Kanibalizm kulturowy, polityczny i nie tylko (masakra w Szczecinie)

Jedzenie ludzkiego mięsa (antropofagia) może być szkodliwe dla zdrowia.

Jedzenie ludzkiego mięsa (antropofagia) może być szkodliwe dla zdrowia.

Kanibalizm do dziś kojarzony z kultowym horrorem Cannibal Holocaust (1980 r.) w reż. R. Deodato, który jako jeden z pierwszych reżyserów nakręcił film na zasadzie dokumentu. O czym opowiadam film? Jak sama nazwa wskazuje o kanibalach, tubylcach Amazonii, którzy zjedli, dosłownie, dokumentalistów.

Kanibalizm był, jest i będzie w naszej ponowoczesnej kulturze tematem, po który chętnie sięga film oraz książka. Dla niektórych praktyka zjadania osobników tego samego gatunku jest oznaką poważnego schorzenia umysłowego, patologii. Większość z nas takich barbarzyńców i zwyrodnialców wsadziłaby do więzienia na czas nieograniczony, inni może od razu nadzialiby na pal, bowiem po co wydawać mamonę w błoto dla więziennej, nieskutecznej resocjalizacji i reedukacji? Sprawa nie jest jednak tak oczywista, na jaką wygląda.

Kanibalizm – kulturowy, polityczny, sakralny i egocentryczny

Przed tysiącami lat w Dordogne (francuski departament) spożywano mięso bliźnich. Antropofagię praktykują dzisiaj Indianie Guayaki w paragwajskim lesie Ameryki Południowej, sam natomiast termin „kanibalizm” wywodzi się z Karaibów, dawnych mieszkańców Ameryki Południowej i Wielkich Antyli. Kanibalizm indiańskich plemion (których potomkowie do dziś żyją w Wenezueli, Gujanie czy nawet północnej Brazylii – organizatorzy Mistrzostw Świata 2014 w piłce nożnej) był jednym z pretekstów do kolonizacji terenów Nowego Świata przez Europejczyków – podobnie reagowali kolonizatorzy innych zakątków świata. Kanibalizm występował również wśród Hawajczyków – to ci podczas uczty spożyli angielskiego podróżnika Jamesa Cooka.

W przypadku dawnych, pozaeuropejskich praktyk kanibalizmu należy wziąć pod uwagę kontekst kulturowy oraz religijny (niektóre wierzenia wręcz nakazywały konsumpcję ludzkiego mięsa). Czy możemy zatem nazwać podobne praktyki aberracją? Czy my – Europejczycy – którzy dopuściliśmy się aktów barbarzyńskich (niszczenie kultury obcych nam narodów/plemion, zniewalanie, a nawet mordowanie mieszkańców wiosek) możemy uważać się za cywilizowane społeczeństwo? Francuski filozof i jeden z najwybitniejszych eseistów Michel de Montaigne (1533-1592) słusznie napisał, że „[…] nie ma nic barbarzyńskiego ani dzikiego w tym ludzie, chyba że każdy zechce mienić barbarzyństwem to, co różni się od jego obyczaju. Jakoś po prawdzie nie mamy innej miary dla prawdy i rozumu, jak tylko przykład i obraz mniemań i zwyczajów naszej ojczystej ziemi: tam jest zawżdy najlepsza wiara, najlepsze prawa, najlepszy i doskonały obyczaj w każdej rzeczy” (Próby).

