Masturbacja zabija! O książce J. L. Doussina-Dubreuila

Doussin-Dubreuil J. L., Niebezpieczeństwa onanizmu, przeł. K. Rutkowski, „słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2011

Masturbacja – „samogwałt, onanizm, ipsacja, zaspakajanie popędu płciowego przez drażnienie własnych narządów płciowych” – podaje W. Kopaliński w Słowniku wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych. Tyle wiemy, rzecz dobrze znana każdemu(?), jednak mało kto wie, że określenie „onanizm” pochodzi z opowiastki biblijnej zawartej w Starym Testamencie (występuje w 28. rozdziale Księgi Rodzaju).

Historia Onana i teologia moralności

Otóż: pewnego razu Bóg przykazał Onanowi, by ten spłodził dzieci szwagierce, która w wyniku nagłych wydarzeń została wdową. Kontekst kulturowy i religijny nakazywał, aby to brat zmarłego (Era) miał zagwarantować prokreacje i dać potomstwo – tak zwane prawo lewiratu.

Ilekroć Tamar, żona Era, czyniła się na bóstwo i stwarzała okoliczności zmierzające do aktu seksualnego, Onan unikał zapłodnienia. Z Wulgaty dowiadujemy się, że „[…] tracił z siebie nasienie” na ziemię, tak, żeby „[…] nie wzbudził bratu swemu potomstwa” – uprawiał zatem, używając współczesnego języka, stosunek przerywany. O wydalaniu nasienia na ziemię nie wspomina w Księdze Biblia Tysiąclecia, która mówi jedynie, że Onan unikał zapłodnienia, a o owym spuszczaniu spermy na ziemię wzmiankuje w przypisach. Oczywiście, niepokorny i nieposłuszny Onan został zgładzony przez Boga (co zgadza się ze starotestamentowym obrazem Ojca srogiego, który za dobro wynagradza, a za zło karze).

Mimo że Onan nie uprawiał ipsacji (przynajmniej nie dowiadujemy się o tym z Biblii czy z innych literacko-historycznych źródeł), to jego historia jest przytaczana w teologii moralnej i stanowi argument przeciwko praktykom autoerotycznym – co stanowi spore nadużycie, bowiem, o czym wspomniałem, Onan się nie onanizował, a „jedynie” praktykował stosunek przerywany; ocena jego zachowania powinna oscylować wokół złamania prawa lewiratu (którego celem jest zapewnienie ciągłości narodu) oraz postawy egoistycznej. Niezależnie jednak od tego, masturbacja – oraz każde zjawisko przyjemności seksualnej nie zmierzające do zapłodnienia – w etyce chrześcijańskiej uznane jest za występek i grzech. W wyjaśnieniu do wiersza szóstego Księgi Rodzaju (rozdział 28.) czytamy: „Bóg potępia zarówno egoizm Onana, jak również jego grzech przeciw prawu naturalnemu, a więc i Bożemu, w odniesieniu do małżeństwa”.

Filozofia onanizmu

Konfliktem moralnym masturbacji zajmowali się już starożytni filozofowie, którzy najczęściej, przy niedostatecznej wiedzy, krytykowali praktyki autoerotyczne. Twierdzili, że nasienie jest najważniejszym płynem ustrojowym człowieka, a znaczna jego utrata może powodować różne zaburzenia zdrowotne oraz psychiczne, gdyż – jak uważał Hipokrates (V w. p.n.e.) – wspomniane nasienie zbiera się i oddziela z całego ciała, a przede wszystkim z… głowy(!). Zatem – nic w tym dziwnego, że masturbacja została podciągnięta do wyuzdanej lubieżności, do egocentrycznej miłości własnego ciała, biblijnej Sodomy i Gomory. Nadmierne wydalanie spermy mogło doprowadzić do wielu schorzeń; jeszcze kilkadziesiąt lat temu twierdzono, że masturbacja powoduje oschłość mózgu i wpływa negatywnie na intelektualny rozwój człowieka. Uznany za doktora przyjemności – Epikur – również nie pochwalał, tym razem użyję pejoratywnego określenia, samogwałtu. Epikur w podobnych praktykach widział nie tylko ubytek życiodajnego nasienia (w znaczeniu: ciała), ale także i duszy. A przecież człowiek został stworzony do rzeczy wielkich – w momencie narodzin naszą powinnością jest zmierzanie do domu Idei (wersja chrześcijańska – do domu Ojca, Raju/Edenu) przez kontemplowanie filozofii, tym samym wspinanie się na wyższy poziom poznania (platoński mit o jaskini). Innego zdania byli greccy cynicy, a przede wszystkim Diogenes z Synopy (413-325 r.), który uznał, że człowiek niepotrzebnie wzbrania się od przyjemności. Doszedł do wniosku, dość życiowego, że wykonywanie czynności zmierzających do samozadowolenia zaspakajają nasze biologiczne potrzeby (jak np. potrzeba snu, jedzenia, oddawania moczu). To działanie pozytywne, które tylko pomnaża nasze zadowolenie i nie szkodzi drugiemu człowiekowi. To życie kulturowe i religijne spowodowały pojawienie się wstydu: „Wstydliwość jest fałszywą wartością, cnotą wynikającą z hipokryzji, kłamstwem społecznym, które niepotrzebnie dręczy ciało i wywołuje złe samopoczucie” – pisze w Antypodręczniku filozofii Michel Onfray.

