Marek Weiss – „Brat bies” [RECENZJA]

Podróże z Weissem

Weiss Marek, Brat bies, Wydaw. MUZA SA, Warszawa 2016

Weiss Marek, Brat bies, Wydaw. MUZA SA, Warszawa 2016

Na rynku wydawniczym, nakładem Warszawskiego Wydawnictwa Literackiego MUZA SA, ukazała się trzecia powieść Marka Weissa – Brat bies. Absolwent polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim oraz reżyserii w Akademii Teatralnej, autor, jak czytamy w nocie biograficznej do powieści, ponad stu inscenizacji teatralnych i operowych oraz dyrektor wielu teatrów stopniowo wycofuje się z zawodu reżysera na rzecz literatury. Debiutancka powieść – Boskie życie (MUZA SA, 2007) – została pozytywnie przyjęta przez recenzentów; pióro Weissa doceniono m.in. za fabularną wielopłaszczyznowość i zaskakujące rozwiązania, wielowątkowość oraz charakterologiczną konstrukcję głównych bohaterów (trójka rodzeństwa), których łączy nie tylko aspekt biologiczny, więzy krwi, ale również środowisko artystyczne. W Boskim życiu autor w konstrukcji bohaterów z pewnością wykorzystał własne doświadczenia związane z życiem kulturalno-artystycznym – historia Weroniki, Jakuba i Piotra staje się pretekstem i tłem do głębszych rozważań m.in. na temat roli sztuki we współczesnym, skomercjonalizowanym i kapitalistycznym świecie. To, co łączy wcześniejsze powieści Marka Weissa – a właściwie ich bohaterów – z „bratem biesem” to przede wszystkim: jednostkowa obserwacja otaczającej rzeczywistości, wewnętrzna podróż (może i swoiste pielgrzymowanie), reminiscencja na granicy poznawczego resentymentu, afirmacja uznawanych wartości i ich, w konsekwencji, odrzucenie czy, wspomniana wcześniej, refleksyjność nad rolą człowieka w otaczającym świecie i istotą człowieczeństwa w ogóle. Bezsporną i przekonywającą wartością książek Marka Weissa jest ich szeroko rozumiana „sensowność” – sensowność, która dzisiaj nabiera szczególnego znaczenia. W dobie tworzenia tanich powieści obyczajowych, masowo wypuszczanych na rynek czytelniczy niczym rolki szarego papieru toaletowego, książki Marka Weissa przywracają właściwe, godne miejsce temu gatunkowi w literaturze pięknej.

