James Dean – Legenda (II/III)

II Wyrachowany Dean 

james-dean-legenda-b-iext28698658

Perry George, James Dean. Legenda, tłum. Patryk Gołębiowski, Wydaw. Burda Książki, Warszawa 2015.

Rodzina (można powiedzieć, że zastępcza) otoczyła półsierotę nie tylko brakującą miłością rodzicielską, ale przede wszystkim zadbała o artystyczny rozwój Jamesa: mimo że w 1943 roku, kiedy Dean miał dwanaście lat, małżeństwo doczekało się swojego pierwszego synka – Marcusa juniora – miłość Ortense i Marcusa do Jamesa nie słabła: „W gospodarstwie Winslowów nie brakowało okazji do zabaw. Drzewo w ogrodzie było doskonałym miejscem na huśtawkę, którą Marcus przyczepił dla Jimmy’ego. Chłopiec łowił karpie w strumieniu i jeździł na kucu po polu”[1]. Marcus kupił Jimmy’emu pierwszy rower (który chłopiec rozkładał na małe części, po czym go składał), a kiedy miał piętnaście lat doczekał się własnego motoru, prostej maszyny produkcji czechosłowackiej. Nie mniej uwagi poświęciła malcowi ciotka, dzięki której przyszły aktor miał okazję po raz pierwszy występować dla szerszej publiczności, co wynikało zaangażowania Ortense w działalność Women’s Christian Temperance Union – to dla ich członków James recytował wiersze i odgrywał nieskomplikowane, amatorskie sztuki. Po pierwszych krokach stawianych na deskach w szkole podstawowej i kościołach, przyszedł czas na rozwijanie umiejętności w szkole średniej.

Kolejną kobietą, która zaczęła wywierać ogromny wpływ na życie Jamesa, była jego nauczycielka z Fairmount High – Adeline Brookshire. Szybko rozpoznała talent młodzieńca i zrobiła wszystko, by ten potencjał pielęgnować oraz rozwijać jako nauczycielka wymowy scenicznej i aktorstwa (oprócz tego uczyła hiszpańskiego i francuskiego). Brookshire nie tylko rozpoznała talent młodego Jamesa, ale trafnie oszacowała jego cechy osobowości. Według niej James Byron Dean celowo szokował, po czym miał odczuwać ostentacyjną satysfakcję (np. na oczach klasy poczęstował nauczycielkę papierosem); był świadomy swojego talentu i nie przepadał za krytyką. Kobieta doszła również do wniosku, że „[…] Dean był największym manipulatorem ze wszystkich uczniów w jej karierze i że roztaczał wokół siebie wystudiowany urok, dzięki któremu wszystko miało iść po jego myśli, a jego ofiary często nie wiedziały nawet, że nimi manipuluje”[2]. (W podobny ton uderzył kilka lat później Elia Kazan, reżyser Na wschód od Edenu (1955), w którym Dean zagrał swoją pierwszą główną rolę w pełnometrażowym filmie fabularnym). Drugą osobą z okresu nauki w Fairmount High, która miała wpłynąć na osobowość Deana, był charyzmatyczny i postępowy pastor Wesleyańskiego Kościoła Metodystycznego wielebny James DeWeerd. Kazania duchownego były efekciarskie i pełne natchnionej retoryki; dużo podróżował, był człowiekiem obytym kulturalnie i zdradzał szerokie zainteresowania – od muzyki klasycznej, literatury, filozofii po wyścigi samochodowe (te interesowały nastoletniego Deana coraz bardziej). Sympatyczny pastor organizował również wieczorki z chłopcami, „[…] na których słuchano płyt z muzyką klasyczną i oglądano filmy z egzotycznych wakacji pastora w miejscach takich jak Meksyk. To dzięki DeWeerdowi Jimmy zaczął się interesować walkami byków, grą na bongosach, jogą, Czajkowskim, Szekspirem. To pastor zabrał go na wyścigi Indy 500”[3]. Nic zatem dziwnego, że James na długo pozostawał pod wielkim wrażeniem jego osobowości: pastor nie tylko rozniecił zainteresowania buntownika, ale był kolejnym mężczyzną, który mógł zastąpić mu ojca. Jednak tak zażyła relacja mężczyzn musiała budzić podejrzenia – kilka lat później James Dean miał wyznać, że był przez pastora wykorzystywany seksualnie. Z kolei zdaniem Billy’ego Harbina, „[…] Dean utrzymywał intymne stosunki z pastorem, które rozpoczęły się w ostatniej klasie szkoły średniej i »trwały przez wiele lat«[4]. Wielebny miał być pierwszym (i nie ostatnim) w życiu Deana homoseksualnym i seksualnym partnerem. Słowa samego Deana brzmią dość niewiarygodnie: jak to możliwe, że osiemnastoletni uczeń szkoły średniej dał się seksualnie wykorzystywać pastorowi? (Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że James w szkole średniej był zaangażowany w życiu sportowym – chcąc zdobyć szacunek swoich rówieśników świetnie radził sobie w bejsbolu i innych dyscyplinach wymagających fizycznej tężyzny). Cień na relację Deana z duchownym rzuca również późniejszy związek początkującego aktora z Rogersem Brackettem, dyrektorem do spraw radia, dzięki któremu James odbił się od dna i zbliżył do hollywoodzkiej branży. W komentarzu nt. znajomości z Brackettem James przyznał, że dyrektor miał się do niego przystawiać – żądnemu kariery nastolatkowi, pracującemu jako parkingowy przy CBS, nadarzyła się okazja nie do odrzucenia – i tu miał pozwolić na „wykorzystywanie”. (Czyżby Dean kierował się podobną motywacją utrzymując bliskie relacje z pastorem? Aktor rozważał opcję wstąpienia do szkoły teatralnej, w której wykładał pastor).