O samozadowoleniu pozytywnie pisał również starożytny pisarz i lekarz – Galen (Claudius Galenus, ok. 130-200 r.), sądząc, że opróżnianie z organizmu nasienia jest zdrowe i konieczne, inaczej usilne zatrzymywanie nasienia w organizmie rozpocznie proces rozkładania (spermy) i tym samym doprowadzi do zatrucia organizmu. O koniecznym „opróżnianiu się” pisał również. S. Freud (1856-1939), tylko wskazywał inne powody – ten austriacki psychoanalityk twierdził bowiem, że życiem kieruje popęd seksualny (id), nasze libido, które tłumione jest przez kulturę, filozofię, religię i etc. (tzw. superego). Niemożność zaspakajania popędów, wyładowania skumulowanych pragnień cielesnych, może doprowadzić do niekontrolowanych aktów przemocy czy zachowań agresywnych.

Zgubna trzepanina?

W XXI wieku wiemy, że już dzieci od trzech do pięciu lat dokonują mimowolnej (w śnie lub „półśnie”) masturbacji – czy mamy zatem powody do wstydu?

Masturbacja, obok innych konfliktów moralnych: samobójstwa, eutanazji czy zapłodnienia in-vitro, wciąż stanowi kość niezgody w wymiarze, przede wszystkim, indywidualnym. Mimo silnych materialistyczno-hedonistycznych tendencji pozostaje owiana tajemnicą grzechu oraz seksualnego tabu – jest tematem, o którym nie porozmawiamy przy kawie w restauracji, w autobusie komunikacji miejskiej czy z panią „Domu” w pobliskim kiosku rychu. A szkoda, bowiem masturbacja dotyczy nas wszystkich, niezależnie od pochodzenia czy poglądów. Już w latach 50., wg słynnego raportu Alfreda Kinseya, ujawinono szokujące (o ironio) wyniki wywiadów: okazuje się, że prawie 90 proc. dorosłych ludzi żyje w sprzeczności z ogólnie aprobowanym kodeksem obyczajowo-religijnym i z łatwością poddaje się „praktykom rękodzielniczym” (92% mężczyzn, 62% kobiet – i wciąż obserwujemy tendencje wzrastające, współczesne raporty wskazują na: 95% mężczyzn, 89% kobiet).

