Pesymizm i katastrofizm w twórczości Jerzego Stempowskiego (cz. I)

 Korzenie pesymizmu europejskiego – sceptycyzm (Pirron)

Ps. Paweł Hostowiec (1893-1969). Uznany za najwybitniejszego polskiego eseistę XX wieku.

Pesymizm jako postawa filozoficzna wobec życia, wyraża negatywną ocenę na otaczającą rzeczywistość. W stosunku do przyszłości charakteryzuje go brak wiary w postęp społeczny oraz w celowość życia i jego wartości. Chcąc szukać początków pesymizmu w kulturze europejskiej, warto wspomnieć o sceptykach, którzy obok stoików oraz epikurejczyków stanowili jeden z największych obrazów filozoficznych epoki hellenistycznej. Jednym z głównych przedstawicieli sceptycyzmu był grecki malarz żyjący około 376-286 r. p.n.e. – Pirron. Pirron „[…] zajął w filozofii postawę sceptyczną w przekonaniu, że ona jedna zapewni szczęście, zapewnia bowiem spokój, a szczęście jest w spokoju”[1]. Przekonania starożytnego filozofa o spokoju gwarantującym szczęście, nawiązują zapewne do szkoły stoickiej i jej głównego przedstawiciela Zenona z Kition (336-264 r. p.n.e.), który zakładał, że człowiek poprzez niezależność emocjonalną  powinien odciąć się od świata. Sposobem na pozyskanie spokoju jest niewzruszona postawa wobec tego wszystkiego, co przynosi los. I tak, jak empatia jest zdolnością do współodczuwania stanów emocjonalnych drugiego człowieka, tak stoicy afirmują stan zupełnej bezemocjonalności, nazywany dalej apatią. Człowiek powinien być panem samego siebie, odporny na skrajną euforię czy stany melancholijne. Podobnie sceptyk „[…] przekonawszy się, że jest niezdolny do rozstrzygania o jakiejkolwiek kwestii, nie zabiera głosu i ta powściągliwość zapewnia mu spokój”[2].

O antysemityzmie polskim 

Trudno odpowiedzieć, czy J. Stempowski był klasycznym stoikiem, który nie potrafi wczuwać się w stan emocjonalny drugiego człowieka. Wystarczy choćby wspomnieć relację Pawła Hostowca z Wichunią, którą darzył przyjacielską opiekuńczością oraz potrafił współodczuwać przygnębienie Ludwiki Rettingerowej, wynikające z nieuleczalnej choroby. W Zapiski dla zjawy (pisanym po francusku) w latach 1940-1941, adresatem prywatnego dziennika Pawła Hostowca jest nie kto inny, jak cień, zjawa zmarłej w 1940 roku przyjaciółki z Warszawy:

Teraz sam to wszystko poznałem. Z mymi lekkimi bólami sercowymi, promieniującymi w stronę obojczyka, z towarzyszącą mi obolałością kręgosłupa, z tym podejrzanym, cierpkim smakiem tytoniu w ustach przeczuwam rychły kres tego wszystkiego. […] Ale ta gorzka myśl należy jeszcze do życia. To, co interesowało mnie we wszystkich kobietach, które kochałem, nadal nie przestaje mnie zajmować. Chciałbym się przekonać, że jest we mnie ciągle to badawcze podejście, to znaczy, że żyję z napierającą na nie nicością[3].

a nieco wcześniej napisze wprost, że „[…] notuję te uwagi dla zbawienia cienia zmarłej, nie kłopocząc się bynajmniej o ich porządek ni formę”[4]. Paweł Hostowiec nie odcina się od świata, co nie oznacza, że świat w którym egzystuje jest przyczynkiem do optymistycznego i pozytywnego wglądu eseisty, który krytycznie oceniał politykę Europy XX wieku. Nie odczuwa on również pożądliwości i nienawiści do kogokolwiek czy czegokolwiek. Jeśli brzydzi go czyn, którego początkiem jest głęboka nienawiść wynikająca z uprzedzeń i braku krytycznego myślenia, przeprowadza błyskotliwą, a zarazem bardzo dosadną i trafną krytykę. Poczucie głębokiego smutku Jerzego Stempowskiego powodowała, między innymi, sytuacja Żydów polskich w dwudziestoleciu międzywojennym, w latach II wojny światowej i zaraz po wojnie. We wspomnianych Zapiskach dla zjawy (franc. Notes pour une ombre), Paweł Hostowiec bardzo często w słowach do zjawy Ludwiki Rettingerowej wspomina o antysemityzmie polskim:

