O miłości. Teorie filozoficzno-teologiczne (od Platona do Fromma)

Czym jest miłość? Właściwie niewiele o niej wiemy, gdyż – posłużę się porównaniem Andrzeja Sapkowskiego – „[…] z miłością jest jak z gruszką. Jest słodka i ma kształt. Spróbuj zdefiniować kształt gruszki”. Z drugiej strony miłość nie zawsze jest słodka, czasami cierpka, i jak gruszka może stanąć w gardle. Jedno natomiast wiemy – miłość jest specyficznym archetypem tak często podejmowanym w literaturze, filozofii i innych sztukach, bowiem przy całym znoju ludzkiego życia – pragniemy miłości, tęsknimy za nią. Tęsknimy za utraconą krainą wiecznej szczęśliwości…

Tanatos (zło, egoizm) wałczący z Erosem (dobro, miłość). W mitologii greckiej Eros wyłonił się z Chaosu jako siła rozmanżania.

Platońska teoria dwóch erosów

Starożytny filozof założył, że w człowieku ścierają się ze sobą dwie siły. Jedna z nich uszlachetnia (Eros) i wynosi człowieka na wyższy poziom poznania; druga natomiast skłania do działań egoistycznych (Tanatos).

Koncepcja miłości Platona nie jest abstrakcyjnym uczuciem, które spada na kochanków jak grom z jasnego nieba, bowiem jej warunkiem jest swoiste doświadczenie, życie ukierunkowane na poznanie, a jej pierwszym etapem jest miłość do własnego ego (łac. ja). Wówczas nie widzimy innych ciał, a nasze życie skierowane jest tylko do siebie – jest egoistycznie i narcystycznie. Po etapie dostrzegania tylko własnego ciała, człowiek przechodzi na poziom percepcji innych ciał. Miłość jest czysto biologiczna, skierowana na przyjemności cielesno-zmysłowe. Po tych dość egzystencjalnych perypetiach i seksualnego nasycenia, przed człowiekiem odsłaniają się walory przeciwstawne (bowiem jesteśmy stworzeniem zawieszonym między ciałem a duszą) i odkrywa on właściwości duszy, które ukazują wartości wynikające z czynów oraz wiedzy (tutaj kontemplacja filozofii). Platońska miłość, sprowadzona jedynie do odwiecznego poszukiwania utraconej połówki (mit o potworkach i mściwym Zeusie), jest we właściwym rozumieniu chęcią zespolenia z dobrem i pięknem. To dążenie do posiadania dobra. Cele idealne (prawda = piękno = miłość) możemy osiągnąć przez cele realne, doczesne, wystarczy bowiem wyjść z „jaskini” (symbol materialnego, cielesnego przywiązania), co jest możliwe dzięki przypomnieniu (anamnezy) stanu idealnego. Miłość (i inne wartości abstrakcyjne, np. przyjaźń) są odbiciem wiecznej Idei. Wszystko to, co mamy na ziemi, jest „marnością nad marnościami”; jest marnym odbiciem pięknej, prawdziwej Idei, a ta była pierwsza, to ona wyprzedza Boga i jemu dała początek.

Rewolucja Jezusa Chrystusa

Postulat „miłuj bliźniego swego, jak siebie samego” ma charakter ogólnoludzki, powszechny (niezależnie od pochodzenia, wyznania i etc.) i ponadbiologiczny. Celem człowieka jest zespolenie, pojednanie z Bogiem, utożsamianym z miłością, prawdą i pięknem. W życiu człowieka najważniejszy jest Bóg, a wszystko to, co związane jest z życiem tu i teraz przechodzi na plan dalszy. Pierwsze skrzypce gra Bóg-Ojciec, a postulat Chrystusa domaga się od nas wyzbycia erotyki (ciała i materii, które w ostateczności dążą do grobu) i wyuczenia wstrzemięźliwości. Dopiero sakrament małżeństwa dopuszcza miłość fizyczną – ta jednak nie może być źródłem przyjemności cielesnej, ale początkiem nowego życia (celem seksu jest potomstwo, czyli prokreacja). Warto podkreślić, że nakaz miłości Jezusa Chrystusa z początku naszej ery nie był nowością na rynku religijno-filozoficznym: to Platon (IV w. p.n.e. – czyli na długo przed narodzinami Jezusa z Nazaretu) jako pierwszy domagał się altruistycznej miłości: „Niczego złego nie doświadczysz, jeżeli jesteś dobrym człowiekiem”. Dla greckiego myśliciela nie ten, kto został pokrzywdzony jest tak naprawdę skrzywdzony, ale ten, kto krzywdę wyrządza. Dobro i miłość są naturalnym celem rzeczy. Dla Jezusa dobro, piękno i miłość to synonimy i atrybuty Boga; dla Platona przedwiecznej Idei.

Pieśń nad Pieśniami Nowego Testamentu

Hymn do miłości św. Pawła z Tarsu (I w. n.e.) zawarty w 1. liście do Koryntian. Jest pieśnią pochwalną i próbą wytłumaczenia, czym jest miłość. Według św. Pawła jest ona sensem ludzkiego stworzenia i źródłem wszystkich wartości. Jest darem zdeponowanym w człowieku, siłą, która przewyższa egoizm, bowiem „[…] nie szuka swego”. Jest przeciwieństwem niskich uczuć: nienawiści, złośliwości, zazdrości… Podkreśla również znaczenie samej wiary – w nią należy pokładać bezkrytyczne zaufanie („[…] wszystko znosi/wszystkiemu wierzy/ we wszystkim pokłada nadzieję/wszystko przetrzyma”.). Miłość jest z Boga i przez Boga. A ten obdarzył człowieka bezwarunkową miłością (tak zwana miłość oddania, agape), czego dowodem jest postać Jezusa – odkupienie człowieka z grzechu i wyzwolenia ze szponów szatana.