Problematyką onanizmu imali się, o czym już wspominałem, strożytni filozofowie oraz pseudonaukowcy, nie sposób jednak pominąć pozycję Niebezpieczeństwa onanizmu J. Louisa Doussin-Dubreuil. Traktat francuskiego lekarza i chirurga z 1825, doprawdy wstrząsające i zabawne dzieło, skierowany został do miłośników masturbacji i stanowił swoistą, paranaukową przestrogę dla użytkowników, użyję języka autora – „zgubnej trzepaniny” (książka, licząca zaledwie 176 stron, ukazała się w Polsce w 2011 roku nakładem „słowa/obraz terytoria”). Po lekturze czytelnik odnosi wrażenie, że masturbacja nie tylko nie jest dobra i stanowi występek w oczach Boga – doprowadzanie narządów płciowych do orgazmu to plaga, śmiertelne niebezpieczeństwo zagrażające społecznościom niezależnie od długości i szerokości geograficznej. Nie tylko szkodzi, nie tylko osłabia, ale i zabija(!): „Oko błędne, przyćmione, słabe i często zaczerwienione, obolałe, kaprawe, zawsze zwilgotniałe, powieki spuchnięte, twarz zgrzybiała, pożółkła i wychudzona, zmęczenie, któremu żaden wypoczynek zadośćuczynić nie zdoła, trawienie trudne, kał nieczęsty, uryna zgęstniała, zbielała, najczęściej smrodliwa, skłonność do rzygania częsta, a rzygi tłuste, wielka słabość nerek oraz nóg, trzęsionka nieustająca, głos ochrypły, wątły i głuchy, czasami zupełnie zgasły, poty nadzwyczaj obfite, nawet bez przyodziewku, skóra nieuchronnie wysuszona i rozogniona, kaszel urywany, suchy, nieodkrztuśny, stękania, częste ziewania”[1]. Masturbacja w oczach Doussina-Dubreuila jest zbrodnią (niewątpliwie Francuz naśladował retorykę prac szwajcarskiego psychiatry S. Tissota, którego autorytarne poradniki z końca XVIII wieku rozchodziły się jak świeże bułeczki, np. niemieckie wydania wznawiano ośmiokrotnie) przeciwko naturze ludzkiej oraz duchowości; zagraża zdrowiu, życiu oraz intelektualnemu rozwojowi jednostki – ba, osobowości. Francuzowi wyszedł typowy, grzmiący poradnik dla zaniepokojonych rodziców oraz nauczycieli moralności – już po lekturze kilkunastu stron wnikliwy czytelnik dochodzi do wniosku, że zaprezentowane historie „[…] są zgrabną i niezwykle przekonującą mistyfikacją autora książki. Napisane takim samym stylem i według tego samego schematu”[2]. Otóż  J. L.  Doussin-Dubreuil, powiedzmy że „ lekarz masturbacji”, przedstawia wysoce literackim językiem losy młodych, intelektualnie atrakcyjnych chłopców, którzy w wyniku nałogu „żałosnego bezeceństwa” przechodzą na ciemną stronę mocy – zniewoleni praktykami „samozniszczenia” (niektórzy z nich świadomie(!) oddają się samozadowoleniu już od czwartego roku życia!) czynią spustoszenia nie tylko w swoim organizmie, ale – przede wszystkim – duszy. Bohaterowie albo bezpowrotnie tracą intelektualne umiejętności i… uwaga!… już nawet bez dotykania genitaliów „wypuszczają bez przerwy nasienie”, albo w porę, jeśli jeszcze nie jest za późno, szukają ratunku w modlitwie. Inni też, na skutek „nieszczęsnej ruchawicy”, tracą rozum, popadają na „choroby nerwowe” i w ostateczności umierają.

Recenzje, opinie i komentarze ws. Niebezpieczeństw onanizmu  wskazują zarówno wady, jak i zalety książki. Wadą książki zapewne nie jest parenetyczna, pouczająca i moralizująca stylistyka poradnika/traktatu, która w znacznym stopniu oddaje purytańskiego i mieszczańskiego ducha przełomu XVIII/XIX wieku. Pod względem objętościowym wielka rzeczywiście nie jest – ale nie ilość stron świadczy o wartości tejże pozycji. Książka nie tylko stanowi świadectwo epoki, ale podejmuje temat, który do dziś pozostaje ważnym elementem toczących się debat i konferencji naukowo-filozoficznych nt. seksualności człowieka. Dydaktyczny utwór francuskiego lekarza może w wielu kwestiach stanowić punkt wyjściowy prowadzonych refleksji na temat (nie)szkodliwości onanizmu – przecież jeszcze nie tak dawno podnoszono psychosomantyczne szkody wyrządzane przez „nieszczęsną ruchawicę”.

Dzisiaj środowiska psychologów, psychiatrów czy filozofów podkreślają nie tylko dodatnie wyniki „rękodzieła”, ale również wskazują ewentualne zagrożenia – od masturbacji można się uzależnić, a każda skrajność w szerokim aspekcie nie może być dobra, wcześniej czy później prowadzi do (auto)destrukcji. Naukowo potwierdzony jest również negatywny wpływ onanizmu na instytucję małżeństwa – okazuje się bowiem, że nadużywanie masturbacji może zaburzyć (po)życie seksualne do tego stopnia, że mężczyznę lub kobietę w zupełności satysfakcjonuje jedynie onanizm.

 

Mariusz Rakoski

 

Powiązane: Francuska literatura skatologiczna. Sztuka pierdzenia P. Hurtaut

 


[1] Fragment podaję za recenzją Grzegorza Wysockiego: Onaniści wszystkich krajów, leczcie się! [ksiazki.wp.pl, dostęp: 25.02.2013].
[2] G. Wysocki, op. cit.

Jedna myśl nt. „Masturbacja zabija! O książce J. L. Doussina-Dubreuila”

  1. Jeślisz chcesz bzdurę,znależć, nawet trudną do wyobrażenia poszukaj w religiach (jakichkolwiek). Jedni nie jedzą wieprzowiny, a inni czczą krowy, Jeszcze inni nie jedzą w piątki mięsa, ale już tłuste węgorze i chude krewetki tak.. I spróbuj być tu mądrym.

Dodaj komentarz