Nie zadziwiają mnie […] obrazy niemieckich okropieństw, ożywiają tylko dobrze znany ból, jątrzą istniejącą już ranę. To Piłsudski wprowadził w Polsce ten reżym sadystycznego szaleństwa. Doktor Frank tylko kontynuuje deptanie narodu, który przywykł do kopniaków. Dusza polskiego narodu utraciła niewinność owieczki w obliczu wilka. Jest spustoszona i zdeprawowana aprobatą albo tolerancją, jaką okazywała wobec aktów okrucieństwa równie szaleńczych i bezinteresownych ja te, które są dziełem Hitlera[5]

Niektórzy mogliby powiedzieć, że powyższy fragment jest przejawem antypolskości Stempowskiego, ale nic bardziej mylnego – Paweł Hostowiec głęboko odczuwał niesprawiedliwość społeczną, której powodem są uprzedzenia do tego wszystkiego, co obce, inne. Nie jest to dowód na nienawiść do narodu polskiego, tylko obiektywne, bardzo krytyczne spojrzenie na stan ludzkiej bezmyślności, która została poddana odgórnie sterowanej ideologii lub polityce władz państwowych. Paweł Hostowiec był zdania, że winy za Holocaust w Auschwitz nie można zrzucać tylko na hitlerowskie Niemcy:

Ta najbardziej oburzająca strona obecnego porządku w Warszawie nie jest wynalazkiem niemieckim i nie może być sprowadzona do walki dwóch narodów ani zapisywania tylko na jedno konto przewin Niemców. Sytuacja moralna Polski jest dużo bardziej skomplikowana i równie niepewna jak jej los[6].

Czernienie papieru – o literaturze, zaniku krytycznego myślenia i materializmie

Pesymizm Pawła Hostowca wynikał nie tylko z kryzysu cywilizacji zachodniej, która zgotowała sobie brutalność II wojny światowej. Zwraca się on również ku twórczości pisarskiej, którą sam „nieśpieszny przechodzień” nazywa „czernieniem papieru”. W eseju z 1953 roku Jerzy Stempowski wyznaje, że zaczął pisać późno, w „w okresie szczególnie ubogim w rozrywki”:

Pisać zacząłem późno, w trzydziestym szóstym roku życia, dla przyczyn przypadkowych, w okresie szczególnie ubogim w rozrywki. Patrząc w dziś z oddalenia, nie jestem pewny, czy zacząłbym pisać, gdybym miał w tym czasie możność systematycznego zajmowania się muzyką lub udawania się w daleką podróż[7].

Niechęć sięgania po pióro może wydawać się nieco dziwne. Jerzy Stempowski wychowywał się w rodzinie intelektualistów. Odpowiedzi na przyczyny wzbraniania się eseisty od twórczości pisarskiej, możemy szukać w odnalezionym przed kilkoma laty dzienniku Zapiski dla zjawy, w którym autor niechętnie odnosi się do przekładania myśli na papier, bowiem – jak pisze – „[…] życie wewnętrzne pod jego [pisarza, przyp. moje] piórem redukuje się do niewielu rzeczy”, tak, że zaczyna przypominać „[…] odzwierciedlenie w drobnych ogłoszeniach; »poszukuję mieszkania«, »kupię psa«”[8]. Jerzy Stempowski zdaje się podziela pogląd, że niektórych chwil z życia nie da się przełożyć na fragment kartki papieru, dlatego czasami w przypływie niecodziennej, gwałtownej chwili (ukazującej piękno zjawiskowej rzeczywistości) trzeba milczeć, aby jej nie spłoszyć. Podobne stanowisko zajmował francuski pisarz-dekadent Guy de Maupassant (1850-1893), który w jednym ze swoich listów wyznał, że doznaje „[…] czasami krótkich, dziwnych, gwałtownych objawień piękna nieznanego, nieuchwytnego i zaledwie zdradzającego się w pewnych słowach, widokach, pewnych zabarwieniach świata, pewnych sekundach… Nie potrafię go ani dać poznać innym, ani wyrazić, ani opisać, zachowuję je dla siebie, nie ma innej racji bytu, innej przyczyny dalszego trwania…”[9]. Guy de Maupassant afirmował poglądy niemieckiego filozofa urodzonego w Gdańsku Arthura Schopenhauera (1778-1860). Nic zatem dziwnego, że podejście gdańszczanina do otaczającej rzeczywistości było pesymistyczne. Niemiecki filozof wychodził bowiem z założenia, że immanentną zasadą istnienia człowieka jest cierpienie oraz poczucie ciągłego niezadowolenia. Przyczyną cierpienia jest bezrozumny popęd, którego zaspokoić – według filozofa – niepodobna. Stąd poczucie ciągłego braku, egzystencjalnego nienasycenia. Nawet jeśli człowiekowi uda się zaspokoić potrzeby, to jest to spełnienie chwilowe, które pociąga za sobą kolejny pęd ku niezaspokojonemu. Istnienie filozofii i religii Schopenhauer uznaje za złudzenia, będące przyczyną lęku, strachu przed cierpieniem i śmiercią.

