Kontrowersyjny Enej – historyczny zbrodniarz czy bohater literacki?

Petro Olijnyk (fot. Wikimedia Commons)

Petro Olijnyk (fot. Wikimedia Commons). Ps. „Enej”, „Roman”, „Serhij”, ukraiński wojskowy, członek OUN, pułkownik UPA, w 1943 roku kierował mordami ludności polskiej na Wołyniu (nota za: Wikipedia). O zbrodniach Olijnyka pisał m.in. Wiktor Poliszczuk, Grzegorz Motyka oraz Władysław Filar.

Enej – grupa polsko-ukraińska założona w 2002 roku; okrzyknięta wydarzeniem muzycznym 2011 roku przez pewną komercyjną stację telewizyjną.

Żaden ze mnie krytyk muzyczny. Ot, coś z pogranicza popu i muzyki alternatywnej, trochę folku i bałkańskich rytmów. Przeciętnemu laikowi może się podobać, „wpadać w ucho”. I można pohasać, „się” wyszumieć i powtarzać do lustra grafomańskie teksty – młodość rządzi się swoimi prawami. Bezrefleksyjnie i na luzie. Może wzruszać, koić zmysły i zagrzewać do walki. Może też, jak chciał tego Arystoteles, łagodzić obyczaje i zacieśniać przyjacielskie relacje między narodami – i taki też cel przyjęli, jeśli wierzyć rozśpiewanym chłopcom, członkowie Enej. Jednak sama nazwa zamiast łączyć i zacieśniać polsko-ukraińskie relacje, może stanąć w gardle niejednego Polaka. Otóż okazuje się, o czym napisał na łamach „wPolityce” Witold Gadowski (reporter, miłośnik… kawy i Bałkanów), Enej to nie tylko bohater literacki (coś na podobieństwo naszego warchoła i pijaka Kmicica z Potopu) żartobliwej Eneidy Iwana Kotlarewskiego, XVIII-wiecznego dramaturga i poety, który jako pierwszy wprowadził język ludowy do literatury ukraińskiej. To również, lub przede wszystkim dla Polaków, pseudonim zbrodniarza wojennego, członka Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów oraz Ukraińskiej Powstańczej Armii – Petro Olijnyka.

– To jest, delikatnie mówiąc, przewrażliwienie. Staje się dla wielu Ukraińców dowodem to, że w Polsce w dalszym ciągu są silne antyukraińskie uprzedzenia – powiedział na antenie TVN dr Grzegorz Motyka, historyk z Polskiej Akademii Nauk. W podobny sposób, bo domniemane uprzedzenia, uzasadnia się dzisiaj historyczną wstrzemięźliwość w sprawie zagłady około, wg różnych źródeł, 60-100 tys. (lub więcej) Polaków w latach 1939-45 na terenach wołyńsko-galicyjskich. Wykorzystując zawieruchę wojenną, działając pod ochronnym parasolem stalinowców, a później hitlerowców Ukraińcy z przyjemnością mordowali Polaków – swoich, jak zwykli twierdzić, okupantów i panów (z identyczną argumentacją kierowali się Litwini, wspomnieć choćby Ponary, gdzie w latach 1941-44 zgładzono 20 tys. Polaków). Nasi sąsiedzi dokonali zbrodni na tle rasowym. Jej skala, zasięg i etniczna motywacja w pełni oddają – słowo w słowo – prawną definicję ludobójstwa. Rzeź wołyńska była zbrodnią przeciwko ludzkości (przeciwko Polakom), a jej priorytetowym celem było wyniszczenie Polaków za to, że są Polakami. Podciąganie sprawy wołyńskiej pod „przewrażliwienie” oraz „antyukraińskie uprzedzenia” mija się nie tylko z samą historią (prawdą). Podtrzymuje również mit, że esencjonalną właściwością polskiej natury (w istocie coś podobnego nie istnieje w żadnym narodzie) jest wrogość wobec innych narodów, ich obyczajów i kultury – wobec inności w ogóle. Prawdą jest też, że Polska najgłośniej wspiera Ukrainę na rzecz demokratyzacji życia społecznego oraz włączenia ukraińskiego narodu do wspólnoty UE (wspomnieć choćby tak zwaną Pomarańczową rewolucję). Jednak ta wyjątkowa rola nie powinna przysłaniać polskiej stronie poplątanych dziejów II wojny światowej. Spojrzenie prawdzie w oczy, nazywanie rzeczy po imieniu i przezwyciężenie obustronnych słabości – to droga do wyzwolenia ze wzajemnych uprzedzeń i budowania międzykulturowego dialogu.

Argumentowanie, że nazwa zespołu nie ma nic wspólnego z ukraińskim zbrodniarzem, który z satysfakcją zabijał Polaków (m.in. przez odrąbywanie im głów), bowiem członkowie za patrona wybrali literackiego bohatera, musi odsyłać do ostatnich, również kontrowersyjnych wydarzeń związanych z namalowanymi na murach swastykami w Białymstoku. Tamtejszy prokurator, korzystając z internetowej encyklopedii, wyjaśnił, że swastyka „w Azji jest powszechnie stosowanym symbolem szczęścia i pomyślności”. Rzecz jasna działania P. Olijnyka nie sposób statystycznie zestawiać z hitlerowską falą śmierci, jednakże tłumaczenie, że „poeta miał co innego na myśli”, że Kotlarewski Enej był pierwszy i nie można go kojarzyć z pogromem wołyńskim – oddaje jota w jotę ten sam schemat myślowy (racjonalizacji błędu?), co sposób uzasadnienia w sprawie malowideł na ścianie.

Polsko-ukraińskim muzykom z branży rozrywkowej zabrakło nie tylko obywatelskiej dojrzałości i wrażliwości. Wykazali się historyczną i etyczną ignorancją. W materiale dla telewizji TVN zuchwale zapowiedzieli, że będą wciąż grać; dalej będą śpiewać; i dalej pod tą samą nazwą. To wszystko, żeby łączyć i znosić granice między narodami.

Mariusz Rakoski

Zdjęcie wyróżniające nad tytułem: kult zbrodniarza S. Bandery na Ukrainie. Zdjęcie: Media. 

Zobacz materiał TVN Jaka to melodia? (materiał już niedostępny)

Jedna myśl nt. „Kontrowersyjny Enej – historyczny zbrodniarz czy bohater literacki?”

Dodaj komentarz