O poezji Julii Hartwig. Stacja VIII

Julia Hartwig (ur. 1921 r. w Lublinie)

Julia Hartwig (ur. 1921 r. w Lublinie)

Poezję Julii Hartwig (ur. 1921 r.) porównałbym do kostki Rubika, która wymaga nie tylko cierpliwości, ale również opracowanej metody kolorystycznego dopasowania wszystkich ruchomych elementów. Nie jest to poezja dla pani Jasi z baru mlecznego, ekspedientki w modnym sklepie odzieżowym czy Janka z zajezdni komunikacji miejskiej, o czym sama autorka mówiła w wywiadzie dla Telewizji Literackiej TVL, portalu społecznościowego poświęconego literaturze.

Nie jest to poezja również dla tych, którzy szukają artystycznego geniuszu oraz miłosnego lub hedonistycznego upojenia – to sztuka poetycka dla wytrawnych uczestników życia kulturalno-poetyckiego, w szczególności pasjonujących się nowożytnym malarstwem i XVIII-wieczną muzyką operową (ulubieńcem poetki jest Gioacchino Rossini[1], włoski kompozytor, autor oper oraz pieśni). Dorobek poetycki, pomijając listy, dzienniki czy eseistykę, jest niewątpliwie zdominowany przez sztukę dla sztuki i przypomina intersemiotyczny dialog z wielkimi dziełami minionych epok. Słowa, zarówno te z tomików, jak i wypowiadane w rozmowach dla prasy, zaprzeczają intencji J. Hartwig, notabene żony Artura Międzyrzeckiego, również poety, z którym w latach 70. przebywała w Stanach Zjednoczonych Ameryki: „Nigdy nie chciałam, aby moje wiersze były piękne […]. Wolę, żeby były proste i mniej zachwycały, ale przemawiały do drugiego człowieka”[2]. W wierszu No tak spotykamy niepokojące wyznanie: „Pisanie to zwyczajna pycha, próżność, a może i też strata czasu”. Zwątpienie poetyckie we własny geniusz? Magiczną i sprawczą siłę słowa natchnionego? Niekoniecznie, bowiem autorka, jak wyjaśnia w TVL, chciałaby „intelektualnie więcej” i „erudycyjnie lepiej”, co staje w wyraźnej sprzeczności z deklaracją złożoną w wywiadzie dla Polskiego Radia. Będąc lepszą erudycyjnie, wymieniając A. Dantego czy Ch. Baudelaire’a w tomiku przez niemal wszystkie przypadki, nie można być jednocześnie dla wszystkich, dla zwyczajnych konsumentów literatury popularnej, masowej, rozrywkowej; czytelników pamiętników B. Waśniewskiego[3]. Elitarnie przedstawia się również pogląd poetki o samej sztuce pisania – wg autorki Jasne niejasne (2011) poezja nie jest sztuką, której każdy (w tym Zenek naprawiający samochody) może się nauczyć. Poeta, w myśl teorii polskiego wieszcza narodowego Adama Mickiewicza, jest jednostką (osobowością!) wybitną; sięgając po język bardziej prosty – poezję trzeba mieć we krwi, czuć do niej bluesa, ba, trzeba urodzić się z Poezją. Predestynacja tworzenia z pewnością poglądowo łączy poetkę z Mickiewiczem, jednak, co podkreśla w rozmowie, w przeciwieństwie do romantycznego barda, Hartwig nie tworzy utworów zaangażowanych politycznie oraz patriotycznych, ale stawia ważne, egzystencjalne pytania, np. „co jest po drugiej stronie?”. „Na to nie ma odpowiedzi”[4] – odpowiada poetka. I ta odpowiedź tak naprawdę określa cała twórczość Julii Hartwig – to sztuka otwarta, która zmierza się z trudnymi pytaniami, jednak nigdy nie daje ostatecznych odpowiedzi. Mimo pobrzmiewającego głosu pesymizmu, jabłoń na wiosnę znowu zakwita, a po lekturze tomiku To wróci (2007) czytelnik odnosi wrażenie, że autorka, skrycie, trochę nieśmiało i powściągliwie, staje przeciwko śmierci i wyznaje wiarę. Być może wiarę w życie poza życiem, a na pewno w Słowo – ślad, który pozostaje. Warunkiem tego Słowa, pomnika trwalszego od spiżu, jest – niestety – samotność: „Samotność w pierwszej kolejności to krzywda, ale i dar. Samotność jest warunkiem absolutnym, żeby coś napisać”[5].

 Mariusz Rakoski

 

Interpretacja Stacji VIII. Zwątpienie

Nie dość skupienia, nie dość oddania
nie dość wyrzeczenia, nie dość współistnienia
nie dość współmyślenia, nie dość rozumienia
nie dość miłości nie dość pokory nie dość
wytrwałości
zawsze winni zawsze skażeni zawsze potępieni