Jerzy Stempowski pesymistą na wzór schopenhauerowski jednak nie był, bowiem „nieśpiesznego przechodnia” cechuje oświeceniowy rozum, pozytywistyczny zamysł obserwacyjny oraz zdystansowana, refleksyjna postawa wobec świata zewnętrznego. Czytelnik nie znajdzie w esejach, listach czy dziennikach Jerzego Stempowskiego wyznania, afirmującego jakąkolwiek filozofię. Jego pejoratywne określenie działalności pisarskiej „czernieniem papieru” zdaje się mieć początek w zastanym świecie, przypominającym gigantyczną maszynę do wytwarzania dóbr materialnych. Jest to świat, w którym wartością nadrzędną jest tania rozrywka przeznaczona dla rozkapryszonej masy. Jedno natomiast może łączyć Hostowca z filozofią Schopenhauera. Niemiecki myśliciel nawiązując do buddyzmu znalazł dwa paliatywy przeciw nieustającej męce. Pierwszy sposób dotyczy kategorii moralnych i zakłada wyzbycie się pożądań oraz potrzeb (tych cielesnych i materialnych zarazem). Drugi sposób, obejmujący kategorie estetyczne, zakłada oddanie się sztuce, którą człowiek powinien kontemplować, a nie tylko oglądać. Można jednak, przy lekkim wysiłku intelektualno-logicznym, podważyć schopenhauerowskie rozwiązanie: jak bowiem wyzbyć się pożądań, kiedy „[…] na dnie człowieka i na dnie wszystkich rzeczy jest popęd, a popęd ten jest bezrozumny, działający bez celu i nie znający ukojenia”[10]. Po drugie Schopenhauer zjawiska pojmował jako złudę: »Maja, zasłona złudy, osłania oczy śmiertelnych”[11]. W takim razie, czy sztuka zostaje wyłączona z tego, co jest jedynie moim wyobrażeniem, złudą?

 Mariusz Rakoski

Czytaj również:

Literatura elitarna kontra masowa. Pesymizm i katastrofizm J. Stempowskiego (cz. II)  

Obrazek wyróżniający nad tytułem: Jerzy Stempowski, rysunek J. Czapskiego. Źródło: Media. 


[1] Tatarkiewicz W., Historia filozofii, PWN, Warszawa 2003, t. 1, s. 148
[2] Tamże
[3] Stempowski J., Zapiski dla zjawy, przeł. Jan Zieliński, Noir sur Blanc, Warszawa 2004, s. 27
[4] Tamże, s. 23
[5] Tamże, s. 50-51
[6] Tamże, s. 51
[7] Stempowski J., O czernieniu papieru, w tegoż Eseje dla Kassandry, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2005, s. 8
[8] Zapiski dla zjawy, op. Cit., s. 23
[9] Czapski Józef, Maupassant, Hostowiec, abstrakcja, „Kultura” 1959, nr 7, s. 167
[10] Tatarkiewicz W., op. cit., t. 3, s. 221. Trzeba zaznaczyć, że schopenhauerowska teoria popędu wiąże się ściśle z egoizmem: „Główną i zasadnicza pobudką, działającą w człowieku, jest egoizm, czyli dążenie do zachowania istnienia i dobrobytu. […] Egoizm jest olbrzymi, przerasta świat” (Schopenhauer A., O podstawie moralności, przeł. Ignacy Grabowski, Hachette Polska, Warszawa 2009, s. 355-366)
[11] Tatarkiewicz W., op. cit., t. 3, s. 220

Dodaj komentarz