Pesymizm i katastrofizm w twórczości Jerzego Stempowskiego (cz. II)

Dwutomowy zbiór esejów i szkiców literackich Jerzego Stempowskiego.

Dwutomowy zbiór esejów i szkiców literackich Jerzego Stempowskiego.

Konflikt między sztuką dla sztuki a sztuką zaangażowaną i masową w sposób szczególny zajmował Pawła Hostowca, który w swoich esejach wykazał ubezwłasnowolnienie pisarzy skazanych na kapitalizm, komercję i… maszyny drukarskie. I właśnie o tym w kolejnej odsłonie wątków pesymistycznych i katastroficznych w dorobku literackim wybitego polskiego eseisty XX wieku – Jerzego Stempowskiego (ps. Pawła Hostowca).

O cudownej symbiozie literatury z maszyną

Pozytywistyczny pęd techniczny przyczynił się do wytworzenia jednolitej, hermetycznej masy, mówiącej o potrzebach tym samym głosem. Dlatego też Jerzy Stempowski wątpi, aby twórczość literacka prowadziła „[…] do jakichś godnych uwagi wyników. W naszym wieku są one zapewne ubocznym produktem maszyn drukarskich i fabryk papieru, które – jak maszyny w ogóle – nie mogą pozostać niezatrudnione”[1]. O rentowności literatury współczesnej i jej symbiozie z maszyną, rozpisuje się J. Stempowski w eseju Dziesięć lat literatury sterowanej (1954):

Pisarze świata antycznego i wieków średnich czytali swoje utwory znajomym i rozpowszechniali je w kopiach rękopiśmiennych. Warunki te dawały im pewne mniej znane swobody: mogli liczyć się z liczbą czytelników. Od wynalazku Gutenberga literatura żyje w symbiozie z maszyną drukarską i musi liczyć się z jej wymaganiami. Maszyna ta źle znosi gusty ekskluzywne: pracuje tylko dla hoi pollio [ci liczni, większość – przyp. moje] i żąda do przystosowania się do ich smaku[2].

Słusznie spostrzega J. Stempowski, że kiedyś pisarze rozpowszechniali swoje utwory za pomocą rękopiśmiennych kopii, a funkcję kolportażu spełniały osoby znajome autorowi. Trudno jednak oczekiwać, aby w XX wieku rozprowadzaniem twórczości pisarskiej zajmowała się grupa osób, która, na wzór starożytnych czy średniowiecznych metod, będzie kopiować odręcznie napisane dzieło literackie. Nawiązując do tego, co było kiedyś, a jak jest teraz, Jerzy Stempowski wprowadza trafną puentę na stan literatury współczesnej: otóż kiedyś pisarz nie potrzebował „liczyć się z liczbą czytelników” ze względu na techniczne i funkcjonalne trudności związane z dystrybucją słowa pisanego wśród potencjalnych czytelników. Sytuacja pisarza i odbiorców zmieniła się, kiedy ludzki umysł powołał do życia maszynę kopiującą słowa, która nie przyczyniła się jednak do wzrostu zainteresowania literaturą klasyczną – stało się wręcz odwrotnie. Literatura – wychodząc naprzeciw wymaganiom czytelników – oddała się symbiozie, współżyciu z maszyną; i zamiast tworzyć dzieła elitarne, niebanalne, dała się porwać masowemu nurtowi zaspakajania potrzeb odbiorców, nastawionych na tanią rozrywkę. Maszyny drukarskie, jak pisze Jerzy Stempowski, „nie mogą pozostać niezatrudnione”, nie oznacza to jednak, że wynalazek Gutenberga przynosi rewelacyjne dochody wykonawcom (wydawca) oraz zleceniodawcom (pisarz):

Zaledwie jedna powieść na dziesięć przynosi dochód pokrywający deficyt pozostałych. Ogromna większość drukowanych książek nie wchodzi poza ograniczoną i często niewielką liczbę czytelników[3].

dlatego też wielu wydawców „[…] straciło majątek, żaden zaś nie zdobył wielkiej fortuny. Konieczność zachowania kapitału obrotowego zmusza ich jednak do rozpatrywania każdego rękopisu z punktu widzenia jego rentowności, czyli stopnia przystosowania gustów i potrzeb szerokiej publiczności”[4]. Literatura – nawet ta, która nie zmusza odbiorcy do intelektualnego wysiłku – nie cieszy się powodzeniem wśród czytelników. Maszynom drukarskim nie pozostaje nic innego, jak drukowanie choćby najsłabszych dzieł literackich. Maszyna pracować musi, musi produkować książki, które stanowią jeden z działów w przemyśle napędzającym wzrost gospodarczy kapitalistycznych krajów. Dzieło literackie nie jest niezależnym materialnym bytem istniejącym tylko dla siebie, lecz stanowi ważną gałąź produkcji krajowej; jest również produktem, który staje się źródłem zatrudnienia. Dlatego też książka utraciła swoją

użyteczność społeczną, […] a zarazem swe odrębne i uprzywilejowane stanowisko. Przypisy zrównały ją z innymi towarami. Minęły czasy, gdy książki nie opłacały podatków obrotowych, były wolne od cła, i gdy nawet przemytnicy przenosili je przez granice »honorowo«, bez kosztów[5].

