Jak na Kresach Polaków mordowano – w filmie W. Smarzowskiego

Na 7 października 2016 r. została zaplanowana premiera najnowszego filmu Wojciecha Smarzowskiego. Mistrz cementowania stereotypowego obrazu Polaka (a to pijak pospolity i niepospolity, a to menel, a to policjant-łapówkarz, a to wsi wesoła, a jednak świńska…) kończy pracę nad Wołyniem, opowieści o ukraińskich nacjonalistach – tak zwanych banderowców z UPA – którzy w latach 1941-45 wymordowali na terenach Wołynia, Podola i Pokucia od 100 do 300 tys. polskich obywateli.

„Wołyń”. Plakat promujący filnm. Fot.: materiały prasowe.

„Wołyń”. Plakat promujący film. Fot.: materiały prasowe.

Czego mamy spodziewać się po obrazie polskiego reżysera? Jedni nie mogą doczekać się premiery filmu (przecież „prawdę”, jaka by nie była, trzeba mówić głośno – tylko prawda nas wyzwoli), drudzy grzmią, że Wołyń wbije klin i pogorszy sąsiedzkie relacje. W wypowiedzi dla „Newsweeka” Samarzowski-reżyser już w 2014 roku zapewniał, że ma swoją prawdę, swoją opcję: „Nie można zrobić filmu, który zadowoli wszystkich. Mam swoją opcję, swoją prawdę i jej się trzymam […]. Jestem Polakiem i robię film z polskiej perspektywy”[1]. Dalej dodaje, że film konsultował z wieloma środowiskami (nie podaje jakimi), i że nie ma już żadnych wątpliwości. Trzeba przyznać, że odważne wyznanie – otóż reżyser z filmem fabularnym aspiruje do wyjaśniania historii w wymiarze ogólnonarodowym. Za kanwę do napisania scenariusza o rzezi wołyńskiej uczynił autor zbiór Nienawiść. Opowiadania kresowe Stanisława Srokowskiego.

Stanisław Srokowski (1936), poeta, krytyk literacki, tłumacz, autor wielu powieści (m.in. Przyjść, aby wołać, Nieobecny czy Repatrianci) oraz opowiadań podstawą swojej twórczości uczynił opowieści rodziców, dziadków, krewnych, sąsiadów, znajomych oraz osób nieznanych. W okresie PRL pióro Srokowskiego spotkało się – mimo dobrych recenzji (m.in. Włodzimierza Boleckiego) – z cenzurą aparatu partyjnego. W sprawę Repatriantów miał zaangażować się, jak przyznaje autor[2] – sam I sekretarz PZPR, generał Wojciech Jaruzelski. Mimo że na świat przedstawiony powieści i opowiadań pisarza składają się przede wszystkim ustane podania, to autor zapewnia, że to, czego zabrakło, jest w jego książkach: „Są to wydarzenia i sytuacje prawdziwe. One na pewno się zdarzyły. Rzecz jasna, nadałem im nową językową postać i literacki wymiar, starając się pokazać uniwersalny problem człowieka uwikłanego w świat nienawiści i zbrodni. Zależało mi na przywołaniu atmosfery tamtego czasu i zapisanie prawdy zarówno historycznej, jak i literackiej”[3].

W zbiorze Nienawiść i owszem poznajemy bohaterów „uwikłanych w świat nienawiści i zbrodni”, gdzie ofiarami są Polacy i Żydzi, katami – Ukraińcy. W opowiadaniu Zabić dziadka przeczytamy (narracja prowadzona jest z perspektywy kilkuletniego chłopca, świadka dramatycznych zdarzeń): „ – Banderowcy to najpierw noże święcili w cerkwi […]. Pop ich błogosławił i żegnał krzyżem świętym, jak szli na mord. A potem tymi poświęconymi nożami gardła Żydom podcinali. Kazali im przed krzyżem klękać i święte prawosławne obrazy całować. A potem mordowali”[4]. Z kolei w Anioł i gbur: „Chłopi opowiadali wieczorami niestworzone rzeczy. Że bandy gromadzą się po lasach, karabiny, broń maszynową i rewolwery w bunkrach zakopują na czarną, jak powiadają, godzinę. Że szkolą się, jak Żydów mordować. Że bagnetami zwierzęta katrupią, by sprawdzić, czy ręka nie drgnie albo serce nie zakołacze”[5]. W opowiadaniach nie brakuje Polaków, którzy, poświęcając życie swoje i bliskich, ratowali żydowskich sąsiadów.

ZWIASTUN FILMU

Stanisławowi Srokowskiemu zależało, by prawda o działalności Ukraińskiej Powstańczej Armii na Wołyniu i Galicji Wschodniej była stumilowym krokiem do pojednania narodów, jednak autor prawie nie wspomina (a robi to w jednym krótkim zdaniu) o drugiej stronie medalu, kiedy Polacy w odwecie mordowali obywateli ukraińskich (np. mord w Wierzchowicach w 1945 r., gdzie oddział NSZ zgładził prawie 200 Ukraińców). Czy i taką prawdę usłyszymy 7 października? Czy reżyserowi uda się wyjść poza błędne koło szukania ofiar i oprawców oraz wzajemnego osądzania? A może zobaczymy film z jądra ciemności, gdzie, niezależnie od długości i szerokości geograficznej, człowiek odkrywa swoje prawdziwe człowieczeństwo?

Marek Weiss w swojej najnowszej książce Brat bies wspomina dokonania innego reżysera: „Kiedy wojowniczy reżyser nakręcił film o spaleniu Żydów przez Polaków w wiejskiej stodole, podniósł się rwetes. Ludzie nie mogli pogodzić się z tym, że każdy jest potencjalnym zbrodniarzem wojennym, tylko trzeba mu stworzyć odpowiednie warunki rozwoju”[6].

Mariusz Rakoski

[1] Tomczuk Jacek, Wojciech Smarzowski kręci »Wołyń«, www.newsweek.pl, 19.10.2014 [dostęp z 27.04.2016 r.].

[2] Zob.: Posłowie do: Srokowski Stanisław, Nienawiść, Prószyński i S-ka, Warszawa 2006, s. 248

[3] Tamże, s. 250

[4] Srokowski St., Zabić dziadka, w tegoż Nienawiść, Prószyński i S-ka, Warszawa 2006, s. 8.

[5] Srokowski St., Anioł i gbur, tamże, s. 16

[6] Weiss Marek, Brat bies, Wydaw. Muza SA, Warszawa 2016, s. 23

Dodaj komentarz