Mieć czy być? Nasze spieniężone życie

Temat wiodący w czerwcowym wydaniu miesięcznika Znak. Fot.: Mariusz Rakoski

Przysłowia są ponoć mądrością, wyrażają pewne utarte, powiedzmy, prawdy. Jedno z nich mówi: jeśli nie wiadomo o co chodzi, to idzie o pieniądze. Dzisiaj, w dobie konsumpcjonizmu, zaniku krytycznego myślenia oraz owczego pędu w kierunku bogacenia „się”, coraz częściej słyszymy o tak zwanym zjawisku finansjalizacji życia społecznego. To, co wiąże człowieka z dobrami/wartościami materialnymi, a niewątpliwie dobra te generuje pieniądz, nie jest nowym problemem we współczesnej filozofii. Erich Fromm (zm. w 1980 r.) w swojej sztandarowej pracy Mieć czy być napisał: „Ponieważ społeczeństwo, w którym żyjemy, owładnięte jest pragnieniem nabywania własności i opanowane głodem zysku, przeto rzadko udaje się nam dostrzec świadectwo egzystencjalnego modus bycia, a większość ludzi postrzega modus posiadania jako najbardziej naturalny sposób urzeczywistnienia egzystencji czy też wręcz jako jedyny akceptowalny sposób życia”[1]. Jednak nie sam konflikt między modusem bycia a modusem posiadania jest punktem wyjściowym rozważań w najnowszym wydaniu miesięcznika „Znak” – autorzy, m.in. Beata Chomątkowska w artykule Życie pod kreską oraz Wiesław Gumuła w eseju Zjawisko finansjalizacji, podejmują kwestię pieniądza, który warunkuje relacje międzyludzkie. A jeśli relacje międzyludzkie, to na horyzoncie muszą pojawić się takie kwestie, jak: odpowiedzialność, wolność/zniewolenie czy zobowiązania wobec innych. Mimo że Gabriel Marcel (zm. 1973) nie pojawia się w przywołanych opracowaniach, to jego próba wniknięcia w tajemnicę bytu (francuski myśliciel reprezentuje tak zwany nurt egzystencjalizmu chrześcijańskiego) wyrażona w Być czy mieć najlepiej oddaje zakres problematyki Spieniężonego życia. Marcel bowiem pisze: „Nie mam prawa podejmować zobowiązania, którego materialnie nie będę mógł dotrzymać (czy raczej o którym powinien bym wiedzieć, będąc całkowicie szczerym, że go nie będę mógł dotrzymać). Lekkomyślność”[2]. W przywołanym kontekście wyłaniają się pytania, które czytamy we wstępie miesięcznika: Jak zmienił się świat poprzez powszechną finansalizację życia? Dlaczego dług to coś więcej niż kredyt? Co tak naprawdę jesteśmy sobie winni?

Nie jest odkryciem, jeśli napiszę, że dzisiaj o wartości człowieka stanowi pieniądz. A pieniądz to dobra materialne, to wieczny karnawał i, jak powiedziałby z pewnością E. Fromm, odczucie/poczucie nieśmiertelności. Inny, np. krytyk kultury Neil Postman (zm. 2003), replikowałby, że współczesny paradygmat życia (to, co jest lub powinno być dla człowieka ważne) wyznacza, w uogólnieniu, rozrywka – chcemy, jak pisze, zabawić się na śmierć[3]. Jednak krytyka współczesnego „głodu posiadania” (jednostkowego wyboru – choć i tutaj możemy się spierać, na ile mój  wybór jest suwerenną i wolną decyzją) nie jestem tematem niniejszego szkicu, ale próba zbliżenia się do konsekwencji „ubankowienia społeczeństwa” (każda nasza aktywność przebiega w odniesieniu do kogoś: jaty/oni).