Przed osiemnastoletnim absolwentem Fairmount High aktorski świat stał otworem, nie obeszło się jednak bez przeszkód. Pierwszą z nich była wojskowa komisja poborowa (Selective Service System); do dziś biografowie spierają się, w jaki sposób James Dean obszedł obowiązkową służbę wojskową. Jedni z nich twierdzą, że bronią przeciwko obowiązkowej służby miał być homoseksualizm poborowego, inni zaś, jak na przykład cytowany w artykule George Perry, broni stanowiska, że Deanowi wystarczyła wada wzroku,  krótkowzroczność. Kwestia ta do dziś nie została wyczerpująco wyjaśniona, mimo że, co zauważa Perry, każdy zainteresowany sprawą mógł mieć wgląd do protokołu komisji (tajemnicą pozostaje, dlaczego nikt tego nie zrobił). Biograf podkreśla – podtrzymując stanowisko, że Dean nie mógł bronić się homoseksualizmem przed poborem – ówczesny klimat obyczajowy w USA: homoseksualizm był nielegalny, a geje narażeni byli na społeczny ostracyzm i paranoiczny strach przez „zboczeńcami”. Niezależnie jednak od przyczyny odroczenia służby, osiemnastolatek mógł teraz myśleć o realizacji swoich młodzieńczych marzeń, ale musiał jeszcze zmierzyć się z najtrudniejszym przeciwnikiem – z własnym ojcem. Nastolatek świetnie zdawał sobie sprawę, że bez finansowego wsparcia nie poradzi sobie na żadnych studiach (rozważał aktorstwo na UCLA na Uniwersytecie Kalifornijskim), dlatego przyjął ofertę ojca i podjął naukę w Santa Monica na kierunku prawniczym. Mimo że kierunek nie był jego marzeniem, to pozwolił osiemnastolatkowi wyrwać się z małej mieściny. Dzięki temu trafił do dużego miasta z możliwościami nawiązania nowych znajomości i rozwijania aktorskiej pasji (m.in. na uniwersyteckim kole aktorskim). Mimo sceptycyzmu ojca i jego drugiej żony – Ethel –  młody James Byron Dean wciąż dążył do urzeczywistnienia amerykańskiego snu. Marzyła mu się kariera filmowa i nie zamierzał z tego rezygnować. Sam miał powiedzieć: „Marz, jakbyś miał żyć wiecznie. Żyj, jakbyś miał umrzeć dzisiaj”.

James nie zagrzał sobie miejsca na studiach prawniczych. Nieustępliwością oraz dzięki znajomościom dostał się na wymarzone studia aktorskie, na UCLA w Kalifornii. Zaprzyjaźnił się z Jamesem Bellah (syn powieściopisarza Jamesa Warnera Bellah) oraz studentem aktorstwa Williamem Bast – obaj wspierali i protegowali Jamesa w jego staraniach o role aktorskie w uniwersyteckim stowarzyszeniu Sigma Nu. Wkrótce, jesienią 1950 roku, Jimmy otrzymał rolę Malkolma w Makbcie, jednak jego gra została bardzo chłodno przyjęta i oceniona przez krytyków: „Rola Jimmy’ego »nie rozwijała się, a z króla będzie biła pustka«. Z roli przebijał brak doświadczenia: Dean nie był w stanie nawiązać relacji scenicznych z resztą obsady”[5]. Innego zdania był główny bohater, który – co nie było nowością – nie potrafił konstruktywnie odnieść się do krytyki. W liście do ciotki i wuja napisał po występie, że zagrał bardzo dobrze, i że jak będzie mu dalej tak szło, to świat o nim usłyszy. Mimo że studia aktorskie na UCLA były marzeniem Deana, to zrobił wszystko, by został z towarzystwa wyrzucony. Korporacja Sigma Nu straciła cierpliwość do aktora, który spóźniał się na spotkania z członkami, żył w odosobnieniu i nie wykonywał „prac domowych”. Szala goryczy przepełniła się, kiedy wszczął bójkę – Dean musiał oddać członkowską odznakę i się wynieść (sam Dean twierdził, że gdyby go nie wyrzucono, sam by to zrobił).

