Archiwa tagu: M. Jagiełło

„Człowiek z brudnopisu”

„Na ciele słowa wyglądają wyraźniej” – o poezji Mariusza Jagiełły

Debiutancki tomik poezji Mariusza Jagiełły. Fot.: matriały prasowe

Debiutancki tomik poezji Mariusza Jagiełły. Fot.: matriały prasowe

Debiutancki tomik Mariusza Jagiełły Człowiek z brudnopisu to przykład poezji, którą szalenie lubię i cenię. Poezji nieudziwnionej, bez zadęcia, poezji – co w ostatnich latach mam wrażenie bardzo rzadkie – autentycznej, nienapompowanej, trafiającej do dużej rzeszy odbiorców, poezji nienachalnej, poezji normalnego, równego głosu. Najbardziej chciałbym się zatrzymać przy autentyczności. Owa autentyczność to coś, czego, jako czytelnik, oczekuję.  

I Jagiełło, pod postacią podmiotu lirycznego, te oczekiwania spełnia w zupełności. Odkąd śledzę twórczość Mariusza Jagiełły, nie opuszcza mnie przekonanie, że to, co czytam jest szczere, prawdziwe, że poeta nigdy nie próbuje zapędzić czytelnika w kozi róg, nie igra, nie przywdziewa maski, za powinność uznaje bycie do bólu naturalnym, niekiedy prostolinijnym, zachowując przy tym niebywałą skromność. Twórczość ta, co uznaję za ogromną zaletę, nie ulega literackim modom ani trendom. Nie wpisuje się w kanon tak zwanej najnowszej poezji. Nie jest ani hermetyczna, ani ideologiczna, ani zawiła, niejasna, przesycona nowomową. Jest prosta i w jakiś sposób uniwersalna, mająca szerokie grono odbiorców, reprezentantów różnych pokoleń, którzy często – jakkolwiek patetycznie to brzmi – oczekują poezji trafiającej pod strzechy, ku pokrzepieniu serc. I w przypadku Jagiełły się to sprawdza.

Continue reading “„Człowiek z brudnopisu”” »

„Sztuka nie jest moralna lub niemoralna” [KOMENTARZ]

Tekst: Mariusz Jagiełło

Słów kilka o pewnym spektaklu 

Golgota Picnic skłania, wg reż. R. Gracia, do refleksji nad kondycją i sensem religijności. To satyrystyczny, zarazem bolesny obraz ludzkiej duchowości wystawionej na próbę konsumcpjonizmu, materializmu i ciała.

Golgota Picnic skłania, wg reż. R. Gracia, do refleksji nad kondycją i sensem religijności. To satyrystyczny, zarazem bolesny obraz ludzkiej duchowości zderzonej z konsumpcjonizmem, materializmem i ciałem. Fot.: www.terazteatr.pl

Mam oczywiście na myśli spektakl Golgota Picnic. Ponoć bluźnierczy, ponoć można nim straszyć dzieci, ponoć widzom po seansie na głowach wyrastają rogi i żywcem trafiają do piekła. Ponoć…

Pamiętam, że kiedyś podobna sytuacja miała miejsce z Księdzem [brytyjski film z 1994 roku w reż. A. Birda o seksualnym tabu w kręgach kościelnych – przyp. red.]. Protesty, pikiety, dziesiątki artykułów w gazetach, ogień w oczach przeciwników filmu gotowych spalić na stosie uczestników seansów. Po latach nikt nie pamięta tej dość słabej produkcji (obraz, o ile mnie pamięć nie myli, został wyemitowany w polskiej TV).

Wychodzę z prostego założenia. Skoro czegoś nie uznaję, nie podoba mi się i godzi we mnie  – to nie oglądam. Skoro jestem osobą niewierząca, dla której Jezus był takim samym człowiekiem – tylko żydowskim buntownikiem, jak np. Che Guevara – to dlaczego ktoś odbiera mi prawo oglądania tego widowiska? Spektakl, film, koncert to zawsze jest kreacja i określona „wizja” artysty – to nie jest „coś”, co się sankcjonuje, co uznaje za „prawdę objawioną”. Nie ma co stygmatyzować twórców. Sztuka (w każdej formie) nie jest moralna bądź niemoralna – może być jedynie, parafrazując słowa Oscara Wilde’a – dobra albo zła.