W hymnie wnikliwi badacze literatury wskazują platońskie korelacje – dotyczy nie tylko abstrakcyjnego znaczenia miłości, ale również drogi prowadzącej do najwyższego poznania:

[…]

 Po części bowiem poznajemy,

Po części prorokujemy,
A gdy przyjdzie doskonałe
– Zniknie to, co częściowe.

Gdy byłem dzieckiem
Mówiłem jak dziecko,
Czułem jak dziecko,
Myślałem jak dziecko.
Gdy stałem się mężem,
Zaniechałem tego, co dziecięce. 

Teraz widzimy jakby w zwierciadle
– W zagadce.
Wtedy zobaczymy twarzą w twarz.
Teraz poznaję po części,
Wtedy poznam tak jak zostałem poznany.

Człowiek, sięgając po terminologię biblijną, to pielgrzym, a jego naturalnym(!) celem jest zmierzanie do Domu-Ojca. Droga do wiecznej szczęśliwości prowadzi nie tylko przez rozważanie biblijnych prawd czy rytuał religijny, ale przede wszystkim przez ową, bezkrytyczną miłość (oddanie siebie). Jesteśmy tutaj przez chwilę; jesteśmy stworzeniem dualistycznym – nasze ciało zmierza do grobu, ale dusza wyrywa się do tego, co boskie. Powinnością człowieka jest ćwiczenie atrybutów ducha oraz kardynalnych cnót (pokory, bezwarunkowej miłości do Boga i bliźniego, wstrzemięźliwości  i in.), bowiem świat jest marnością (dla Platona marnym cieniem, naśladowaniem odwiecznej idei dobra i miłości), jest nietrwały, tymczasowy.

Heglowska teoria miłości

Georg W. Hegel (niemiecki teolog i filozof) zakładał, iż istota miłości polega na wyrzeczeniu się samego siebie, należy zatracić się w innej jaźni (innej osobie, której oddajemy ciało i dusze). Nie jest to jednak zabicie ja, lecz początek posiadania samego siebie; to początek prawdziwej wolności i szczęścia. Według twórcy klasycznego systemu idealistycznego najwyższym stadium miłości jest miłość macierzyńska, pozbawiona cielesnego pożądania, jest na wskroś duchowa i absolutna.

Miłość jako sztuka – Erich Fromm (1900-1980)

W książce O sztuce miłości dał następującą teorię miłości: to „[…] sposób zaangażowania wobec bytu, świata w ogólności, sposób zaangażowania wobec społeczeństwa w dialogu, jakim jest działanie publiczne, praca, twórczość”. Według Fromma dojrzała miłość jest sztuką, której możemy się nauczyć, „[…] jest zjednoczeniem, w którym zachowana zostaje integralność człowieka, jego indywidualność. Miłość jest aktywną siłą w człowieku, siłą, która przebija się przez mury oddzielające człowieka od jego bliźnich, siłą jednoczącą go z innymi; dzięki miłości człowiek przezwycięża uczucie izolacji i osamotnienia, pozostając przy tym sobą, zachowując swoją integralność. W miłości urzeczywistnia się paradoks, że dwie istoty stają się jedną, pozostając mimo to dwiema istotami”. Potrzeba zjednoczenia z drugim człowiekiem jest, według niemieckiego filozofa, „[…] najpotężniejszym dążeniem ludzi. Jest ono podstawową namiętnością, jest siłą cementującą. […] Bez miłości ludzkość nie mogłaby istnieć jednego dnia”.

Do powyższych koncepcji można byłoby dopisać i te nowsze wynalazki intelektu – miłość nie istnieje, tylko jej dowody. Uczucie? Żyjemy w XXI wieku, epoce konsumpcjonizmu i zaniku krytycznego myślenia, gdzie na „bycie” patrzy się z góry, a wywyższa się „posiadanie”. Uczucia, emocje to „atrybuty” ludzi słabych, którzy nie potrafią odnaleźć się we współczesnym świecie.

 

Mariusz Rakoski

Fot.: obrazek wyróżniający nad tytułem: Mariusz Rakoski/ AR[e]TE. Berlin 2015 r. 

3 myśli nt. „O miłości. Teorie filozoficzno-teologiczne (od Platona do Fromma)”

  1. nie zgadzam się z tym, że ,,bowiem świat jest marnością” gdy chodzi o Pieśń nad Pieśniami. W całej wierze w Boga nie chodzi o pokazanie ,,marności” świata , ale o pokazanie piękna świata stworzonego przez Boga, chodzi o przeżywanie życia w pięknym świecie w piękny sposób 🙂 Za dużo w Tobie ,,Tanatos”. Mówię, bo Cię dobrze znam 🙂

  2. zakończenie jakieś mało optymistyczne. Czyż miłość nie zasłużyła na coś lepszego? Mimo XXI wieku może warto by podnieść miłość z popiołów i dać się jej odrodzić?

    1. Witam.

      To teraz mam twardy orzech do zgryzienia, ktoś mnie dobrze zna, hm… W sprawie miłości: przychylam się do wszystkich pięć teorii, ale najbardziej odpowiada mi ta miłość zaangażowana wobec bytu Fromma. Zastanawia to, co napisałaś nt. „Pieśni”, nie spotkałem się z takim odbiorem wcześniej 🙂

Dodaj komentarz