Powieść obyczajowa, jako odmiana powieści realistycznej, ma za sobą bogatą tradycję literacką – wspomnieć choćby cykl Komedii ludzkiej Honoriusza Balzaka czy, na naszym gruncie, Lalkę Bolesława Prusa. Mimo że Brat bies Marka Weissa określany jest powieścią obyczajowo-społeczną, to książka wymyka się jednoznacznym kryteriom gatunkowym – prozę dyrektora Opery Bałtyckiej z powieściami XIX-wiecznych pisarzy z pewnością łączy zmysł obserwacyjny (co przekłada się na realizm i element prawdopodobieństwa wydarzeń i postaci – czytelnik tym samym „dotyka” rzeczywistości, jest mu bliska, być może znana) oraz próba opisania określonego stanu społecznego, a tym samym kondycji człowieka. Jednak sposób prowadzonej narracji – pierwszoosobowa – zbliża Brata biesa do monologu, wyznania, spowiedzi głównego bohatera u schyłku swojego życia (choć owa spowiedź staje się tłem tego, co w centrum: upadek komunistycznego imperium, transformacja społeczna i związane z tymi przemianami nowe nadzieje i rozczarowania): „Dzisiaj, kaszląc po przebudzeniu, zobaczyłem ją wyraźniej niż zwykle. Początkowo była drobna i nie budziła lęku. […] Domyślałem się, że jest wytworem mojej wyobraźni, bo przecież śmierć nie jest ani osobą, ani zabawnym oswojonym szkieletem, ale zdawałem sobie sprawę, że za tą wyobrażoną postacią ukrywa się jej rzeczywiste istnienie, że jest realna i absolutnie moja. Nie podzielę się nią z nikim. Nie ucieknę przed nią. Nie uproszę jej, żeby przyszła później albo żeby chociaż chwilę zaczekała”[1] – pierwsze słowa z „Prologu”, swoją drogą jedne z najpiękniejszych o sprawach ostatecznych w literaturze, zapowiadają refleksyjną, personalną perspektywę narracyjną (choć w rozdziałach – „Miłość”, „Zdrada” oraz „Odwet” – wyznania korespondują z dialogami wprowadzanych bohaterów). Przez następnych, blisko 50 stron  poznajemy poglądy bohatera i jego stosunek m.in. wobec spraw metafizycznych, historii i literatury. Poznajemy również jego motywację: Non omnis moriar, mimo że największe budowle zamieniają się w pył, bohater pragnie pozostawić choćby na chwilę „sens”. I nie sam sens czy wielosens jest tu ważny, ale samo pragnienie sensu, które „[…] jest silniejsze niż wola życia. Nie wszystkie pragnienia dadzą się wytłumaczyć. Nie wszystkie są tak proste jak fizjologia”[2]. Zanim autor rozpoczyna swoją opowieść, daje się poznać jako wnikliwy obserwator rzeczywistości, i robi to w sposób zdystansowany, miejscami bardzo krytyczny i bezpośredni. Wiarę w życie wieczne nazywa „bujdami” i „legendami”, ale bez nich nie byłoby „[…] piramid, katedr, honorowych pojedynków, wigilijnego opłatka i jeszcze miliona pięknych zjawisk, ale również i tej opowieści”[3] (w kolejnych częściach bohater romansuje nie tylko z Natalią, matką Mikołaja, swojego druha, towarzysza, ale również z tytułowym „biesem”, partyjnym systemem, który zabił Boga). Różnorodność tematyczna, przenikliwość i erudycyjność tekstu zbliża rozważania autora z pierwszej części do sprawnie napisanego eseju, w którym czytelnik może znaleźć wiele ogólnych prawd na temat ludzkiej natury. W sprawie spalenia Żydów przez Polaków w Jedwabnem, w komentarzu do oburzonej prawicy po obejrzeniu pewnego filmu – autor nie podaje tytułu, nie trudno się jednak domyślić, że chodzi o Pokłosie Władysława Pasikowskiego –  Weiss pisze: „Ludzie nie mogli się pogodzić z tym, że każdy jest potencjalnym zbrodniarzem wojennym, tylko trzeba mu stworzyć odpowiednie warunki rozwoju”[4]. Można by rzec, że takie podwórkowe, ale i uniwersalne „jądro ciemności”, właściwe dla każdego, niezależnie od długości i szerokości geograficznej. Bohater posuwa się dalej i stawia kontrowersyjną tezę, że i w Polsce rozlałby się faszyzm, gdybyśmy tylko „[…] oddali korytarz do Gdańska i kilka innych dóbr”[5]. Wprowadzanie tak delikatnych kwestii związanych z ciemnymi kartami naszej historii wolałbym pozostawić historykom, a nie literatom (próbowało już tego wielu, np. Jerzy Kosiński, nigdy jednak nie kończyło się to dobrze zarówno dla literatury, historii, jak i samego autora). Z drugiej strony nie sposób odmówić Weissowi prawa do uprawiania i takiej publicystyki – tym bardziej, że Brat bies pozostaje pod względem literackim gatunkiem synkretycznym, niejednorodnym, łączącym w sobie elementy i powieści, i publicystyki (eseju, komentarza czy reportażu).

