„Człowiek o twardym karku” – Dariusz Rosiak

Rosiak D., Człowiek o twardym karku, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013

Rosiak D., Człowiek o twardym karku, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013

Historia ks. Romualda J. Wekslera-Waszkinela jest spisem faktów, które nie powinny się zdarzyć. Reportaż Dariusza Rosiaka to nie tylko wstrząsająca biografia księdza katolickiego i Żyda, ale przede wszystkim świadectwo katastrofy II wojny światowej okręgu wileńskiego oraz sugestywny obraz antysemityzmu polskiego po 1945 r.

Człowiek o twardym karku. Historia księdza Romualda Jakuba Wekslera-Waszkinela (2013, Wydawnictwo Czarne) jest kolejną pozycją na polskim rynku wydawniczym, która z pewnością spotka się z zainteresowaniem środowisk narodowo-radyklanych. Otóż okazuje się, o czym pisał w stronniczych esejach historycznych J. Gross czy S. Zgliczyński, że przez mit Polski majestatycznie oraz mesjanistycznie niewinnej i czystej przechodzi dość głęboka rysa, która drąży obraz Polaka wyróżnianego honorowymi tytułami Sprawiedliwych wśród  Narodów Świata. Mimo iż ks. R. Weksler-Waszkinel bezpardonowo wylicza przykłady polskiego antysemityzmu, szczególnie wśród wykształconych elit Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, podkreśla, że i owszem, nie wszyscy Polacy płoną rasową nienawiścią, a podczas II wojny światowej ludność polska nieraz udzielała bezinteresownej pomocy. Na zapaść moralno-duchową złotego okresu bezkompromisowego pragmatyzmu i behawioryzmu ks. R. Weksler-Waszkinel spogląda przez pryzmat żydowskiego dziecka, którego tożsamość, odkryta przez Waszkinela dopiero w 1978 r., została kulturowo i religijnie zdeterminowana przez głęboko wierzące i praktykujące małżeństwo Waszkinelów – Piotra i Emilii. Chcąc nie chcąc ks. R. Weksler-Waszkinel, sierota z Holocaustu, nieraz w dzieciństwie określany bajstrukiem (pejoratywny regionalizm białostocki, nieślubne dziecko, z nieprawego łoża) z biegiem czasu realizował przepowiednie, testament biologicznej matki: „»Pani jest chrześcijanką. Pani wierzy w Jezusa. Przecież on był Żydem. Niech więc pani ratuje to żydowskie niemowlę w imię tego Żyda, w którego pani wierzy. Zobaczy pani, jak ten chłopiec wyrośnie, zostanie księdzem, będzie nauczał«[1] – tak błagała, prawdopodobnie 20 lub 21 marca 1943 r., Batia Wexler Emilię Waszkinel.

O polskim antysemityzmie, skrytej niechęci niektórych wykładowców olsztyńskiego seminarium oraz KUL-u ks. R. Weksler-Waszkinel opowiada Dariuszowi Rosiakowi, mówiąc językiem niemniej dosadnym, bez ogródek. Nacechowane emocjami wypowiedzi oraz artykuły Waszkinela do dziś wzbudzają kontrowersję wśród polskiej opinii publicznej. Ksiądz Romuald wykłada nie tylko polski antysemityzm, zazwyczaj odsyłający do niewykształconego motłochu[2] i analfabetów, ale odsłania antyjudaizm w kręgach wyższych uczelni, osób duchownych, księży. Chorobliwy objaw neurotycznej i przewrażliwionej osobowości? „Mnie to fizycznie boli. Mówią, że to nadwrażliwość? Nie, to jest moja tożsamość, a nie nadwrażliwość. I to nie dlatego, że jestem wrogiem chrześcijaństwa. Wręcz przeciwnie, mnie to przeszkadza, bo ja jestem Żydem od Jana Pawła II”[3]. Tożsamość, która przez wieki stanowiła sól w oku Kościoła rzymskokatolickiego. To lata jawnej nienawiści, religijnej propagandy stawiającej fundamenty stereotypowego obrazu Żyda, który zamordował Jezusa; Żyda-wampira, który zabija katolickie dzieci, aby wytoczyć z ich krew na macę; Żyda-komucha kolaborującego z komunistami. Tożsamość, na którą składa się nie tylko religijny konflikt, ale lata dyskryminacji oraz Shoah.

