„Siddhartha” – Hermann Hesse. Egzystencjalizm egzotyczny

Hesse H., Siddhartha, przeł. Małgorzata Łukasiewicz, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1988

Hesse H., Siddhartha, przeł. Małgorzata Łukasiewicz, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1988

Hermann Hesse, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 1946 roku, niewątpliwie należy do tych pisarzy, którzy przystępnym słowem łączą elementy filozofii z literaturą piękną. Fabuła dzieł Hessego staje się, zazwyczaj, pretekstem do ukazania odwiecznych konfliktów, takich jak: serce-rozum, ciało-dusza czy manichejska, preegzystencjalna walka dobra ze złem. Pozycje niemieckiego pisarza to również, a nawet przede wszystkim, „droga”, którą przemierzają bohaterowie w poszukiwaniu recepty na szczęście – taką też opowieścią jest Siddhartha, napisaną w latach 1919-1920 po podróży autora na bliski Wschód. W przeciwieństwie do Narcyza i Złotoustego (1930) świat przedstawiony Siddharthy został skonstruowany wokół starożytnej filozofii indyjskiej, i opowiada o synu bramina, który wyrusza w świat, żeby szukać sensu i treści życia:

„[…] umysł cierpiał niedosyt [głównego bohatera – przyp. moje], dusza nie była spokojna, serce nie zaznało uciszenia”[1]. Fabuła nie jest skomplikowana, można rzec, że niemal jednowątkowa – licząca zaledwie 123 strony książka to duchowe studium niespokojnej natury człowieka, która zmaga się z najistotniejszymi, egzystencjalnymi zagadnieniami naszego trwania tu i teraz. Opowieść (mająca w podtytule Poemat indyjski – o czym za chwilę) stanowi swoistą prezentację natury Siddharthy, a postawieni na jego drodze różni bohaterowie stają się pierwszym ogniwem wprawiającym w ruch „ducha ewolucji” bramina. Lektura, gdyby przyjrzeć się bliżej idei pielgrzymowania, może stanowić polemikę z filozofią Zachodu, która antagonistycznie odniosła się do życia w nieustannym ruchu, bowiem, według greckich filozofów, człowiek może poznawać świat, może kształtować i odkrywać „siebie” bez konieczności opuszczania choćby domu; a taki „dom”, swój własny „prawiek” zostawia za sobą Siddhartha, który pragnie „żyć naprawdę”: „Czy bogowie nie byli stworzeni, czy nie byli stworzeniami jak każdy z nas, podległymi czasowi, przemijalnymi? Czy więc dobrze jest, czy jest słusznie, czy jest rzeczą wzniosłą składać bogom ofiary? Komu należało składać ofiary, komu oddawać cześć jeśli nie Jemu, Jedynemu? A gdzie go szukać, gdzie on mieszka, gdzie bije jego wieczne serce, gdzie jeśli nie w naszej własnej jaźni, ten najgłębszy, ostateczny pierwiastek”[2]. Siddhartha, mimo że podziwia szlachetne i spokojne obejście ojca, jego subtelne i wzniosłe myśli oraz czyste życie według świętych ksiąg hinduizmu (Wedy), stawia zasadne pytania: dlaczego ojciec, „[…] choć nigdy nie skalał się żadnym brudem, musiał dzień w dzień zabiegać o oczyszczenie, co dzień od nowa?”[3]. To mieszkanie, źródło – atman (dusza jednostkowa, własna tożsamość) – należy, wg Siddharthy, odnaleźć we własnym sercu, cała reszta jest tylko poszukiwaniem, błądzeniem.

Z postaci Siddharthy można poprowadzić paralelne porównanie ze Złotoustym – zarówno ten pierwszy, jak i drugi szukają recepty na szczęście. Obydwaj przypominają współczesnych nonkonformistów, outsiderów, którzy zrywają z zastaną rzeczywistością i postanawiają spróbować zakazanego owocu. To, co dzieli bohaterów, to wprowadzenie zupełnie przeciwstawnej czasoprzestrzeni. Fabuła Siddharthy została skonstruowana na kanwie filozofii indyjskiej, a przedstawione perypetie bohaterów umieścił Hesse w V w. p.n.e.; natomiast Narcyza i Złotoustego autor wplótł w średniowieczny klimat mnisiego życia i filozofii chrześcijańskiej, a seksualne osiągnięcia Złotoustego z pewnością podejmują dialog z greckim hedonizmem i afirmacją filozofii: „Chwytaj dzień, bo przecież nikt się nie dowie, jaką nam przyszłość zgotują bogowie”.

