Pendrive czy pendrajw? Anglicyzmy na plus czy minus?

Rażące błędy zapisane na kartce informacyjnej.

Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego został ustanowiony przez UNESCO w 1999, obchodzony 21 lutego dla upamiętnienia dramatycznych wydarzeń z Bangladeszu, gdzie w 1952 roku w wyniku demonstracji (podczas której domagano się nadania językowi bengalskiemu statusu języka urzędowego) zginęło 5 studentów. Idea wprowadzonego święta to nie tylko hołd złożony ofiarom tragicznych wydarzeń, ale również próba zwrócenia uwagi na postępujące zjawisko zanikania języków właściwych dla określonego, kulturalno-obyczajowego regionu (np. w Polsce wymiera język kaszubski). Szczególnie w trudnej sytuacji znajdują się tak zwane języki plemienne – ze względu na malejący odsetek użytkowników języka, co związane jest z niżem demograficznym, ogólnymi tendencjami antytradycjonalistycznymi, starzeniem się oraz wymieraniem „starszego pokolenia” (język nie jest przekazywany, kultywowany). Pod wielkim znakiem zapytania znalazły się również niektóre języki… urzędowe(!), np. język białoruski.

Język polski, obok 40 innych europejskich języków, nie jest, wg raportu UNESCO, zagrożony wymarciem. Najstarsze zdanie w języku polskim (Day, ut ia pobrusa, a ti poziwai) pochodzi z XIII wieku i zostało zapisane w Księdze założenia klasztoru świętej Marii Dziewicy w Henrykowie. Obecnie nasz język zajmuje 26. miejsce na świecie i posiada 44 mln użytkowników (uwzględniając zagraniczne skupiska polonijne).

Ustanowiony Dzień Języka Ojczystego skłania również do refleksji o indywidualnym postrzeganiu języka (jako komunikacji) w przestrzeni publicznej. Zarówno w odmianie mówionej, jak i pisanej zauważa się silny wpływ języków obcych – przede wszystkim anglicyzmów (angielskiego), języka uznanego za międzynarodowy i globalny. Wprowadzanie zapożyczeń, wg purystów językowych, działa deprawująco na język rodzimy. Gdyby jednak bliżej się przyjrzeć relacji angielszczyzny z innymi macierzystymi językami fetyszyści językowi tak naprawdę nie doceniają najważniejszych cech języka: jego elastyczności i arbitralności. Najlepszym polem uzmysłowienia przydatności terminologii obcej, są osiągnięcia naszego intelektu z zakresu technologii komputerowej, która w znacznym stopniu zaczęła rozwijać się za oceanem. Jak bowiem zastąpić rzeczownik pendrive? lub notebook? Dla upartych nic trudnego: zewnętrzna pamięć przenośna oraz podręczny notatnik; w tłumaczeniu jednak warto zachować uniwersalny umiar, bowiem wspomniane przykłady posiadają ściśle określone desygnaty, czyli odsyłają do określonego znaczenia oraz miejsca. Zewnętrzną pamięcią przenośną może być, a nawet jest, dysk twardy albo… telefon komórkowy z kartą pamięci. Usilne tłumaczenie niektórych wyrażeń czy nazw angielskich na język rodzimy – daje w ostateczności efekt żartobliwy, żeby nie powiedzieć: śmieszny. Zostawmy również fast food i fastfooodowy w spokoju. W każdym przypadku – niezależnie od języka – zapożyczenia łatwo się asymilują (pendrajw), spełniają również ważną funkcję socjalizującą (zgodnie z przysłowiem: „Kiedy wpadniesz między wrony, musisz krakać jak i one”). Jednak każdy kij ma dwa końce…

Zapożyczenia angielskie zaczęły intensywnie napływać do języka polskiego już podczas I wojny światowej. Wzmożona wymiana handlowa, kontakty polityczne oraz wzrost zainteresowania nieznanym i elitarnym sportem przyczyniły się do wzbogacenia polskiego słownika (np. tenis, badmington). Natomiast po II wojnie światowej w USA rozwijała się przede wszystkim technologia (w różnych dziedzinach gospodarki i nauki), stąd w języku polskim takie leksemy, jak: koder, kineskop, dekoder, laser, komputer, kombi, skuter). Z mody: toples, bikini, trendy czy dżinsy).

Nie do przyjęcia jest jednak zjawisko nagminnego nadużywania zwrotów obcego pochodzenia podczas prostych sytuacji życiowych: eufemistyczny neologizm sorki możemy w łatwy sposób zastąpić po prostu polskim przepraszam, podobnie rzecz się ma ze skrótem OK – tutaj z pomocą śpieszy nam dobrze, w porządku, nie ma problemu czy zgadzam się. Przenikanie podobnych fraz, zdań czy wyrażeń tylko częściowo ma swoje zakorzenienie w modzie na anglicyzmy (tak intensywnie promowane przez wszechobecną kulturę masową). Warto zaznaczyć, że współczesna kondycja człowieka przekłada się na formę języka (mówionego i pisanego). Dzisiaj szybko chodzimy, szybko pracujemy, szybko odpoczywamy, szybko piszemy, szybko czytamy… Semantyczna, wieloznaczeniowa i literacka warstwa  języka zaczyna, niestety, odchodzić do lamusa –  na piedestał wynosi się użyteczność języka oraz funkcję komunikacyjną. Zamiast listów na święta wysyłamy niestarannie napisane wiadomości SMS (jak zastąpić SMS? Wysłałem Ci krótką wiadomość tekstową – ?), życzenia składamy za pomocą portali społecznościowych, a interpersonalne spotkania zastępujemy komunikatorami typu Gadu-Gadu, gdzie już chyba każdy zapomniał o poprawnym posługiwaniu się językiem, a nasze stany emocjonalne oddają sympatyczne emotikony (pierwszy znaczek : – ) został użyty już w 1982 roku przez profesora S. Fahlmana).

Język, co najważniejsze, jest zbiorem znaków (ten zbiór wciąż jest wzbogacany nowymi znakami, choćby wspomniany pendrajw), za pomocą którego jednostka, człowiek, może tworzyć nieskończoną ilość słów, a tym samym znaczeń. Uzupełnianie tego systemu o nowe, nawet zapożyczone leksemy, nie jest grzechem wymierzonym określonej tożsamości narodowej. To wielki przywilej, z którego powinniśmy korzystać adekwatnie od potrzeb oraz sytuacji.

Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego przypomina nie tylko o kształtowaniu rzeczywistości za pomocą języka. Niech myśl zawsze wyprzedza język, nigdy odwrotnie; inaczej środowisko, w którym żyjemy obróci się w absurdalne uzusy językowe, typu: poszłem, a plaga wulgaryzmów (np. kurwa) już za kilka lat uzyska „status słów cywilizacyjnie potrzebnych”, wcale obscenicznych i rażących. Redukowanie walorów semantycznych i twórczych języka i wywyższanie funkcji pragmatyczno-użytecznych doprowadzi do chorobliwie postępującego zjawiska technizacji życia społecznego. Dzisiaj każe się młodym umysłom ustrzelić klucz z matury języka polskiego. Szufladkowanie i sprowadzanie człowieka do poziomu pterodaktyla – odbije się nam, ludzkości, czkawką. A małpy będą się śmiać. Niech się śmieją. W najlepsze. W tym przypadku nie możesz poczuwać się do  odpowiedzialności zbiorowej. Decyduj zatem o własnym języku – on cię wcześniej czy później zdradzi. Powie ci i światu, kim jesteś.

 

Mariusz Rakoski

Dodaj komentarz