Jaume Cabré – o historii trudnej i wieloznacznej

Tytuł recenzji: „Wyznaję” Juame Cabre
Autor: Jarosław Czechowicz
Dostęp: recenzja ukazała się na – Krytycznym okiem 
__________________
Książka "Wyznaję" w ciągu tygodnia znalazła się na liście bestsellerów w Empiku

Książka Wyznaję w ciągu tygodnia znalazła się na liście bestsellerów w Empiku

Tej monumentalnej powieści nie jest potrzebne równie monumentalne jej omówienie. Dlaczego? Dlatego, że to głównie historia pytań, a nie odpowiedzi. Tych zadawanych przez narratora oraz wszystkich, jakie padają z ust rozlicznych bohaterów. „Wyznaję” to zagadka. Pod jednym słowem ukryła się historia wieloznaczna i trudna do opowiedzenia. Recenzenci usiłują do czegoś ją porównać, mniej lub bardziej trafnie zestawić ze znanymi nazwiskami, technikami pisarskimi; z historią idei i cywilizacji, z pojęciem zła, niesprawiedliwości i utraty, o jakich pisano już wielokrotnie, bo mało które tematy są tak wdzięczne literacko i w gruncie rzeczy tak powierzchownie jedynie spenetrowane. Machina promocyjna wtłoczyła w świadomość czytelnika książkę, której nie można zdefiniować. Jaume Cabré stworzył ewolucyjne w swej strukturze dzieło sztuki. Tak, to dzieło sztuki; polifoniczne, misternie skonstruowane, pozostawiające poczucie niedosytu, ale przede wszystkim niepokoju, bo poruszone zagadnienia zgłębiane są w atmosferze lęku, niepewności i z wszechobecną świadomością tego, iż czas upływa nieuchronnie, a ta narracja nieśmiało próbuje go zatrzymać, podejmując próby tyleż niemożliwe, co mocno spektakularne.

To wyznanie Adriana Ardévola, ale nie możemy być tego do końca pewni. Znajdujący się u schyłku życia muzyk, naukowiec i lingwista opowiada o własnym losie, ale wychodzi poza ramy czasowe okresu, w jakim może przebywać i poznawać świat. Adrian snuje historie i osadza je w tej Historii, która od czasów Świętej Inkwizycji po okrucieństwo wojennych obozów zagłady, wiecznie udowadniała, iż niepojęty jest ogrom zła, które drzemie w nas i stanowi siłę sprawczą, która nie tylko rujnuje ludzkość, ale niejednokrotnie doprowadza do mentalnej i duchowej śmierci jeszcze zanim odejdzie się ze świata wraz z ostatnim tchnieniem. To narracja o wielu sprawach, ale Zło wydaje się tematem naczelnym. Książka niepokorna wobec czytelnika i zastawiająca na niego pułapki. Narracja pierwszoosobowa miesza się z trzecioosobową, często jest afabularna, mamy w niej luki, przeskoki czasowe; jedna historia kryje w sobie kilka kolejnych, a te rozbite są w czasie i przestrzeni, by szkatułkowa kompozycja książki na każdej stronie zaskakiwała. Niewiele w „Wyznaję” jest do końca tym, czym się wydaje. Przewrotność tej powieści dobrze definiują słowa przyjaciela Adriana: nie znaczy tak. To pisarski bunt przeciw jednoznaczności przekazu. O istocie zła bowiem nie można opowiadać jednoznacznie.

Adrian jest synem właściciela sklepu, ponurego i kostycznego mężczyzny, denuncjatora czasów Franco,  robiącego za plecami żony i otoczenia pokątne interesy, za które przyjdzie mu słono zapłacić. Matka Adriana to cień kobiety do czasu, kiedy przejdzie metamorfozę, gdy zmuszona będzie sama zająć się sklepem i wychowywaniem syna. Tego syna, który nigdy w rodzinie czuł się niekochany. W moim domu nigdy nie było miłości. Ja byłem tylko przypadkową konsekwencją zdarzeń. Nieprzypadkowa jest chyba tylko bliskość z pewnymi skrzypcami. Instrumentem życia Adriana i przedmiotem naznaczonym krwią, wędrującym z rąk do rąk pośród niesprawiedliwości i okrucieństwa. Adrian gra na skrzypcach nutę co najmniej smutną. Skrzypce Viala to źródło opresji i cierpienia. Takiego, o jakim Adrian nie ma pojęcia, ale przed którym przestrzega go matka, mówiąc: Nie urodziliśmy się po to, żeby być szczęśliwi.

Adrian Ardévol pragnie nadać swemu życiu sens i mimo wszystko odnaleźć szczęście. Tymczasem na jego drodze piętrzą się coraz większe trudności. Życie nie toczy się tak, jak zaplanował. Osamotniony w dzieciństwie i młodości, nieudolnie próbuje zbliżyć się do ludzi, ale przede wszystkim do tego, co czynią oni ze światem będącym piekłem, o jakim trudno opowiedzieć i trudno nawet wyrazić to za pomocą muzyki. Jego rodzice zabierają do grobu tajemnicę nieczułości, a syn chce dać innym wszystko to, czego nie doświadczył. Tymczasem doświadcza okrucieństwa losu, które przybiera różne twarze i kryje się pod historycznymi maskami tylko po to, by gnębić Adriana, jaki doświadcza zła w różnych postaciach, próbując zgłębić nie tylko jego esencję, co przede wszystkim narzędzia, jakimi się posługuje.

Narrator nie wierzy w Boga […]

Czytaj całą recenzję na:
Krytycznym okiem

6 myśli nt. „Jaume Cabré – o historii trudnej i wieloznacznej”

  1. Książki jeszcze nie czytałem, ale widzę, że wszędzie zbiera dobre recenzje. Recenzja zaciekawiła, trzeba kupić 🙂

  2. To jest nas dwóch, też nie czytałem. Uważam jednak, że trzeba to nadrobić… Zapowiada się dobrze, i jeszcze ten wątek (archetyp?) zła… Kupuję jak najszybciej i czytam w pierwszej kolejności, a wcześniej zaplanowane pozycje (przykro mi „Podłe ciała”) odkładam na później 🙂 Pozdrawiam!

  3. A ja czytałam, i polecam. Książka bardzo trudna, dla wprawionych czytelników, którzy lubię się intelektualnie wysilać. Recenzja erudycyjna, sprawne pióro, bardzo 🙂

    1. O ironio, mam taką nadzieję, że ma ową pesymistyczną wymowę… I właśnie… to najbardziej jest zastanawiające, że tak zawiła fabularnie książka, ponoć wymagająca (wspomnianego powyżej) intelektualnego wysiłku wspięła się na listy bestsellerów w empiku, ponoć w tydzień. Czyli jest nadzieja dla ludzkości, że czytamy nie tylko pamiętniki Bartka Wiśniewskiego („Moja prawda”, można dostać – nie kupujcie! – w niemal w każdym kiosku, leży wśród mentosów, soczków i zapalniczek) czy eropowieści 🙂

      Masło… może coś więcej o tej pesymistycznej wymowie, no bardzo mnie zainteresowała ta książka.

      Pozdrawiam

Dodaj komentarz