Wiersz śmiertelnie poważny, z którego, przy lekkim wysiłku intelektualnym, wyłania się pozorna jednoznaczność oraz powściągliwość. Odbiorca może odnieść wrażenie, że autorka szafuje językiem typowym dla epiki, który odsłania przed nami obiektywnie istniejącą, odbieraną za pomocą zmysłów rzeczywistość. Trudno bliżej określić podmiot liryczny, jednak z sytuacji lirycznej, z zalążkowej narracji wyłania się osoba (niewątpliwie sama autorka), która półszeptem (w wierszu brak znaków wykrzyknienia, język nie jest ekspresyjny, nie jest to poezja apelu, jakiegoś manifestu, np. dobrze nam znanego z romantyzmu) wyznaje bliżej nieokreśloną prawdę – to wyznanie w ostatnim wersie przechodzi w głos podmiotu zbiorowego (a może głos ludzkości?): „zawsze winni, zawsze skażeni”. Wiersz jest głosem człowieka świadomego, emocjonalnie i intelektualnie dojrzałego. W poetyckim dystansie tylko pozornie czuje się chłód. I pod tym pozornym chłodem, zobojętnieniem (nie dość tego, nie dość tamtego) i rezygnacją skrywa się polot oraz żar. Sam tytuł wiersza jest intertekstualnym nawiązaniem do ewangelii, podejmuje ważne wydarzenie w życiu każdego chrześcijanina, którym jest droga krzyżowa Chrystusa na Golgotę oraz męczeńska śmierć.  Oto bowiem obserwujemy najwyższe oddanie Syna Boga; ukrzyżowanie, na dowód bezwarunkowej miłości do człowieka (agape). Tytuł jednoznacznie odsyła do tradycji chrześcijańskiej, i zapewne jest kluczem do wiersza. Wyznanie podmiotu zostało skonstruowane na zasadzie powtórzeń (wspomniane „dość”, anafory, epifory oraz enumeracje z pewnością należą do ulubionych środków stylistycznych Hartwig) – w wierszu, w przeciwieństwie do gatunków prozatorskich, nie są one błędami, ale skłaniają czytelnika do myślenia i odsłaniają ukryte znaczenie wiersza. Nie inaczej jest w Stacji VIII. Przypomnijmy: stacja VIII ukazuje Chrystusa, który pociesza i ociera łzy jerozolimskim kobietom. Mimo że cierpią, wykazują empatię, współczują Chrystusowi, to wciąż jest za mało: „nie dość miłości, nie dość pokory, nie dość wytrwałości”. Mało również zrozumienia, skupienia czy oddania. To Chrystus lituje się nad kobietami, to on wkrótce poniesie śmierć na krzyżu za grzechy ludzkości, tym samym za grzechy płaczących kobiet. Jezus w przenośni daje niewiastom do zrozumienia, że powinny płakać nad swoim, a nie nad jego losem.

Czy wiersz jest jedynie lirycznym wyznaniem wyższości Chrystusa nad człowiekiem, stworzeniem słabym i z natury skłonnym do grzechu? Niekoniecznie, bowiem autor w ostatnim wersie staje w obronie ludzkiej egzystencji.  Nie dość, że płaczemy, że kochamy… to wciąż za mało. Autorka podkreśla tragizm ludzkiego życia oraz jego egzystencjalny wymiar. Człowiek dzieli los mitologicznego Syzyfa. Musimy nieustannie podejmować decyzje (albo-albo), to Ja jestem odpowiedzialny za przyszłość, własne czyny, za drugiego człowieka. Czasami zostajemy postawieni w trudnej sytuacji, trudnej etycznie i skonfliktowanej moralnie. Niejedną też wylewamy łzę, buntujemy się przeciwko czemuś lub komuś (ten brak pokory) i cierpimy, jednak zawsze „winni”, zawsze „potępieni”, zawsze…  Podobne konotacje mogą odsyłać do zagadnienia odpowiedzialności człowieka za zło. Z drugiej strony dlaczego Bóg (wszechmocny, miłosierny) stworzył tak słabą i skłonną do grzechu naturę? Dlaczego musimy przez całe nasze życie zmagać się z trudnościami, których, jak się zdaje, nikt nie rozumie. To znamię grzechu pierworodnego. Z grzechem się rodzimy, dźwigamy brzemię buntu Adama i Ewy, wciąż z poczuciem naszej niższości i grzeszności.

Poezja J. Hartwig nie szuka winnych. Stawia człowiekowi ważne pytania. Warto się nad nimi pochylić. Dla świadomości życia, świadomości człowieka tu i teraz. I za to życie w ogólności to my bierzemy odpowiedzialność.

 Klaudia Jankowska 

(konsultacja merytoryczna i redakcja tekstu: Mariusz Rakoski)


[1] Poetka na cześć muzyka napisała wiersz Kochany Rossini. Poezja wyrażona trudnym językiem, dla wtajemniczonych miłośników opery i biografii Rossiniego.

[2] Wypowiedź J. Hartwig dla Polskiego Radia, www.polskieradio.pl (wywiad z autorką dostępny pod tym samym adresem, dostęp z dnia 3 marca 2013 r.)

[3] Mąż Katarzyny W., matkobójczyni. W sklepach spożywczych, przy mentosach i soczkach, dostępna jest „książka” B. Waśniewskiego: Moja prawda. Pamiętniki.

[4] Wywiad dla TVL dostępny na portalu YouTube (dostęp z 3 marca 2013 r.)

[5] Julia Hartwig w wywiadzie dla „Xięgarni”, cyklu emitowanego w TVN24 (materiał dostępny pod adresem www.xiegarnia.pl, 3 marca 2013 r.)

2 myśli nt. „O poezji Julii Hartwig. Stacja VIII”

  1. Niestety, ale Pani Julia Hartwig lepiej wypada na papierze niż w mediach. Szczerze mówiąc nigdy bym nie pomyślał, gdybym nie znał, że ta sama osoba pisze tak dobre wiersze. Nie wiem, dlaczego tak jest… kiedy oglądałem jej wywiad, też na TVL, porównałem ją z Janion… ale nie ma żadnego porównania. Zdaje się, że poeci lepiej piszą, niż mówią.

Dodaj komentarz