Głównym bohaterem książki jest student rusycystki, który staje się naocznym świadkiem upadku komunistycznego imperium: mimo dramatycznych doświadczeń epoki protagonista podejmuje próbę wniknięcia w jądro komunistycznego systemu; wierzy, że zło można okiełzać i wyzwolić się spod reżimu. W pierwszej części powieści, w rozdziale „Miłość”, bohater wraca wspomnieniami do lat młodości – stare porzekadło chińskie mówi (jak czytamy w krótkiej rekomendacji książki na okładce): „Obyś żył w ciekawych czasach”. W czasach niewątpliwie ciekawych przychodzi żyć bohaterowi, a jego kolejne doświadczenia i etapy w życiu (po dorosłość) uruchamiają refleksje, które autor zręcznie oddaje za pomocą monologów, strumieni myśli czy dialogów (najczęściej w formie mowy niezależnej). Oś narracyjną skoncentrował autor na przyjaźni głównego bohatera z Mikołajem oraz na jego rodzicach: Natalii (Rosjance, nauczycielce języka rosyjskiego) i z krwi i kości polskim bolszewiku, apodyktycznym Szymonie Hrenowiczu. Szczególnie interesująca, i wymagająca odrębnej analizy badawczej, pozostaje więź bohatera z Mikołajem, starszym licealnym kolegą. To syn Polaka i Rosjanki był, jak sam wyznaje bohater, wszystkiemu winien: „W liceum od pierwszej klasy fascynował mnie starszy kolega, który był prawdziwym idolem naszych roczników. […] Wysoki, z długimi czarnymi włosami budzącymi zazdrość walczących z łupieżem dojrzewających wyrostków, był w tamtych czasach jak książkę z bajki”[6]. Bohater śpieszy wyjaśnić, że fascynacja osobą tej samej płci nie ma nic wspólnego z homoerotyzmem i cielesnością (mimo że podziwia jego fizyczną doskonałość), ale z klimatem tamtych lat: połączyła ich wolność jako najwyższe wspólne dobro: „Taki kult swobody [wydarzeniem cementującym więź chłopców był koncert Rolling Stones w Sali Kongresowej], własnego zdania we wszystkich sprawach, demonstrowanie swojego indywidualizmu,  doprowadziło nas szybko do skonfliktowania się z otoczeniem i budowania modelu życia według recepty »my i reszta świata«”[7]. I jeszcze raz deklaruje (po co?), że jego bezinteresowna miłość do przyjaciela nie osiąga „zadziwiającego natężenia”: „Pomysł, by się z przyjacielem ciągnąć za fiuty, a tym bardziej zajrzeć mu do tyłka, jest absurdalny i komiczny”[8]. Być może kluczem do pokrętnych relacji miłosnych (po śmierci Hrenowicza bohater wiąże się z wdową, Natalią) jest dom rodzinny protagonisty. Brak miłości ojcowskiej oraz rychła śmierć matki na nowotwór mogą być ważnym tropem dla psychoanalityka, zaś czytelnikowi nie pozwalają na zamknięcie postaci w określonym zbiorze znaczeń i typów.