Zagłada wpisuje się w życiorys ks. R. Wekslera-Waszkinela w sposób pośredni (w 1945 r. miał zaledwie 2 lata), przechodzi z wielopokoleniowej diaspory, lata krzywd, aby ostatecznie znaleźć swój los na ziemi przesiąkniętej krwią – zarówno żydowską, jak i polską. W 1941 roku, po wkroczeniu hitlerowców do Święcian, z represją spotkali się głównie Żydzi, którzy stanowili ponad połowę mieszkańców miasta. W Tel Awiwie D. Rosiak rozmawia z Lilią Holzman, córką znanej dentystki w Święcianach w latach okupacji: „Naszymi największymi wrogami byli wtedy Litwini. Ja do Polaków nic nie mam […]. A Litwini to byli zbójcy. To Litwini zabijali Żydów na Litwie, oni nie potrzebowali Niemców – wystarczyło, że Niemiec dał znak, oni już się sami rzucali na nas”[4]. Skąd nienawiść społeczności, która przed wojną sukcesywnie handlowała z Żydami? Z jednej strony antychrześcijański obraz Żyda-mordercy, z drugiej Żyda-komucha, który z Rosjanami żyje w komitywie: „Uważali, że wszyscy Żydzi to komuniści, że Litwinów mordowali razem z Sowietami. A ja nie pamiętam, żeby Żydzi wydawali Litwinów komunistom”[5], dlatego okoliczni mieszkańcy wykorzystując nazistowską krucjatę hitlerowskich Niemiec z przyjemnością pozbywali się niewygodnych sąsiadów, i to masowo – jesienią 1941 r. Niemcy, we współpracy z miejscową ludnością, głównie policją litewską, która sporządzała listy Żydów, wydawała i zapędzała na poligony, wymordowali 4-7 tys. Żydów: „»Po zabiciu mężczyzn zabrano się za kobiety z dziećmi, które też zabrano do dołu i zabijano strzałem, a ranne, ledwo żywe, też wrzucano do dołu. Do dzieci w większości nie strzelano – wrzucano je żywe do dołu lub, czym chwaliła się później policja, łapano dziecko za nogi i uderzano nim o drzewo lub kamień i wrzucano do dołu. Okrutna rzeź trwała dwa dni i dół o wymiarach pięćdziesiąt na siedem metrów był zapełniony. […] Z daleka można było rozpoznać grób, w którym spoczęło siedem tysięcy ludzi«”[6] – relacjonuje M. Rajak, ówczesny mieszkaniec getta w Święcianach. Po rzezi w październiku 1941 r. w getcie pozostało około pięciuset osób, tak zwanych Żydów pożytecznych. W gronie jeszcze potrzebnych znaleźli się Jakub i Batia Wekslerowie (ojciec ks. Romualda był znanym i cenionym krawcem). Batia Wekslerowa oraz Samuel, brat ks. Romualda, zginęli prawdopodobnie w 1943 roku, natomiast ojca, Jakuba, przewieźli do Stutthofu, który „musiał zginąć w marszu śmierci”[7] (wówczas mordowano na dwa sposoby: zabijano i wrzucano do Bałtyku albo gnali ludzi setki kilometry). Nienawiść rasowa sięgnęła również Polaków – w maju litewskie i niemieckie formacje policyjne dokonały zbrodni na ludności polskiej, zginęło wówczas 400 Polaków (Litwini kierowali się głównie zemstą na orlim „okupancie”).