Continue reading “„Sztuka nie jest moralna lub niemoralna” [KOMENTARZ]” »

Czy poezja to wyzwanie?

Czy warto czytać i tworzyć poezję, kiedy, czasami, łatwiej i piękniej można żyć bez poezji? Fot.: sxc.hu

Czy warto czytać i tworzyć poezję, kiedy, czasami, łatwiej i piękniej można żyć bez poezji? Fot.: sxc.hu

Tekst: Mariusz Rakoski

Autobus. Masa. Ścisk. Dziewczęta komentują wpisy znajomych na znanym portalu społecznościowym. I nie byłoby w tym nic specjalnego (nawet dobrze znane nam wulgaryzmy na k* i p*, używane bo się używa lub jako jęk namysłu), gdybym nie usłyszał kilka razy słowa „poezja”. 

Rozmów o wierszach – tych przynajmniej odczytanych na lekcji języka polskiego – nie było. Słowo „poezja”, emocjonalnie wzmocnione przekleństwami, zostało użyte dla określenia „klimatu domówki”: „Mówię ci, k*, to była poezja” – na co druga: „Ja pie*lę, zajeb* poezja”. (Wymiana wrażeń trwała około 5 minut, „poezja” powtórzyła się kilkanaście razy, nie mniej naliczyłem wyrazów obsenicznych. Dziewczynom nie udało się pobić rekordu polskiego poety A. Słonimskiego, który, ponoć, miał przeklinać przez dwie minuty nie powtarzając żadnego wulgaryzmu. Nie jest odkryciem, że Polacy przeklinają na potęgę, już nie tylko w zależności od sytuacji i temperamentu, ale bogaty słownik języka polskiego z zakresu epitetów mocno pejoratywnych wszedł nam w krew).

Adaptacja „poezji” na określenie czegoś zajeb* (jak powyżej) nie jest zjawiskiem, z którego warto brać przykład. Z opisanego zdarzenia – powiedzmy iście epickiego (również epika znalazła swoje honorowe miejsce w języku młodego pokolenia, np. „impreza była epicka”, była „przednia”) – wyłania się smutna prawda: poezja, niegdyś świętość, nabożeństwo, domena kultury wysokiej czy jedna z metod, którą dżentelmen zaimponuje damie, dzisiaj, w dobie „for fun and profit”, nie spełnia zaszczytnego posłannictwa. Sondaże z ostatnich lat nie pozostawiają złudzeń – Polacy czytają coraz mniej, z trudem przychodzi przeciętnemu Kowalskiemu przeczytać choćby jedną stronę artykułu, powodów do dumy nie może mieć również tak zwana grupa czytających, uczniowie i studenci (tych ostatnich mamy dwa razy więcej niż we Francji), którzy przyznają, że w ciągu roku nie przeczytali żadnej książki (30 proc. w 2012 roku). Z niechęcią sięgamy po czasopisma i książki beletrystyczne (coraz chętniej sięgamy po poradniki kulinarne i eropowieści, ale to marne pocieszenie), a co dopiero po tom poezji, „czarnej magii”, jak często słyszymy. „Mówienie, że nie ma się czasu na czytanie, jest tylko smutnym świadectwem na to, że nie popracowano nad nawykiem” – komentował w rozmowie ze mną Jarosław Czechowicz[1], i trudno nie zgodzić się z opinią. Sprawdza się stare porzekadło: czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Nie dziwi już chyba nikogo widok dziecka z tabletem i telefonem komórkowym. Pytać zatem trzeba – czy poezja jest w ogóle potrzebna? (skoro bez niej można żyć łatwiej i piękniej). W debacie nad miejscem poezji i jej roli w społecznym dyskursie warto wspomnieć słowa dwóch klasków – dialog Witolda Gombrowicza z pisarzami-poetami emigracyjnymi (m.in. z Czesławem Miłoszem) oraz pesymistyczna diagnoza niemieckiego filozofa Theodora Adorno.

Continue reading “Czy poezja to wyzwanie?” »