Wyłuskując fasolę zamyślam się nad człowiekiem

Sfinks to mityczne stworzenie, pojawiające się w wielu cywilizacjach. W starożytnym Egipcie pełnił rolę strażnika świątyń i grobów. W antycznej Grecji było to bóstwo chtoniczne utożsamiane z żeńskim demonem zniszczenia i ciemności. Jego charakterystyczny wygląd i sposób działania, polegający na duszeniu ludzi, miał swoje przełożenie na język, konkretnie język grecki, z którego zaczerpnięto nazwę, odnoszącą się do poczwary obdarzonej głową i piersiami kobiety, skrzydłami orła, ciałem lwa i wężowym ogonem. Z postacią Sfinksa zetknąć można się w micie o królu Edypie. To ów przyszły nieszczęsny władca Teb napotyka mitologiczną istotę pod murami miasta, w którym kult tego bóstwa był szalenie silny. W zależności od wersji mitu, Edyp odpowiada poprawnie na zadaną zagadkę. Obie odpowiedzi – człowiek oraz dzień i noc – nabierają wymiaru filozoficznego w momencie, gdy odniesie się je do przedmiotów myśli dominujących w epoce nowożytnej. Przedmiotem badań filozofów nowożytnych jest człowiek, a precyzyjniej jego przyrodzony rozum, czyli jasność wypełniająca sobą egzystencję, nadająca jej sens, a działaniu ludzkiemu celowość. Z jednej strony Edyp, pokonując pierwotną mityczną istotę, przyspiesza nadejście nowych czasów, czasów dominacji bogów zamieszkujących Olimp. Z drugiej strony Kartezjusz, nadając filozofii nowy ciężar, kieruje zainteresowanie człowieka ku poznaniu samego siebie, zachęcając do kontemplacji własnego wnętrza, a także poddawaniu osądom wrażeń pochodzących z otaczającej go rzeczywistości.

Główny, bezimienny bohater powieści, w niekończącym się monologu przytacza nie tylko fakty ze swego życia, ale także streszcza swój własny stosunek do człowieka i świata. W jego relacji detale nie są ważne, nie ma charakterystyki miejsc czy opisów przyrody. Jest natomiast, jak w filozofii nowożytnej, potrzeba zamyślenia się nad człowiekiem, nad samym sobą. Fot.: AR[e]TE

Człowiek szuka w swym życiu stabilizacji. Tę naturalną potrzebę budowania bezpiecznego fundamentu wykorzystał Kartezjusz w swej filozofii. Twierdził on bowiem, iż jedyną, pewną prawdę otrzymuje się dzięki niepodważalności poznania rozumowego. Precyzyjniej rzecz ujmując filozofowi chodzi o sceptyczne podejście do własnych sądów. Wychodząc ze zwątpienia człowiek uświadamia sobie własną omylność, a jednocześnie dochodzi do przekonania, iż jedynie owo wątpienie jest pewnikiem. Jest to pierwszy krok do skierowania się ku wiedzy prawdziwej, zatem jasnej, prostej i oczywistej. Kartezjusz dostrzega jednak problemy zewnętrzne, które mogą zaburzyć opinię człowieka na temat otaczającego go świata. Za omylność sądów odpowiedzialne są złudzenia, którym podlegają zmysły, a także świadome wprowadzanie ludzi w błąd, przez potężniejszą od nich siłę. W związku z tym Kartezjusz dochodzi do wniosku, iż bezspornym faktem jest jedynie istnienie myśli. Nie ważne bowiem czy człowiek śni, czy żyje na jawie, nie ważne czy ulega złudnym podszeptom lub myli się na temat rzeczy, w wyniku zbyt małej wiedzy o nich, ważne, że myśli. Istnieje niejako poprzez ów fakt myślenia, jako jaźń myśląca.

Kolejno należy zauważyć, iż filozofia jest podstawą sztuki, ale także to, iż sztuka uzasadnia filozofię. Obie te dyscypliny, wytwory działania intelektu ludzkiego, znakomicie współistnieją na płaszczyźnie filozofii kultury. W oparciu o powieść Wiesława Myśliwskiego „Traktat o łuskaniu fasoli” można udowodnić sens wyznania Kartezjusza – Cogito ergo sum (Myślę, więc jestem), a także potwierdzić tezę o tym, iż filozofia wypełnia sobą każdy zakątek życia. Nieświadomy tego faktu człowiek zwyczajnie zapoznaje się z jedną z wielu pozycji literackich. Student zaś Uniwersytetu Trzeciego Wieku uczęszczający na zajęcia z filozofii, spojrzeć może na tę powieść również od strony jej unikatowego wymiaru traktatowego.

Główny, bezimienny bohater powieści, w niekończącym się monologu przytacza nie tylko fakty ze swego życia, ale także streszcza swój własny stosunek do człowieka i świata. W jego relacji detale nie są ważne, nie ma charakterystyki miejsc czy opisów przyrody. Jest natomiast, jak w filozofii nowożytnej, potrzeba zamyślenia się nad człowiekiem, nad samym sobą. Autor sugeruje zatem, iż jeśli „monologuję” to jestem, jeśli rozważam swe wnętrze to jestem, jeśli fenomeny (zjawiska) przedstawiają dla mnie wartość – to jestem.

Samo łuskanie fasoli zaś jest niczym innym, jak odniesieniem człowieka do człowieka. Proces wydobywania ze strąków kolejnych ziaren umożliwia i pomaga w nawiązaniu relacji międzyludzkich. I tak jak z owych strąków wyłuskujemy ziarna, tak i z samych siebie i innych wydobywamy prawdę. Samowiedza ma więc tak właściwie wspólnotowy wymiar. Człowiek bowiem nie jest człowiekiem w oderwaniu od wspólnoty. Nie jest samo stanowiącym się absolutem. Człowiek nie istnieje jedynie po to, aby kontemplować samego siebie w odłączeniu od innych bytów. To dzięki nim i przez nie zachowuje przecież swą tożsamość osoby ludzkiej.

Karolina Wiaczewska

Fot.: autorskie

O autorzeAbsolwentka Wydziału Filozofii. Szukając pisarskich inspiracji, kieruje się ku człowiekowi z ciekawością i zadziwieniem. Śpiewaczka operowa. Kształciła swój głos w Polsce i Szwajcarii. Laureatka konkursu literackiego „Kryminalny Olsztyn” 2014. W 2017 roku ukazała się jej proza Kalecznicy. Wykładając na Uniwersytecie Trzeciego Wieku chce udowodnić, iż filozofia jest nauką dla każdego. Pasjonatka historii. Biega dla przyjemności. Chodzi po górach, zawsze z aparatem fotograficznym w dłoni. Jej przyjacielem jest owczarek niemiecki o imieniu Mieszko.
Strona internetowa: www.wiaczewska.pl

Dodaj komentarz