Historia księdza R. J. Wekslera-Waszkinela to również świadectwo poświęcenia Piotra i Emilii Waszkinelów, którzy narażając własne zdrowie i życie przyjęli żydowskie dziecko. Za udzielanie Żydom schronienia groziła kara śmierci (spadająca często na całe rodziny lub wsie). Waszkinelowie wywiązali się nie tylko z nakazu miłości Jezusa Chrystusa do bliźniego, ale w dobie nieludzkich czasów, kiedy donoszono i sprzedawano brata, wyrzekano się własnego potomstwa, wykazali się człowieczeństwem graniczącym z heroizmem. Pomaganie Żydom podczas II wojny światowej wspięło się na najwyższe filary cnoty – to odwaga, męstwo, które dziś nieraz poddaje się etycznemu relatywizmowi i nietzscheańskiemu resentymentowi. Bowiem udzielenie pomocy to obowiązek wynikający z człowieczeństwa – jednak to człowieczeństwo (pomyśleć, że tak kulturotwórczy naród niemiecki zgotuje Europie ludobójstwo) w obliczu zagrożenia i szalejących „-izmów” stanęło przed egzaminem z człowieka. Przez niejednego Polaka oblany, ale przez wielu też zdany, m.in.  przez Waszkinelów, którzy Romualda otoczyli rodzicielską opieką oraz miłością: „Mnie nikt nie uczył modlitwy, nikt mnie nie zachęcał: »Romciu, mów pacierz«. Pan Jezus był u nas jak powietrze, którym się oddycha. […] W szkole uczyli nas na katechezie, że to Żydzi zamordowali Pana Jezusa, że Żydzi to samo zło. W seminarium było inaczej. W domu jeszcze inaczej. W domu wisiał taki duży obraz Serce Pana Jezusa i tatuś mówił: »To jest Żyd”. W domu nigdy nie usłyszałem złego słowa o Żydach, ale w kościele, na rekolekcjach, na religii – to była reguła”[8] – złe słowa słyszał nie tylko na katechezie, ale i wyższych uczelniach, przede wszystkim na wspomnianym wcześniej KUL-u, na który ks. R. Weksler-Waszkinel nie chciał się otwierać; wręcz przeciwnie, wstydził się za niektórych profesorów i wykładowców, a nawet samego rektora, Mieczysława A. Krąpca: „[…] Krąpiec zaczął dawać upust jakimś fobiom narodowym, otaczał się podobnymi sobie ludźmi. W latach dziewięćdziesiątych to środowisko znalazło swój przekaźnik w Toruniu”[9]. W 1990 roku od miejscowego księdza usłyszy, że Żyda Mazowieckiego trzeba wypędzić; od pobożnego profesora uniwersyteckiego, etyka dowiaduje się – na widok plakatu z wizerunkiem Mazowieckiego zamazanego gwiazdą Dawida i napisem „Żydy do gazu” – że to dzieło samych Żydów. Z antysemityzmem spotykał się nawet w stołówce, kiedy księża-profesorowie dysputowali o „komunistycznym paskudztwie żydowskim”: „Zabrałem głos: »Księże profesorze, w księdza ustach takie słowa? Jak tak można? Przecież to jest ziemia nasiąknięta żydowską krwią«. Potem jakieś żarty pod moim adresem, to na mnie wszystko leciało, mnie to bardzo bolało” – wspomina ks. R. Weksler-Waszkinel, i dodaje gorzkie słowa o izolowaniu księdza-Żyda (przez cały okres pracy na KUL-u nie miał własnego biurka(!), co można, a nawet trzeba, porównać z tak zwanym gettem ławkowym w dwudziestoleciu międzywojennym – m.in. w murach Uniwersytetu Warszawskiego[10]).

Ksiądz Romuald Jakub Weksler-Waszkinel (w 1997 roku Grzegorz Linkowski zrealizował film …wpisany w gwiazdę Dawida – krzyż; w tym 28 minutowym obrazie głos zabiera jedynie ks. Romuald, a reżyser skupił się głównie na tożsamości Wekslera; krytycznych wyznań o polityce KUL-u widz nie uraczy) po odkryciu własnej tożsamości oraz doświadczeniu jawnego antysemityzmu w gronie prominentnych wykładowców (którzy bezkrytycznie wykładają na zajęciach antysemickich historyków i filozofów, m.in. Feliksa Konecznego), naznaczony tragiczną śmiercią rodziców oraz Holocaustem postanawia wypowiadać racje wprost: „Bez chrześcijańskiego antysemityzmu [Weksler antyjudaizm katolicki nazywa „najgroźniejszym »wirusem« podsycającym chorobę antysemityzmu”[11]] hitlerowska nienawiść do Żydów nie okazałaby się tak skuteczna, a Polska nie stałaby się największym na świcie żydowskim cmentarzem. Żyd, który jest księdzem, ma obowiązek jeszcze donośniej ogłaszać swoje żydostwo, a nie chować się w opowieściach o dobrych Polakach [ostatnie zdanie jest komentarzem wobec postaw ks. Grzegorza Pawłowskiego]”[12]. I dalej, surowo i krótko skwituje: „[…] chrześcijaństwo jest odpowiedzialne za Szoah”[13].

Teorie o chrześcijańskiej odpowiedzialności za Zagładę wypowiedziane z ust księdza wzbudzają wprawdzie kontrowersje i skłaniają do głębokiej refleksji, jednak nie stanowią żadnej nowości. Tezy znane od kilkudziesięciu lat (podejmowane głównie przez historyków niemieckich), o tych najbardziej zaostrzonych nie wspominając (krótko dla jasności: Nowy Testament przez demonizację wizerunku Judasza  przyczynił się do Holocaustu; na początku XX wieku wystawiano nazistowskie widowiska pasyjne, których celem było wzniecanie rasowej, antysemickiej nienawiści wśród obywateli Rzeszy).