Zjawisko finansjalizacji - artykuł Wiesława Gumuły. Fot. Mariusz Rakoski/ AR[e]TE

Zjawisko finansjalizacji – artykuł Wiesława Gumuły. Fot. Mariusz Rakoski/ AR[e]TE

Módl się pracuj – benedyktyńska dewiza życiowa miała zbliżać do tego, co najważniejsze. W ujęciu średniowiecznego teocentryzmu tym najistotniejszym kierunkiem był Absolut/Bóg. Dzisiaj praca (w pozytywizmie wyniesiona do naczelnej wartości stanowiącej o naszym człowieczeństwie) to przede wszystkim pieniądz; innymi słowy – jesteś kimś, jeśli posiadasz. Jednak droga do modusu posiadania nie zawsze prowadzi przez jasne i uczciwe działanie, czemu niewątpliwie sprzyjają m.in. zanik więzi społecznych oraz etyczny i poznawczy relatywizm, czego efektem jest nowe społeczeństwo: „Finansjalizacja jest procesem stawania się nowego środowiska społecznego. Polega to, po pierwsze, na tym, że kontakty bezpośrednie oraz więzi osobiste zostają wypierane przez więzi zapośredniczone pieniądzem bezgotówkowym. Po drugie, interakcje są zastępowane przez oddziaływania jednostronne. Uwikłani w sieć pośrednich i jednostronnych zależności, coraz rzadziej widzimy twarze innych ludzi, którzy wywierają wpływ na nasze życie lub w życie których my ingerujemy”[4] – definiuje W. Gumuła i zauważa – z socjologicznego punktu widzenia – że pieniądz określa często potencjalny stosunek społeczny (np. wywieranie wpływu przez posiadaczy na tych, którzy nie posiadają lub pragną posiadać). Owocem dominacji instytucji finansowych jest m.in. destrukcja elementarnych więzi czy promocja cynizmu i cwaniactwa. W ujęciu zawężonym, sprowadzonym do „mojego” gospodarstwa domowego, zjawisko finansjalizacji desygnuje szereg działań i sytuacji związanych z kategorią wolności. Autor wspomina choćby uzależnienie od pracodawcy, miejsca zamieszkania czy innych ludzi. Nie mniej dyskusyjna pozostaje kwestia związana z wolnością w zderzeniu z modusem posiadania – mimo że wiem, co jest dobre, a co złe, jestem skłonny czynić to drugie. (Warto przypomnieć jedną z zasad wywierania wpływu na ludzi wg Roberta Cialdiniego, mianowicie myślenie w kategorii społecznego dowodu słuszności; jeśli coś się robi, jeśli robi tak większość, to musi być to dobre).  Sam termin zła W. Gumuła definuje za psychologiem Philipem Zimbardo: „Zło polega na zamierzonym zachowaniu się w sposób, który rani, wykorzystuje, poniża, dehumanizuje, lub niszczy niewinne jednostki – lub używaniu swojej władzy i siły systemowej, by nakłaniać lub dać przyzwolenie innym do działania w ten sposób w naszym imieniu”[5]. Autor wprowadza termin tchórzostwa moralnego, rozumiany jako gotowość do czynienia zła w sprzyjających dla mnie warunkach. Często słyszymy, że: „Przecież nie zrobiłem nic złego, wszyscy tak robią”, „Miałem dobre intencje”, „Nie zrobiłem tego dla siebie” czy „Takie dostałem polecenie”. Wypieranie winy, racjonalizacja swoich błędów oraz zrzucanie odpowiedzialności na „się” („się” robi, „się” stało itp.) to nie tylko oszukiwanie samego siebie. To również naginanie standardowych norm i zasad etycznych, które powinny regulować relacje międzyludzkie. W Życiu pod kreską Beata Chomątowska cytuje jedną ze swoich bohaterek: „Gdy w grę wchodzą pieniądze, łamane są, niestety, wszelkie normy. Na jaw wychodzą najgorsze cechy ludzkie. Na porządku dziennym są udawane choroby, ciąże, poronienia i rozwody, by tylko odwlec i wytłumaczyć brak zapłaty”[6]. Podobne doświadczenia nie są – chyba – nikomu obce (przynajmniej z zasłyszenia).

