Krótki esej o odpowiedzialności

…odpowiedzialności 

Odpowiedzialność - pisanie blogówJan van Eyck, być może najbardziej znany mieszkaniec flandryjskiej Bruggi, podpisywał swoje obrazy Als Ich Kan (zrobiłem, jak umiałem). Patrząc jednak na płótna niderlandzkiego malarza widz może domniemywać, że w skromnym tłumaczeniu mistrza jest coś więcej niż tylko usprawiedliwienie jakości wykonanego dzieła. Als Ich Kan nie znaczy zrobiłem byle jak. Znaczy raczej zrobiłem n a j l e p i e j, jak umiałem. By dojść do takiego wniosku nie trzeba być wybitnym hermeneutą – wystarczy sprawne oko.

Niestety, równie łatwo dostrzec można, że dziś nie wszyscy mogliby swoimi piórami, niezależnie od sfery, w której działają, powtórzyć słowa van Eycka. Niechlujstwo i brak staranności to takie słowa klucze dzisiejszego świata – średniowieczne tempus fugit, memento mori zamieniło się niespodziewanie w après nous le déluge. Niestety, dokoła nie jest jednak tak wesoło, jak na dworze Króla Słońce.

Można tak bez końca narzekać i co rusz konfrontować szlachetne postulaty minionych epok (może by jeszcze wymienić ideę virtu Niccola Machiavellego?) ale nie ma to większego sensu. Może trzeba po prostu zaakceptować baudrillardowską wizję rzeczywistości, w której wszelka rzeczywistość się zdewaluowała, nic nie ma znaczenia, nic nie ma wartości. Ale jak wtedy bez wstydu podpisywać się Als Ich Kan?

Choć już w czasach kiedy Florencją rządzili Medyceusza idea virtu nie do końca pokrywała się z praktyką, to nie będę jej odnosił do dzisiejszego świata, bo jeszcze nie w tej części mojego skromnego eseju chcę wywołać uśmiech na Waszych twarzach.

Nie z góry więc, lecz oddolnie cnota powoli jakby się odradza. Powoli, jeszcze nieśmiało, aczkolwiek coraz odważniej do naszego słownika powraca słowo odpowiedzialność. Wolność, z której nasze społeczeństwo szczęśliwie korzysta (jakkolwiek byłaby ona czasem ułomna) już prawie ćwierć wieku, bez niego nie istnieje. Przykłady z niedalekiej przeszłości napawają optymizmem. Sytuacja związana z portalem KulturaDobra oraz lawina komentarzy po recenzji nowego przekładu Wielkiego Gatsby’ego, pokazuje, że nie ma bezkarności dla bylejakości. W dobie internetowego opluwania (niejednokrotnie anonimowego) wszystkiego przez wszystkich, dla niektórych może być to szok. Taka terapia może jednak przynieść pożądany skutek, i w konsekwencji coraz więcej z nas będzie pewną ręką kreślić Als Ich Kan, niezależnie od tego, czym się zajmuje.

Marek Lyszczyna

Marek Lyszczyna. Fot. archiwum autora

Marek Lyszczyna. Fot. archiwum autora

Marek Lyszczyna – student MISH Uniwersytetu Śląskiego, Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi oraz stypendysta Université Paris IV Sorbonne. Zainteresowany kinem we wszystkich jego przejawach, obecnie planuje pracę poświęconej filmowym obliczom transhumanizmu. Poza X muzą uwielbia powieści F. S. Fitzgeralda oraz  muzykę francuskiego baroku. Członek Société Historique et Littéraires Polonaise  oraz Towarzystwa Przyjaciół Nospr.

 

Jedna myśl nt. „Krótki esej o odpowiedzialności”

  1. Proszę się nie dziwić, taka epoka właśnie. „Żyjemy coraz dłużej, ale szybciej i krótszymi zdaniami” – Szymborska co do jednego się nie myliła. Wspomniana bylejakość i coraz niższe standardy w pracy naukowej nie wzięły się z przypadku, do tego właśnie dąży polska oświata. Proszę zwrócić uwagę, jak dzisiaj wygląda system oświaty. Młodzież stała się dla nich towarem, a nic tak nie przyciąga jak bylejakość. Na uczelniach wcale nie lepiej – w wyścigu o nabór zaniża się wymagania i bierze się, jak leci. A w prasie? Postępująca tabloidyzacja.

Dodaj komentarz