Książka Człowiek o twardym karku to nie tylko sugestywne i, użyję popowego epitetu, wstrząsające świadectwo skonfliktowanego klimatu życia Żydów, Polaków i Litwinów „pod wspólnym dachem”. To książka-wyznanie i sprzeciw wobec zła – niezależnie od pochodzenia i religijnej orientacji. Wskrzesza do życia (lub podtrzymuje przy życiu po pracach Grossa czy Zgliczyńskiego) upiory i demony naszych uprzedzeń i fobii – ale to w optymistycznej wersji, że te demony, te diabełki… Bowiem rzecz jest o człowieku, z krwi i kości.

Uwaga: Ta książka może zmienić Twoje pojęcie o moralności, miłosierdziu czy byciu dobrym. Nie musisz, ale powinieneś ją przeczytać. Krytycznie i bez uprzedzeń. Otwarcie, lecz z dystansem.

Mariusz Rakoski

Książka dostępna na oficjalnej stronie Wydawnictwa

 

Wydawnictwo Czarne


[1] Rosiak D., Człowiek o twardym karku. Historia księdza Romualda Jakuba Wekslera-Waszkinela, Wydaw. Czarne, Wołowiec 2013, s. 34

[2] Por. „Ja nie usprawiedliwiam niczym takich ludzki, jak szmalcownicy, którzy wydawali Żydów. Ale muszę pani powiedzieć, że elita społeczeństwa polskiego, nawet ci przedwojenni endecy, zachowała się bez zarzutu, Natomiast motłoch… Motłoch, który był antysemicki…” – wypowiedź A. Blady Szwajgier (Grupińska A., Ciągle po kole, Wydawnictwo Czarne, wyd. II, Wołowiec 2013, s. 143).

[3] Rosiak D., Człowiek o twardym karku, op. cit., s. 108

[4] Tamże,  s. 41

[5] Tamże

[6] Tamże, s. 42-43

[7] Tamże, s. 26

[8] Tamże, s. 54

[9] Tamże, s. 95

[10] Por. O przemocy studentów wspomina w Ciągle po kole A. Blady Szwajgier: „Odbywało się [bicie] nawet w sali wykładowej. A najczęściej bojówki ustawiły się na dziedzińcu uniwersyteckim i wyczekiwały żydowskiego studenta idącego na zajęcia” (Grupińska A., Ciągle po kole, op. cit., s. 141). Agresja wobec studentów pochodzenia żydowskiego stanowiła kulminację wrogich postaw. Getto ławkowe było formą dyskryminacji w wyższych uczelniach, polegającą na ustanowieniu odrębnych miejsc w salach wykładowych dla studentów żydowskich, których wyróżniano na podstawie kryterium religijnego (za przypisem, s. 277).

[11] Rosiak D., Człowiek o twardym karku, op. cit., s. 105

[12] Tamże, s. 115

[13] Tamże

3 myśli nt. „„Człowiek o twardym karku” – Dariusz Rosiak”

  1. Dziekuje za ciekawe streszczenie.

    1) Wiek XX bedzie prawdopodobnie nazwany wiekiem licznych ludobojstw. Potomkowie nasi beda sie zastanawiac nad sytuacjami paradoksalnymi, takimi jak:

    a) antysemityzm praktykowany przez tych co glosza milosc blizniego.
    b) Zabojstwa dokonywane z pobudek religijnych

    2) Co nalezy zrobic by skonczyc z takimi paradoksami. Co zrobic by religia stala sie zrodlem tylko poczynan dobrodziejnych?

    Ludwik Kowalski
    http://ludkow.info/byt

  2. Panie Ludwiku,

    trzeba by było znieść różnice, jeden Bóg, jeden raj, jedno piekło dla wszystkich. Ludzie nie przełamią się dla „poczynań dobrodziejnych”, ogólnoludzkich, bo mają swoje racje, i za te racje gotowi są oddać życie lub zabijać się po sąsiedzku.

    W dokumencie „Marsz żywych” G. Linkowskiego ks. Romuald wspomina słowa swojego polskiego ojca – „Nie ma narodów dobrych i złych. Są ludzie dobrzy i źli w każdym narodzie”. W filmie ks. Romuald spotyka się w Auschwitz z Martinem Bormannem, synem Martina Bormanna, współpracownikiem Hitlera. Człowiek, który stracił w obozie rodziców jedna się z potomkiem nazistowskiego ideologa skazanego w Norymbergi na karę śmierci. A my wciąż jesteśmy karmieni uprzedzeniami, że Niemiec zły, że Żyd zły, że Rosjanin zły…

    I rzeczywiście, jest to paradoks, bo co ludzie zrobili z przesłaniem miłości podczas wojny? Zabili. By przetrwać. To jest paradoks.

Dodaj komentarz