Warto wspomnieć, że i w Europie praktykowano kanibalizm – ba, nawet w czasach nowożytnych (np. podczas rewolucji francuskiej pewna kobieta zjadła serce mężczyzny upieczonego na ruszcie; wydarzenie z 1972 roku, kiedy to zawodnicy urugwajskiej drużyny rozbili się samolotem w Andach, jedyną nadzieją na przeżycie było mięso martwych kolegów; wywołany sztucznie głód na Ukrainie w latach 30. XX wieku; w 2001 roku Armin Meiwes zamordował, a następnie zjadł mężczyznę, który odpowiedział na anons Meiwesa zamieszczony w Internecie). Trzeba również zaznaczyć wpływ stereotypowego myślenia: stereotyp czarnego i skośnookiego imbecyla, który pożera rasę ludzi białych – pożera, bo jest człowiekiem dzikim, niecywilizowanym, być może nawet nie pochodzi od samego Boga (w rożnych postaciach w zależności od obszaru kulturowego). Przecież najlepiej wychodzi nam krytykowanie, potępianie praktyk i obyczajów niezgodnych z przyjętą rasą panów. Po co myśleć, wygodniej jest przyjąć niesprawdzone przesłanki, które odgórnie rozwiewają wszelkie wątpliwości. Można rzec, że kanibalizm jest faktem kulturowym, wynikającym z przyjętego systemu wierzeń. Czymś innym jest kanibalizm rytualny i sakralny (zjadanie martwych – co ważne, że martwych, a nie żywych – osobników dla wchłonięcia duszy zmarłej osoby) od kanibalizmu politycznego czy wynikającego z ekstremalnych wydarzeń (np. dramat w Andach lub wywołany przez Stalina głód na Ukrainie). Michel Onfray w książce Antypodręcznik filozofii (wydanie polskie z 2009 roku) napisał, że kanibalizm „[…] jest sposobem celebrowania kultu przodków, zapewnia im przeżycie po śmierci i użyteczność dla wspólnoty. Zjadając zmarłego, przyznajemy mu miejsce w grupie plemiennej, nie wykluczamy go ze świata żywych, zapewniamy mu realne przetrwanie. Jeść tego, którego życie opuściło, to dawać mu inne życie, niewidzialne w formie indywidualnej, ale dające się zaobserwować w postaci zbiorowej”. Można zatem by rzec, że kanibalizm jest praktyką pożyteczną, bowiem zapewnia ciągłość, trwałość i spójność grupy społecznej – i jak słusznie zaznacza to Onfray, jest przejawem solidarności, „[…] jedno urzeczywistnienie się w drugim, część w całości”. Kanibalizm zatem nie tylko spaja grupę, ale także jest sposobem na przedłużenie życia doczesnego(!) zmarłej osoby; natomiast ten, który zjada, nabywa mądrość (spożywanie mózgu), witalności i siły (mięśni), dzielności (serca) i płodności (organy płciowe).

Rzecz jasna nie może być zgody na praktyki zjadania człowieka dla  egocentrycznej, niezdrowej przyjemności – nie mamy, tak myślę, wątpliwości, że takich ludzi trzeba byłoby odizolować od społeczeństwa. 

Robił kiełbasę z ludzkiego mięsa

Pozostając przy wątku kanibalizmu, którego podłożem są zaburzenia psychiczne, trzeba wspomnieć o wydarzeniu ze Szczecina, które miało miejsce wcale tak dawno, bo w latach 50. XX wieku. Mowa o Józefie C., rzeźniku, który został skazany na karę śmierci za pozbawienie życia kilkadziesięcioro dzieci. Motyw działania polskiego obywatela PRL-u (pochodzenia niemieckiego) do dziś jest niejednoznaczny, wiemy natomiast, że były to zabójstwa nie byle jakie. Otóż obywatel Szczecina ćwiartował fachowo swoje ofiary, wypróżniał z jadalnych wnętrzności (serce, wątroba i etc.) i sporządzał z nich potrawy (głównie bigos i kiełbasy), które trafiały do sprzedaży! Miejscem przerabiania trupów był opuszczony gmach magazynów, gdzie dzisiaj wznosi się Wyższa Szkoła Rolnicza US. Natomiast mieszkanie Józefa C. znajdowało się przy ulicy Niemierzyńskiej 7 (wtedy Wilsona).

Kiedy w supernowoczesnym społeczeństwie europejskim umiera się najczęściej z daleka od domu rodzinnego (bo przecież boimy się śmierci, chcemy doczesnej wieczności), ludzie wspomnianych plemion przez konsumpcje zmarłego zapewniają (wierzą, że zapewniają) mu drugie życie na padole. Ci, którzy są nazywani przez nas dzikusami, zjadają swoich bliźnich – dla nich skazanie bliskiej osoby na rozkład przez tradycyjny pochówek, byłby tym samym barbarzyństwem, jakim jest dla nas kulturowy kanibalizm. Warto się zatem zastanowić, czy to, co nazywamy barbarzyństwem, jest nim w istocie.

Mariusz Rakoski

Dodaj komentarz