Fabuła, o czym wcześniej wspomniałem, jest dość skąpa – książka, gdyby nie 123 strony oraz wprowadzenie innych bohaterów, bardziej przypomina rozbudowaną nowelę, która prowadzi główną postać z punktu A do B. Trudno odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Hermann Hesse dodał podtytuł Poemat indyjski – z pewnością autor po podróży na Wschód (w 1911) na długo pozostaje pod silnym wpływem kultury i filozofii indyjskiej; w, powiedzmy, prologu do części pierwszej autor pozostawił tkliwą dedykację dla „drogiego, czcigodnego Przyjaciela” – Romainowi Rollandowi, również pisarzowi-pacyfiście i obrońcy praw człowieka. Orientacja antywojenna, gloryfikacja pokoju i błyskotliwa krytyka technokratycznego, konsumpcyjnego społeczeństwa opiewa wszystkie dzieła Hessego – niewątpliwie Siddhartha jest odpowiedzią na europejski kryzys wartości oraz kult techniki, co w ostateczności doprowadziło do II wojny światowej. Książka jest egzotyczną – dla nas, Europejczyków – propozycją azjatyckiego paliatywu przeciw narastającej fali egocentryzmu, egoizmu oraz pragmatyzmu. Co jest w centrum owej propozycji? Jakie antidotum na spopularyzowaną chorobę prawa silniejszego? Jak, w dobie nieustannej walki każdego z każdym, żyć etycznie i w zgodzie z samym sobą? Co z egzystencjalną trwogą, myślą o przemijaniu, ulotności naszego życia i nieuchronnej śmierci? I na te pytania szuka odpowiedzi Siddhartha. Czy znalazł? Przyjrzyjmy się zatem bliżej fabule opowieści (podciąganie Siddharthy do baśni oraz bajki – jak np. Jerzy Lengauer na łamach miesięcznika „Libertas” – jest nieprzemyślanym nadużyciem).

Siddhartha razem z przyjacielem – Gowindą – postanawia dołączyć do samanów, pielgrzymujących ascetów; szybko dochodzi do wniosku, że tylko na chwile udaje mu się  uciec i znaleźć wytchnienie: „Czym jest kontemplacja? Czym jest porzucenie ciała? Czym jest post? Czym zatrzymanie oddechu? Ucieczką od ja, krótkim wytchnieniem od udręki bycia sobą, krótkim odurzeniem, które chroni przed bólem i bezsensem życia”[4] → kolejnym krokiem zmierzającym do odkrycia atmana (własnej tożsamości, „siebie”), jest spotkanie Wielkiego i Wzniosłego, który pokonał cierpienie oraz zatrzymał koło ponownych narodzin w strumieniu doczesnych tworów – Buddę; Gowinda pozostaje uczniem Buddy, natomiast Siddhartha wyznaje, że podąża własnymi ścieżkami i podejrzliwie odnosi się do nauczycieli, bowiem, jak twierdzi, […] wybawienie nie jest dane przez naukę”[5]; syn bramina nie chce należeć do kogoś, pragnie poznać własną jaźń: „Chcę się uczyć od samego siebie, chcę być uczniem, chcę siebie poznać, poznać tajemnicę Siddharthy”[6] → zmiana postawy; Siddhartha, dotąd zwalczający jakikolwiek serwilizm, oddaje się próżnej kobiecie, „[…] wilgotnemu spojrzeniu goniącej się samicy”[7]; pragnie nauczyć się rozkoszy i miłości → chcąc zdobyć(sic) miłość Kamali i sprostać jej wymaganiom (musi mieć piękne stroje, piękne obuwie i posiadać dużo pieniędzy w sakiewce), zostaje pomocnikiem bogatego kupca: „Ci ludzie byli wiecznie zakochani, w samych sobie, w swoich kobietach i dzieciach, w honorze albo pieniądzach, w swoich planach i nadziejach. On zaś tego się od nich nie nauczył, akurat tego nie, tej dziecinnej radości i dziecinnej głupoty: uczył się od nich tylko przykrych rzeczy, którymi sam gardził”[8] → i w tym życiu, dziecinnym, sam się wkrótce zatraca; opuściła go cierpliwość dla dłużników, dobrotliwość dla żebraków; noce spędza na piciu wina, daje upust swoim żądzom; spętały go posiadanie i bogactwo → po hedonistycznym i materialistycznym upojeniu Siddhartha odczuwa brak i smutek, życie staje się bezwartościowe i pozbawione sensu → opuszcza Kamalę i zostaje pomocnikiem rzecznego przewoźnika – Wasudewy → spotyka Kamalę, pielgrzymującą z synem do ogrodu Buddy (piękna kurtyzana zerwała z poprzednim życiem, a swój majątek, ogród oddała mnichom Gautamy (Buddy); umiera ukąszona przez żmiję; Siddhartha przygarnia chłopca, swojego potomka → rozpieszczony syn ucieka do miasta; podczas poszukiwań Siddhartha spotyka starego przyjaciela Gowindę; w tym momencie Hesse wprowadza dialog przyjaciół, który zamyka opowieść.

