Przemek Kossakowski: „Dotykam tajemnicy”

Przemek Kossakowski w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Gryficach, fot.: Mariusz Rakoski / AR[e]TE

Płakałem przez minutę. Miałem wrażenie, że dotykam tajemnicy, mimo że ekipa telewizyjna bardzo sceptycznie odniosła się do odprawianego rytuału. To nie jest nawet folklor mówili – powiedział Przemek Kossakowski podczas czwartkowego (10 kwietnia) spotkania w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Zbigniewa Załuskiego w Gryficach (zachodniopomorskie). Wykład znanego z TTV podróżnika odbył się w ramach cyklu „Spotkajmy się w Bibliotece na kawie”.

Spotkanie z P. Kossakowskim spotkało się ze sporym zainteresowaniem. Do gmachu biblioteki przybyli nie tylko miłośnicy medycyny niekonwencjonalnej i fani autorskiego programu „Kossakowski. Szósty zmysł”: – Nie słyszałam wcześniej o programie. Zostałam zaproszona przez koleżankę, która śledzi eksperymentalne i trochę szalone wyczyny Przemka Kossakowskiego – powiedziała naszej redakcji jedna z uczestniczek wykładu. – Też nie oglądałam, ale po tym, co tutaj zobaczyłam, tak ciekawą i otwartą osobowość, z zainteresowaniem będę oglądać „Szósty zmysł” – dodała Ania. Organizatorzy wydarzenia przygotowali 120 krzesełek. Wszystkie miejsca zostały zajęte, nawet te stojące. Swoją obecnością zaszczycił burmistrz Gryfic – Andrzej Szczygieł.

Historia Przemka Kossakowskiego przypomina amerykański sen. Jeszcze dwa i pół roku temu nikt wśród szerszej publiczności nie słyszał o jego nazwisku. Wszystko wywróciło się do góry nogami, kiedy „bez groza przy duszy” i bezrobotny postanowił wziąć udział w nowym programie TTV (należącym do TVN-u) o, uogólniając, medycynie niekonwencjonalnej. (Dzisiaj bohaterka debat ze względu na otwarcie studiów podyplomowych z zakresu homeopatii w Katowicach. Działania Uniwersytetu Medycznego spotkały się z ostrym sprzeciwem zarówno lekarzy, jak i osób duchownych oraz publicystów prawicowo-kościelnych). Producenci programu nie mieli żadnych wątpliwości, że osobowość P. Kossakowskiego oraz jego warunki fizyczne sprostają charakterowi i idei programu. I się nie mylili. Program już po pierwszych odcinkach zdobył swoich stałych odbiorców i sympatyków. 

Podczas spotkania w Gryficach Przemek Kossakowski zabrał publiczność w podróż po ciekawych zakątkach Europy Wschodniej. Opowiadał językiem, którego mógłby z pewnością pozazdrościć niejeden gawędziarz i bajarz. Gdyby nie ponaglający czas (spotkanie trwało około 2 godzin), po uczestnikach i samym prowadzącym można było odnieść wrażenie, że żadna ze stron nie zamierza kończyć. Jedni oderwani od codziennych zajęć dali się porwać opowieściom, o których nie usłyszą na co dzień w pracy czy na ulicy małego miasteczka. Prowadzący opowiadał z pasją, swoje wypowiedzi przeplatał zabawnymi i trafnymi anegdotami, i mimo że P. Kossakowski emocjonalnie zaangażował się w pracę podróżnika, który na własnym ciele testuje umiejętności i domniemane siły nadprzyrodzone uzdrowicielek czy magów, to potrafi zachować trzeźwość umysłu i krytyczne wejrzenie na to, co spotyka go podczas podróży. W Buriacji (autonomiczna republika Federacji Rosyjskiej na Syberii) został przywitany przez ludzi w dresach i adidasach za pan brat z nowoczesną technologią, np. smartfonami. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby ci ludzie nie byli szamanami, reprezentującymi pogląd, że każdemu człowiekowi w wędrówce przez życie towarzyszy duch zmarłego przodka (szamani uważają, że łączy ich specyficzna więź z istotami nadludzkimi czy duchami). – Byli dla mnie przebranymi pajacami – skomentował P. Kossakowski. W innym miejscu, podczas podróży po Rumunii i spotkaniu z wielkim magiem, pół żartem, pół serio powiedział: „Jedni uważają, że światem rządzą Żydzi lub masoni. To nieprawda. Światem rządzą magowie”. Najwięcej życzliwego śmiechu wzbudziła opowieść o pewnej Rosjance. Po seansie okazało się, że bohater ma dziecko. Kolejne spotkania z wróżkami kończyły się podobnymi przepowiedniami, z tą różnicą, że P. Kossakowski będzie je mieć. Podróżnik, nie mniej rozbawiony, zarzekał się, że nic o tym nie wie. 

Autor „Szóstego zmysłu” rozległe tereny Rosji przemierzył Koleją Transsyberyjską, i, jak uważa, jest ona bardzo bezpieczna: – Wystarczy, że użyjesz jakiegoś wulgaryzmu albo będziesz się awanturował, to lądujesz w polu z dala od cywilizacji – zachęcał ironicznie P. Kossakowski.

Na Syberii spotkał się również z regionalnym Dalajlamą, który nakarmił swojego gościa z Polski… żukami. – Co to za buddysta, który częstuje żywymi stworzeniami? – pytał P. Kossakowski, i dodał – Zachowywał się nieszablonowo. Twierdził m.in., że współpracował ze Służbami Bezpieczeństwa. Na koniec opowieści o osobliwej Rosji wyznał, że im ludzie biedniejsi, tym bardziej hojni i życzliwi. (W przeciwieństwie do Rumunów, którzy każdą rozmowę z bohaterem „Szóstego zmysłu” zaczynali pytaniem: „A ile dostanę”).

Skąd zainteresowanie programem, który – gdyby przyjąć sposób myślenia prawicowych publicystów propaguje obce i wrogie doktryny religijne? To jednak, co wydaje nam się obce i nieznane, łączy wszystkie społeczności niezależnie od długości i szerokości geograficznej. Pytać bowiem trzeba: dlaczego wierzymy w to, co wierzymy (strach? resentyment? wykupienie i zbawienie? chęć wzbogacenia?). Francuski filozof i jeden z najwybitniejszych eseistów Michel de Montaigne (1533-1592) tak napisał w sprawie obrzędów i kultury plemion afrykańskich: „[…] nie ma nic barbarzyńskiego ani dzikiego w tym ludzie, chyba że każdy zechce mienić barbarzyństwem to, co różni się od jego obyczaju. Jakoś po prawdzie nie mamy innej miary dla prawdy i rozumu, jak tylko przykład i obraz mniemań i zwyczajów naszej ojczystej ziemi: tam jest zawżdy najlepsza wiara, najlepsze prawa, najlepszy i doskonały obyczaj w każdej rzeczy” (Próby).

Mariusz Rakoski

Jedna myśl nt. „Przemek Kossakowski: „Dotykam tajemnicy””

  1. Świetny gościu, buzia się mu nie zamykałam móglby tak mówić i mówić. Osób było rzeczywiście sporo, szkoda tylko że tak mało młodych, przecież w Gryficach mamy chyba trzy szkoły ponadgimnazjalne. A było warto się wybrać, poznałam Rosję z innej, ludzkiej strony, ciekawe obyczaje i kultury, mam nadzieję, że przetrwają w natłoku właśnie tych smartfonów i innych wynalazkow, które tylko zatruwają życie takich ludzi.

Dodaj komentarz