiej poezji (czym chwali się autor na każdym kroku) czerpie z mitów, toposów i archetypów, w których odkrywa uniwersalną prawdę i celowość historii. Swoje aksjomaty wkłada w gatunkowe i tematyczne ramy klasycyzmu. Jarosław Marek Rymkiewicz nie tylko poucza i prostuje kręgosłup moralny Polaków. Jako badacz literatury romantycznej, szczególnie zaabsorbowany patriotycznym dorobkiem Adama Mickiewicza i jego poglądami na temat roli poety w życiu społecznym, J. Rymkiewicz zdaje się przypisywać swojej skromnej osobie tytuł współczesnego wieszcza narodowego, który słowem walczy o wyzwolenie III Rzeczypospolitej Polskiej ze szponów odwiecznego wroga – niemieckiego i rosyjskiego sąsiada. Wyzwolenie ojczyzny spod komunistycznej niewoli, jest, zdaniem poety, pozorne – wspomnieć choćby rządy L. Millera, prezydenturę A. Kwaśniewskiego oraz założycieli „Gazety Wyborczej”. Rządowi D. Tuska zarzuca, delikatnie mówiąc, podejrzaną sympatię z kanclerz Niemiec – katastrofa smoleńska nie mogła być zbiegiem nieszczęśliwych okoliczności, które w ostateczności doprowadziły do śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego: „Krew na kamiennych szarych płytach// Na białych rękawiczkach Tuska// Krew która o nic was nie pyta// Krew jak złamana w sadzie brzózka”[1]. Ostatnia strofa, mimo epatującej i wszędobylskiej krwi, niesie uciemiężonemu narodowi pocieszenie. Autor wpisuje się w romantyczno-mesjanistyczną konwencję: „Krew na fotelach tupolewa// Zmywana szlauchem o świtaniu [jak powiedziałby klasyk – zdradzeni o świcie, dygresja moja]// Jeszcze Wam ona pieśń zaśpiewa// To będzie pieśń o zmartwychwstaniu”[2]. Jakie zmartwychwstanie ma na myśli poeta? Można się domyślać, że mowa o mesjanizmie jednostkowym (co zakrawa o bluźnierstwo) lub narodowym (tym większe bluźnierstwo w oczach Boga, o tym J. M. Rymkiewicz powinien wiedzieć).

Pojedynek Michnika z Rymkiewiczem

W 2010 roku J. Rymkiewicz spełnił swój sen. Trafia na pierwsze strony najważniejszych gazet w Polsce za sprawą skandalicznej publikacji w „Gazecie Polskiej”, w której oskarża redaktorów „Gazety Wyborczej” o zdradę polskiej racji stanu. Komentując sprawę krzyża przed Pałacem Prezydenckim, poeta napisał: „Polacy, stając przy nim [przy krzyżu, przyp. moje], mówią, że chcą pozostać Polakami. To właśnie budzi teraz taką wściekłość, taki gniew, taką nienawiść – na przykład w redaktorach »Gazety Wyborczej«, którzy pragną, żeby Polacy wreszcie przestali być Polakami”[3]. Grzmi, że redaktorzy „Gazety” są „duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski”, a „rodzice czy dziadkowie wielu z nich byli członkami tej organizacji, która była skażona duchem »luksemburgizmu«, a więc ufundowana na nienawiści do Polski i Polaków. Tych redaktorów wychowano tak, że muszą żyć w nienawiści do polskiego krzyża. Uważam, że ludzie ci są godni współczucia – polscy katolicy powinni się za nich modlić”[4]. Po publikacji szkalującej dobre imię dziennikarzy „Gazety Wyborczej”, Agora wezwała J. Rymkiewicza do przeprosin. Apel pozostał bez odezwy, wydawca postanowił wejść na drogę sądową, wniósł pozew przeciwko poecie i sprawę wygrał. Nakazał pozwanemu przeprosić Agorę w „Gazecie Polskiej” o następującej treści:

„W wypowiedzi, której udzieliłem »Gazecie Polskiej« (artykuł »Pamięć jak krzyż – nie zniknie« z 11 sierpnia 2010 r.) sformułowałem nieprawdziwe, obraźliwe zarzuty i sugestie w stosunku do »Gazety Wyborczej« i tym samym będącej jej wydawcą spółki pod firmą Agora S.A z siedzibą w Warszawie. Przyznaję, że te stwierdzenia nie miały oparcia w faktach a jednocześnie mogły narażać Agorę S.A na niekorzystne konsekwencje w zakresie prowadzonej przez nią działalności wydawniczej, w szczególności na utratę dobrego imienia, wiarygodności, renomy i zaufania niezbędnych do prowadzenia takiej działalności.