Na przełom w swoim życiu dwudziestoletni James Dean nie musiał długo czekać. Dzięki aktorskim próbom, a przede wszystkim roli w reklamie Pepsi (w styczniu 1951 r.) oraz nawiązanym znajomościom (J. Bellah i W. Bast) Jimmy otrzymuje pierwszą rolę w filmie telewizyjnym Hill Number One. Rola Jana, ucznia Jezusa, można powiedzieć, że była ocaleniem – aktor mógł opłacić czynsz, jego nazwisko po raz pierwszy pojawiło się w czołówce, a fanki założyły Stowarzyszenie Miłośniczek Jamesa Deana. W tym momencie pojawia się kolejna ważna postać w życiu Deana (również „po znajomości”) – aktor James Whitmore (grał na Broadwayu, otrzymał nagrodę Tony i Oscara za rolę w Polu bitwy).  W rozmowie z H. Hopper James wyznał: „Zawsze jest ktoś, kto otworzy wam oczy. Dla mnie to był Withmore. To dzięki niemu mogłem na siebie spojrzeć z boku. Dzięki niemu się otworzyłem, to on wręczył mi klucz”[6]. James poznaje również, wspomnianego wcześniej, Rogersa Bracketta: „Dean był ambitny, wyrachowany i żądny kariery, a Brackett był doskonałym środkiem do osiągnięcia tego celu”[7]. Brackett nie tylko załatwiał Jamesowi pracę w programach telewizyjnych i radiowych. Przedstawiał go swoim znajomym z branży, zabierał na wycieczki, opłacał noclegi w drogich hotelach i, mówiąc eufemistycznie, dawał spore kieszonkowe. A wszystko to za… możliwość „przystawiania się”.

Za namową Jamesa Whitmora Dean stara się o przyjęcie, tym razem, do Actors Studio w Nowym Jorku, gdzie uczyli m.in. Elia Kazan i Lee Strasberg. Dostaje się do prestiżowej szkoły (tu po raz kolejny „pomaga” mu Brackett) i szybko zdobywa pierwszą rolę na Broadwayu –  See the Jaguar N. Richarda Nasha. Mimo że sztuka okazała się kasowym niewypałem i szybko została zdjęta z programu, to gra Jamesa (zagrał siedemnastoletniego chłopca więzionego przez matkę na prowincji, by chronić go przed zgubnym działaniem społeczeństwa) została bardzo pozytywnie oceniona przez prasę. Po See the Jaguar James zagrał drugą rewelacyjną rolę na Broadwayu – jako homoseksualny arabski służący w adaptacji Immoralisty Andre Gide’a. W momencie (mamy już poczatek 1954 r.) swojego największego teatralnego triumfu, Dean postanawia wręczyć czternastodniowe wymówienie. Ma powód. Za jego odejściem stoi Elia Kazan.

Deanowi zostają niespełna 2 lata. W tym czasie zagra w trzech rolach filmowych, dzięki którym zostanie okrzyknięty najlepiej zapowiadającym się aktorem amerykańskiego kina II połowy XX wieku.

W trzeciej i ostatniej części artykułu o ostatniej prostej w karierze Deana, o rolach w Na wschód od Edenu, Buntowniku oraz Olbrzymie.

Przeczytaj część I artykułu. 

Mariusz Rakoski

[1] Perry George, James Dean. Legenda, przeł. Patryk Gołębiowski, Wydaw. Burda Książki, Warszawa 2015, s. 32

[2] Tamże, s. 37.

[3] Tamże. ss. 46-47.

[4] Harbin B. J., Marra K., Schanke R., The Gay and Lesbian Theatrical Legacy, Wydaw. University of Michigan Press, 2005, s. 133

[5] Perry G., James Dean. Legenda, tamże, s. 67.

[6] Tamże, s. 74.

[7] Tamże, s. 77.

Dodaj komentarz