Odchodząc od wąskiej relacji pieniądz – posiadanie, autorzy „Znaku” przyglądają się innym pojęciom, które dzisiaj jednoznacznie odsyłamy do tego, co związane jest z pieniądzem. Szczególnie interesującym terminem jest „dług”. – „Jeśli mówię »dług«”, jakie jest twoje pierwsze skojarzenie?” – pytam. – „Kasę” – słyszę. Wielosens tego słowa, właściwie jego metafizyczne pokłady, odkrywa Mateusz Burzyk w rozmowie z Ireneuszem Kanią (tłumacz i poliglota). Jak każde słowo i „dług” może odsyłać, desygnować kolejne leksemy: powinność wobec kogoś lub czegoś, obowiązek, wina czy grzech. W naszym kręgu kulturowym najbliżej będzie nam do grzechu (choć pojęcie długu – grzechu w różnych kulturach wyraża to samo: fundamentalny brak spowodowany ludzką ułomnością, słabością czy skłonnością do buntu) pierworodnego. Zapytajmy zatem (choć pytanie to nie wymaga wysiłku intelektualnego): Komu jestem dłużny? „To zależy od struktury religijnej danej kultury. Jeśli jest ona oparta na koncepcie Boga jedynego, tak jak w tradycji judeochrześcijańskiej, a nawet w Egipcie, to mamy powinność wobec Boga, z tym że wtedy pojawia się kwestia, kto in illo tempore ten brak zawinił, kto popełnił błąd”[7]. Odpowiedź zdaje się oczywista: winny jest człowiek, pierwsi ludzie, Adam i Ewa. Wina jest nie tylko osobista, to także właściwa retoryce chrześcijańskiej kondycja rodzaju ludzkiego. Myśl tę wyraził biskup Grzegorz Ryś: „On nie ma [grzech pierworodny – dop. moje] charakteru winy osobistej. Jest to raczej stan ludzkiej kondycji – kogoś, komu wybór dobra nie przychodzi spontanicznie. Kościół nazwał to, i wciąż nazywa, potrójną pożądliwością – jestem skłonny do pożądliwości ciała, oczu i pychy życia. Są we mnie podstawowe pęknięcia, które sprawiają, że wolność przychodzi mi z trudem”[8]. Rozmowa godnych sobie rozmówców przedstawia semantykę „długu” nie tylko w tradycji judeochrześcijańskiej. Pojęcie „długu” w aspekcie niefinansowym (jako, m.in., nasza kondycja, powinności wobec kogoś/czegoś, odczuwanie braku) funkcjonuje (i metafizycznie, i społecznie, i religijnie) choćby w Indiach (buddyzm) czy tradycji żydowskiej. Warto wspomnieć również kulturę starożytnych, gdzie „dług” odnoszono do powinności wobec ogółu, zbiorowości, państwa (choćby teoria państwa Platona).

Godny szczególnej uwagi jest również szkic literacki Henryka Woźniakowskiego. W Człowieku najwyższej próby autor podejmuje kwestię współczesnych autorytetów. W lidzie przeczytamy: „Śmierć Władysława Bartoszewskiego każe ponowić pytanie o znaczenie, źródła i potrzebę autorytetu. Skąd płynie autorytet? Jaką odgrywa rolę? Czy jest możliwy w XXI?”[9]. Czytelnikowi pozostawię próbę odpowiedzi na postawione przez felietonistę pytania.

Mariusz Rakoski

NUMER DOSTĘPNY NA STRONIE INTERNETOWEJ 

Znak - miesięcznik

[1] Fromm E., Mieć czy być, tłum. Jan Karłowski, Wydaw. REBIS, Poznań 2005, s. 71

[2] Marcel G., Być czy mieć, tłum. Donata Eska, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1998, s. 62

[3] Nawiązanie do Zabawić się na śmierć, książce, w której filozof krytykuje współczesny model amerykańskiego życia. Punktem wyjścia do rozważań jest m.in. sławny program „edukacyjny” dla dzieci „Ulica Sezamkowa” (wg Postmana media oraz kultura masowa wychowuje dzieci do wiecznego karnawału, wiecznej i nieodpowiedzialnej zabawy).

[4] Gumuła W., Zjawisko finansjalizacji, „Znak”, Kraków 2015, nr 721/06, s. 14

[5] Tamże, s. 16

[6] Chomątowska B., Życie pod kreską, „Znak”, Kraków 2015, nr 721/06, s. 25

[7] Dług metafizyczny, rozmowa Mateusza Burzyka z Ireneuszem Kanią, „Znak”, Kraków 2015, s. 28

[8] Nic innego się w życiu nie liczy, rozmowa Mateusza Burzyka oraz Dominiki Kozłowskiej z bp. Grzegorzem Rysiem, „Znak”, Kraków 2015, s. 36.

[9] Woźniakowski H., Człowiek najwyższej próby, „Znak”, Kraków 2015, s. 84

Dodaj komentarz