Siddhartha rozmawia z Gowindą m.in. o poszukiwaniu, mądrości i prawdzie. Wyznaje, że mądrości nie da się nauczyć czy przekazać: „Mądrość można znaleźć, można nią żyć, można się na niej wspierać, można dzięki niej czynić cuda, ale wypowiedzieć jej i nauczyć nie sposób”[9] – taką mądrość ujrzał pod wpływem Wasudewy, prostego, nieoczytanego człowieka, który milcząc „rozmawiał z rzeką”, słowa bowiem wyrządzają krzywdę tajemnemu sensowi. W momencie wypowiadania coś na głos „[…] wszystko się od razu trochę zmienia, robi się trochę fałszywe, trochę głupawe”[10]. Czym natomiast jest prawda? Tę możemy ubrać w słowa i wypowiedzieć tylko wtedy, gdy jest to prawda jednostronna, bowiem: „Wszystko, co ma postać myśli i daje się wyrazić słowami, jest jednostronne, jest połowiczne”[11]. Siddhartha afirmuje również świat, uważa, że nie jest niedoskonały, ani też nie zbliża się do doskonałości: „[…] jest doskonały w każdej chwili, wszelki grzech zawiera w sobie już łaskę, każde dziecko nosi w sobie starca, każdy noworodek śmierć, każdy umierający wieczne życie. Nikomu z ludzi nie jest dane ocenić, jak daleko inny zaszedł na swej drodze, w zbóju i hulace czeka już budda […] Dlatego wszystko, co jest, zdaje mi się dobre, śmierć na równi z życiem, grzech na równi ze świętością, roztropność na równi z głupotą, wszystko musi być takie, jakie jest, potrzeba tylko mojej zgody, mojej dobrej woli”[12]. Jednak ze wszystkich „rzeczy” na świecie to miłość jest najważniejsza: „[…] Gowindo: najważniejsza wydaje mi się miłość. Rozszyfrować świat, objaśniać go, gardzić nim to rzecz wielkiego myśliciela. Mnie zaś tylko zależy na tym, żeby kochać świat, nie gardzić nim, nie nienawidzić samego siebie ani świata, móc podchodzić do świata i do siebie i do wszystkich istnień z miłością, podziwem i z szacunkiem. […] Nie w mówieniu, nie w myśleniu widzę wielkość, tylko w uczynkach, w życiu”[13].

Hermann Hesse nie namawia czytelników do trybu zamykającego się w skrajnym hedonizmie. Nie namawia też do przeciwstawnej skrajności – ascezy. Z dystansem podchodzi do religii, która wymaga od człowieka wyzbycia się pragnień, bowiem te – według określonych systemów – stają na drodze do zbawienia. Hesse raczej pokazuje, i tutaj w pełni zgadzam się z Jerzym Lengauerem,  że „[…] nie należy pogardzać pragnieniami innych, nie nosić się z dumą z powodu nadmiaru pieniędzy czy nadmiaru postu i ubóstwa. Że należy traktować każdego z taką samą cierpliwością, z jaką traktujemy samych siebie, ponieważ wszyscy jesteśmy skonstruowani duchowo w podobny sposób, nosząc pierwiastek Kosmosu, Boga, Nirwany, czy jak byśmy to nazwali. I coś jeszcze: przypomina współczesnemu człowiekowi, żeby idąc rano do pracy miał chwilkę czasu na spojrzenie na drzewa; być może kiełkują na nich wiosenne liście, być może zbliża się zima i opadły już ostatnie…”[14].

 

Mariusz Rakoski

 

Zobacz również: Asceza kontra rozkosz. Narcyz i Złotousty Hessego


[1] Hesse H., Siddhartha, przeł. Małgorzata Łukasiewicz, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1988, s. 9
[2] Tamże
[3] Tamże, s. 11
[4] Tamże, s. 18
[5] Tamże, s. 32
[6] Tamże, s. 36
[7] Tamże, s. 45
[8] Tamże, s-s. 65-66
[9] Tamże, s. 116
[10] Tamże, s. 119
[11] Tamże, s-s 116-117
[12] Tamże, s-s 117-118
[13] Tamże, s. s-s 120-121
[14] Lengauer J., Siddhartha – Hermann Hesse,  „Libertas” 2009

Jedna myśl nt. „„Siddhartha” – Hermann Hesse. Egzystencjalizm egzotyczny”

  1. Ciekawy artykuł, niezgadza sie jeden fakt, a mianowicie streszczenie ksiazki. Ostatnia rozmowa Siddharthy i Gowinda nie przebiega podczas poszykiwan syna Siddharthy. Szukajac syna w miescie, przeprowadza rozmowe z przewoznikiem po ktorej wspolnie wracaja na brzeg rzeki. Tam gdy Siddhartha uslyszal wszystko co rzeka mu chce przekazacm stary przewoznik go opuszcza i dopiero wtedy po blizej nieokreslonym czasie dochodzi do rozmowy pomiedzy Gowinda i Siddhartha.

Dodaj komentarz