Ważnym czynnikiem przyczyniającym się do utraty przez książkę „uprzywilejowanego stanowiska”, jest klimat życia cywilizacji zachodniej po drugiej wojnie światowej, który przypomina pozytywistyczną afirmację szybkości (szybkości życia, szybkości produkcji, szybkości pracy i etc.), jako wyraz wiary w postępową przyszłość oraz zdrowy organizm społeczny – zdrowy, czyli „[…] aktywny, pełen energii, zwrócony ku przyszłości, funkcjonujący harmonijnie, rozwijający się bez zakłóceń. »Zdrowy« – to znaczy pozbawiony chorób, nie mający nic wspólnego ze stanami »chorobliwymi«, nie posiadający także nałogów”[6]. Dla pozytywistów chorobą były pesymistyczne poglądy Schopenhauera, z kolei dla cywilizacji XX-wiecznej chorobą hamującą dynamiczny rozwój społeczny, mogą być poglądy egzystencjalistów o absurdalności istnienia ludzkiego. W myśl niemieckiego filozofa Martina Heideggera (1889-1976) istnienie człowieka skierowane jest jedynie na śmierć (Sein zum Tode), poza którą nic i nikt nie istnieje. Bóg jest wytworem naszej wiary, będącej przyczyną strachu przed śmiercią, przed nicością. Co ważne, wg egzystencjalistów ateistycznych, człowieka nikt wcześni nie zaprojektował, a to kim będzie, uzależnione jest od niego samego, kontekstu środowiskowego, kultury, obyczaju, religii czy filozofii. Pojawia się więc pytanie: na ile osobowość J. Stempowskiego została odgórnie zaprogramowana, a na ile została ukształtowana przez środowisko (np. rodzinę, szkołę, realia życia na emigracji) lub/i kulturę (afirmowane zwyczaje, religie i etc.). Po dokładnej analizie Dzienników Stanisława Stempowskiego, ojca Jerzego [rozdział I poświęcony biografii J. Stempowskiego i wpływu domu rodzinnego na jego twórczość, nie znajdzie się na mojej stronie AR[e]TE ze względu na obszerne opracowanie tego zagadnienia – osoby zainteresowane proszę o kontakt mailowy] bez wątpliwości możemy powiedzieć, że klimat domu rodzinnego Stempowskich w znacznej mierze przyczynił się na modelowanie tego, co nazywamy osobowością, charakterem.

Jerzy Stempowski w Dziesięć lat literatury sterowanej cytuje wypowiedź swojego ucznia Jana Kotta, który podczas sesji Rady Kultury i Sztuki wygłosił referat o skostnieniu życia społecznego oraz inteligenckiego tuż po wojnie:

»Awans społeczny objął masy, nie tylko jednostki. Ale objął nie tylko robotników, nie tylko nawet naszą młodzież, objął również nas samych. Otwórzmy oczy: każdy z nas robi rzeczy o wiele trudniejsze, niż pozwala na to jego własne doświadczenie i umiejętności. Młody architekt, który powinien budować domki jednorodzinne, buduje całe dzielnice, inżynier, który ledwie zaczął projektować, buduje wielkie kombinaty, młody uczony nierzadko prowadzi wielkie instytuty badawcze i podejmuje prace o niespotykanym dotąd zasięgu i znaczeniu. Oto jest istotny proces – dorastanie ludzi do coraz większej odpowiedzialności, co coraz pełniejszego i bogatszego życia, do coraz trudniejszych i bardziej złożonych konfliktów«[7]

Pozytywistyczne zamiłowanie, ba, uwielbienie pracy, niezłomna wiara w przyszłość, dla której motorem działania będzie supernowoczesna maszyna, osiągnęła w drugiej połowie XX wieku swoje apogeum. Wyznacznikiem wartości staje się to, co człowiek jest w stanie własnym wysiłkiem i przy pomocy maszyny wypracować. Człowiek będący odpowiedzialny za coraz więcej funkcji, staje się jednocześnie bogatszy. Można polemizować z Janem Kottem, czy przez coraz większą odpowiedzialność i wzrost zamożności społeczeństwa, życie człowieka staje się „pełniejsze”. Zapewne to życie będzie bardziej bogate, lecz tylko w materialnym aspekcie. Człowiek oddający każdą wolną chwilę na rzecz pracy (i nieważne czy dla siebie, czy ogółu) zatraca to, co w każdym wolnym człowieku jest wartościowe: nieprzejednany indywidualizm (tak ceniony przez J. Stempowskiego). Wiek XX krytycznemu myśleniu nie sprzyjał. Na przeszkodzie personalnego rozwoju jednostki staje nie tylko dyktatorski ustrój państwowy, który kieruje tematyką literatury podporządkowanej ideologii, ale także dynamiczny rozwój mediów masowych, takich jak radio czy telewizja. To media masowe oraz sprzyjający wzrost gospodarczy, przyczyniają się do powstania kultury rozrywkowej wytwarzającej produkty przeznaczone wyłącznie bezmyślnej konsumpcji.

 

Mariusz Rakoski 

 

Zobacz również: Pesymizm i katastrofizm w esejach i dziennikach J. Stempowskiego (cz. I)

 


[1] Stempowski J., O czernieniu papieru,  w tegoż Eseje dla Kassandry, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2005, s. 7
[2] Stempowski J., Dziesięć lat literatury sterowanej,  w wyborze tegoż Klimat życia i klimat literatury, 1948-1967, wybór i oprac. Timoszewicz J., Czytelnik, Warszawa 2001, s. 73
[3] Tamże, 74
[4] Tamże
[5] Tamże, 76
[6] Tomkowski Jan, Mój pozytywizm, Instytut Badań Literackich, Warszawa 2003, s. 131
[7] Stempowski J., Dziesięć lat literatury sterowanej, op. cit., s 84

Dodaj komentarz