Przepraszam Agorę S.A, wydawcę »Gazety Wyborczej« za rozpowszechnianie tej wypowiedzi, godzącej w jej dobre imię i wiarygodność w odbiorze opinii publicznej.

Niniejsze oświadczenie składam w następstwie przegranego procesu sądowego”[5].

Sąd Okręgowy nakazał również J. Rymkiewiczowi wypłacić 5 tys. złotych na cel charytatywny i obciążył pozwanego kosztami rozprawy, który po procesie ostentacyjnie i lekceważąco skomentował wyrok niezawisłego sądu słowami: „Musi to na Rusi, a w Polsce, jak kto chce […]. Nie zmusicie nas do milczenia; Rusi tu nie będzie!”[6]. Mimo wniesionej apelacji, J. M. Rymkiewicz przegrał sprawę z kretesem. W ocenie sądu powoływanie się na konstytucyjne prawo do wolności słowa i swobodnej krytyki nie może mieć charakteru absolutnego. Podkreślił, że debata publiczna powinna być rzeczowa, a stawianie tak odważnych zarzutów (że „GW” pragnie, aby Polacy przestali być Polakami; że redaktorzy „GW”, wychowani w duchu stalinizmu, działają na szkodę polskiego stanu) wymaga rzetelnych i sprawdzonych informacji – powinny być zgodne z rzeczywistością. Sędzia Aldona Wapińska odniosła się również do rzekomego komunistycznego dziedzictwa dziennikarzy. Podkreśliła, że ojciec Adama Michnika szybko odciął się od „młodzieńczego zauroczenia” i walczył o obalenie komunizmu. Przypomniała, że sam Adam Michnik był współuczestnikiem przemian, które doprowadziły Polskę do wyzwolenia spod reżymowych cugli.

Przyganiał kocioł garnkowi – Rymkiewicz komunistą  

Podczas procesu pełnomocnik Agory, mec. Piotr Rogowski, przypomniał Jarosławowi Rymkiewiczowi i o jego haniebnej przeszłości. Rodzice J. Rymkiewicza należeli bowiem do PZPR, a sam poeta był członkiem Związku Młodzieży Polskiej, młodzieżowej organizacji ideowo-politycznej, która działała w Polsce Ludowej w latach 1948-1957. Powołana przez komunistów celem realizacji polityki PZPR wobec młodzieży. Związek był polskim odpowiednikiem Komsomołu, miała kształtować „nowego człowieka”, odrzucającego dotychczasową kulturę, tradycję i religię; afirmującego światopogląd materialistyczny bez Boga. Mimo zeznań J. Rymkiewicza, że w połowie lat 50. XX wieku ocknął się z komunistycznego snu, autor nie potrafił potwierdzić, że w 1956 r. stanął jeszcze w obronie Urzędu Bezpieczeństwa: „Krytycy UB to inteligenckie szakale, które zdradziły komunizm”[7]. Z trudnością wraca również do roku 1964 – w marcu powstaje tak zwany „List 34”, wystosowany przez polskich intelektualistów do premiera. Był on zbiorowym protestem przeciwko polityce kulturalnej władz, która zaostrzyła cenzurę oraz ograniczała swobodę słowa. Pod listem podpisali się m.in.: Antoni Słonimski (inicjator), Jerzy Andrzejewski, Maria Dąbrowska, Paweł Jasienica, Mieczysław Jastrun, Jan Kott, Adam Ważyk czy Kazimierz Wyka. W odpowiedzi na „List 34” powstaje „Kontrlist 600”, w którym intelektualiści stają w obronie polityki PZPR i zarzucają sygnatariuszom „Listu 34” działanie na szkodę Polski Ludowej. List podpisał, obok W. Szymborskiej, J. Iwaszkiewicza czy Tadeusza Różewicza, właśnie Jarosław Marek Rymkiewicz (z domu Szulc).

W 2003 roku J. M. Rymkiewicz otrzymał Nagrodę Literacką Nike za tomik wierszy Zachód słońca w Milanówku. Fundatorem nagrody jest wydawca „Gazety Wyborczej” – Agora. Psiarz nie pojawił się na uroczystości wręczenia statuetki, nagrodę pieniężną jednak odebrał.

Mariusz Rakoski

 

[1] Rymkiewicz J. M., Krew, „Gazeta Polska” 2013, nr 45, s. 1

[2] Tamże

[3] PAP

[4] PAP

[5] Treść oświadczenia opublikowana przez „Gazetę Polską”, gazetapolska.pl

[6] Wypowiedź zarejestrowana i wykorzystana w filmie dokumentalnym Grzegorza Brauna pt. Poeta pozwany

[7] Przytoczenie mecenasa Agory podczas rozprawy sądowej

Jedna myśl nt. „Witamy w politycznym „szambie” J. M. Rymkiewicza”

Dodaj komentarz