„Sól zamiast cukru i drogi nie zna przez miasto, tylko przez pole” – impresje po wieczorze M. Maliszewskiej-Grucy w Barlinku

Fot.: Dorota Klaszczyk

Fot.: Dorota Klaszczyk

– A w tym Barlinku to macie jaki dom kultury czy bibliotekę?
– … No, jest jakiś…
– I do czytania wierszy się nada?
– Nie wiem… tam to trzeba Garnitur mieć, myślę… i Przemówienie. I Order. I Pancerz. I „Zwracam się do licznie zgromadzonej”…  Może lepiej Ela, Smoki, Wiatraki… Oni mają starą stolarnię, stary abażur i takie pajęcze serca na wierzchu jak Ty. I tam bez garniturów…
– O! to akurat.

(…)

Przyjechała. W wielkich owadzich okularach, drobna, delikatna, otoczona przyjaciółmi, bo jej samej byłoby za pojedynczo. Wystawia twarz do słońca, pokazuje błękitne skarpetki, do podróży włożyła, zmienić musi, bo chyba kolor nie taki…  kawy by się napiła, ale najpierw papieros, dwa… w ogóle to dziś nie ma głowy, a w żołądku za to motyle… to zaraz idziemy, już-już, tylko jeszcze uratuję świat przed zagładą, Krystyna potrzymasz mi, Kochana, ten srebrny?… Na litość boską do jasnej cholery, tak?

(…)

– Zuzanna, opowiesz o Naszym Gościu?
– Opowiem. Mogę opowiedzieć… a jak się pomylę?
– No dobrze, pomyl się. Ale nie za dużo…
– To ja o tym… Że na świecie dziś Dzień Ziemi… Że gatunki znikają. Człowiek znika. Homo consumens i homo economicus zagarniają dla siebie biotop, a Człowiek zagrożony…
– Zuzanna, ale nie o tym!
– Ano tak, tak… nie o tym…. to bardziej, że te ginące gatunki są potrzebne i pożyteczne, bo łagodność, bo czuła troska, bo twórczość, bo mówienie językami, delikatność, intuicja są potrzebne i pożyteczne… widzenie dalej i mocniej, tkliwość i wzruszenie – też potrzebne i pożyteczne…  ja może wymienię gatunki, które trzeba chronić, są to gatunki takie jak: dzieci indygo, nadwrażliwcy, odludki, introwertycy… jeszcze, że to nic nie szkodzi, że buty nie od pary, że płaszcz na lewą stronę, że sól zamiast cukru i drogi nie zna przez miasto, tylko przez pole… że wioseł trzymać nie potrafi, że od czego ta śrubka i pieniążek…

– Ale Zuzanna… o Gościu Naszym…
– Toż mówię, nie pomyliłam się.  Monika pokaż o tym, że Ty bez skóry…

(…)

Pokazała. Czytając wszystkich skóry pozbawiła. Miejsce dla zbłąkanego Marka zostawiła. Myśli i słowa wszystkim pomyliła. Nici pajęczych w ciemnościach naprzędła: na twarzach osiadały, po szyjach się snuły, ciarki mrowiły, dobre instynkty w głowach obudziły… Złudne obietnice w dalekiej przyszłości pokazała, że nie złudne, płonne nadzieje, że nie płonne.

–  „Nie daj się zwieść, oczekuj  nieoczekiwanego… nie pozwól się udomowić… płacz, potrzebujesz wilgoci, żeby zakwitnąć, żądaj niemożliwego, wspinaj się na czubki drzew, nie bądź realistą – to okrutne, szukaj, zdziczej, krzycz, pragnij…  – mruczała jak Szeptunka – Policz do trzech i skacz…”.

Posłuchałam.
bosonoga
rozpinam skrzydła woskowe
niebezpiecznie
otwieram okna wyobraźni
pióra gubię w pośpiechu
wieczne
a co mi tam!
lecę!

Zuzanna Brożek

Fot.: z albumu autorki

Fot.: z albumu autorki

Zuzanna Brożek – psychoterapeuta, psycholog, pedagog, wykładowca akademicki, mieszkanka Barlinka, wielbicielka dobrej poezji i muzyki.

Dodaj komentarz