Ryszard Kapuściński w Podróżach z Herodotem zastanawia się, co ciągnie człowieka w świat: „Ciekawość? Głód przeżyć? Potrzeba nieustannego dziwienia się? Człowiek, który przestaje się dziwić, jest wydrążony, ma wypalone serce[9] – Marek Weiss napisał nie tylko gatunkowo synkretyczną powieść. Stworzył wyjątkowego bohatera, który nie przestaje się dziwić światu i kondycji społeczno-moralnej człowieka – bo o wartości i pewien kręgosłup moralny toczy się wewnętrzna (choć nie tylko) walka bohaterów. Wspominany Mikołaj jest dla protagonisty nie tylko uosobieniem fizycznej doskonałości, ale przede wszystkim pozostaje niedoścignionym autorytetem, mistrzem, intelektualnym przewodnikiem w podróży do bratnich narodów. Z biegiem lat bohater poznaje nowe miejsca. W pierwszą zagraniczną podróż wybiera się do Czechosłowacji, gdzie autor wprowadza drażliwy temat interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Pradze. Bohater za wszelką cenę stara się pogodzić dwa zwaśnione, ale przecież będące po tej samej stronie narody. Postacią, która rozładowuje międzynarodowe napięcie i skłania do ogólnej refleksji jest Vaclav Havel. Antykomunistycznego działacza Czechosłowacy darzyli wielkim zaufaniem, a sam protagonista porównuje jego postawę do skromności „[…] prawdziwego mędrca na podobieństwo Sokratesa i wszystkich jego następców”[10]. Bohater przytacza komentarz późniejszego prezydenta Czech na temat udziału wojsk polskich w interwencji: „Najpierw wyjaśnił, że nie można mieć pretensji do bratnich narodów, bo gdyby na przykład w Polsce doszło do rewolucji na podobieństwo praskiej wiosny i Ruscy wkroczyliby tam w obronie socjalizmu, to z pewnością towarzyszyły by im oddziały bratnich krajów, a wśród niech dzielni czescy żołnierze, tak samo zmanipulowani i posłuszni jak pozostali »bracia«[11]. Wymowne w kontekście całej lektury są słowa o sensie życia:  Havlowi chodzi nie o życie jakiekolwiek, ale życie, które ma sens i idee. Podobne publicystyczne ustępy znajdujemy niemal na każdej stronie powieści. Z następnymi podróżami, w tym do największego brata biesa, bohaterowie odsłaniają czytelnikowi zagmatwaną naturę człowieka – człowieka uwikłanego i determinowanego ideologicznie oraz geopolitycznie. Trudno pominąć fragment, w którym Mikołaj wyraża opinię, powiedzmy, o esencji słowiańskich narodów: paradygmatem wielkiej słowiańskiej rodziny jest umiłowanie pokoju i wolności, jednak w tym pniu została zaszczepiona „[…] niewolnicza mentalność plemion gotowych na skinienie chana, cara czy genseka rzucić się na słabsze narody, żeby gwałcić, wyrzynać i brać w jasyr”[12]. Podróż do Rosji staje się dla bohatera zaczynem do wnikliwych i, trzeba przyznać, trafnych rozważań: nienawiści, zbrodni, ale i dobra jest w Rosji tyle samo, co w innych narodach; i tyleż samo „ruin”, „przygnębienia”, co „czystości” i „kolorów”.

Czytelnik, który oczekuje po najnowszej powieści Marka Weissa dynamicznej narracji oraz charakterologicznego uporządkowania (o płaskiej, płytkiej narracji i chaosie napisał w swojej recenzji Borys Róg[13]), się rozczaruje. Brat bies nie jest książką dla miłośników prostych historii, a sam autor nie daje równie prostych i gwarantujących „zdrowie” recept. Narrator powieści Weissa przypomina nieśpiesznego przechodnia, który ogląda rzeczywistość i, co najważniejsze, się jej dziwi. Zdaje sobie bowiem sprawę, że człowiek jest stworzeniem  plastycznym, jednak pełen ufności wyznaje, że „[…] tylko wolność jednostki i jej poszanowanie jest właściwą drogą ku lepszemu światu”[14]. I mimo że główny bohater u kresu swojej wędrówki skłania się raczej ku etyce chrześcijańskiej, to autor pozostawia czytelnika z wątpliwościami. I za to – chwała… Weissowi.

Dziękuję Wydawnictwu za egzemplarz recenzencki. 

Mariusz Rakoski

Książka dostępna na stronie Wydawnictwa. Kliknij, by przejść.

Książka dostępna na stronie Wydawnictwa. Kliknij, by przejść.

[1] Weiss Marek, Brat bies, Wydaw. MUZA SA, Warszawa 2016, s. 5

[2] Tamże, s. 6

[3] Tamże, s. 7

[4] Tamże, s. 23

[5] Tamże.

[6] Tamże, s. 39

[7] Tamże, s. 49

[8] Tamże, s. 48

[9] Kapuściński Ryszard, Podróże z Herodotem, Znak, Kraków 2005.

[10] Weiss M., tamże, s. 87

[11] Tamże, s. 89

[12] Tamże, s. 101

[13] Zob.: Róg Borys, Narrator zagubiony w transformacji, www.wywrota.pl [dostęp z dnia 07.05.2016 r.].

[14] Weiss M., s. 152

Dodaj komentarz