Ks. Grzegorz Strzelczyk i Szymon Hołownia. Niebo dla…

Strzelczyk G. (ks), Hołownia Sz., Niebo dla średnio zaawansowanych, Wydaw. Znak, Kraków 2013

Czy iść w stronę światła? Tak, jak najbardziej, nie mamy żadnych wątpliwości, że powołaniem każdego chrześcijanina jest zmierzanie do Domu Ojca. Metaforyczne użycie „światła” konstytuuje to, co dobre i prawdziwe, a wszystko, co dobre – jest przez Boga i dzięki Bogu. Niebo dla średnio zaawansowanych, rozmowa Szymona Hołowni z ks. Grzegorzem Strzelczykiem, klarownym, czasami dość dosadnym i kolokwialnym językiem stanowi wykład najważniejszych prawd wiary: krytycznie odnosi się do średniowiecznej, perwersyjnej pedagogiki strachu, która niepokornych, „poszukujących inaczej” i innowierców strącała do dantejskiego piekła; obala zakodowane w powszechnym myśleniu obrazy nieba, piekła czy czyśćca, i co najważniejsze; krytycznie analizuje jedną z sześciu głównych prawd wiary – „Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze”. Pozostaje pytanie: czy książka, w dobie zaniku krytycznego myślenia, kryzysu człowieka europejskiego (termin wprowadzony przez Edmunda Husserla) oraz zaniku ducha wzmocnionego przez dominację materializmu, staje w obronie wartości chrześcijańskich, takich jak: miłości (do Boga → do człowieka), prawdy (jest jeden Bóg) czy dobra (zło dobrem zwyciężaj, czyli nadstaw drugi policzek)? Jeśli tak, to ks. G. Strzelczykowi oraz Sz. Hołowni udało się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Efektem lektury może być (ale nie musi) myśl nigdy nie jest za późno, przebudź się, zmierzaj w kierunku światła, jednak Niebo dla średnio zaawansowanych to przede wszystkim próba wyjścia z teologicznych meandrów zbawienia i potępienia w kierunku odbiorcy przeciętnego lub zanurzonego we współczesnej popkulturze atrakcyjnych, uskrzydlonych aniołów dwojga płci. W końcu głos ks. G. Strzelczyka i Sz. Hołowni jest głosem dla populi, który niebo ściąga na ziemię, a diabełkom zabiera to, co przyjęło się uważać za diabelskie: ogon, rogi czy kopyta.

Rozmowę księdza z publicystą otwiera myśl skoncentrowana na śmierci oraz cierpieniu. Od kiedy Śmierć? Jakie jest jej zadanie? Jaki jest sens cierpienia? Z pytaniami typowo egzystencjalnymi oraz podejmującymi tak zwane sprawy ostateczne (eschatologia) ludzkość zmaga się nie od dziś – i na te pytania odpowiada myśl i kultura chrześcijańska. Z dialogu ks. Strzelczyka oraz Hołowni nie wyłaniają się żadne nowe sensy, tutaj nikt niczego nie podważa lub nie przywraca istotnego, prawdziwego (nieskalanego kulturą masową czy „głosem ludu”)  znaczenia. Parenetyczna i moralizująca przypowieść o Hiobie staje się w teologii katolickiej flagową teorią cierpienia, której ukrytym znaczeniem jest tajemnica, niezłomna wiara oraz niezbadane wyroki boskie. Natomiast o pochodzeniu śmierci i jej niechlubnej roli możemy przeczytać nie tylko w Starym Testamencie, ale również w anonimowym, średniowiecznym tekście moralistyczno-dydaktycznym – Rozmowie Mistrza Polikarpa ze Śmiercią. Nie wiemy dokładnie, jak było w raju. Wiemy jednak, że pierwszy człowiek był stworzeniem biologicznym (tym samym skazanym na przemianę w proch), który otrzymał obietnicę nieśmiertelności fizycznej, i „[…] gdyby Adam i Ewa nie zgrzeszyli, to żyliby do dzisiaj”[1]. Permanentną cechą Śmierci jest to, że jest nieunikniona, wcześniej czy później porwie do swojego korowody biednego czy bogatego, księdza czy laika, ambasadora czy dyktatora. Jest nie tylko nieunikniona, ale może być również gwałtowna, jak mówi ks. G. Strzelczyk: „Oczywiście, to jest wredne, że śmierć nas zaskakuje, że na nas spada tak po prostu, demolując życie. Ale tu główny przekaz jest taki: człowieku, każda chwila twojego życia to jest chwila ostatnia”[2], i podkreśla, że podstawową sprawą dla chrześcijan powinno być zaufanie Bogu i jego miłosierdziu (to, że Bóg istnieje, to jest pewne – czyli tak zwane zdania pierwotnie prawdziwe, aksjomatyczne: Bóg istnieje → Bóg jest dobry → Bóg jest miłosierdziem → Bóg jest życiem), wówczas nie będziemy wchodzić w śmierć z zaskoczenia czy w stanie buntu, lecz pełni zaufania i nadziei.

W kolejnych rozdziałach (Sądny dzień, Owce na prawo, kozły na lewo?) panowie rozmawiają o Sądzie szczegółowym oraz Sądzie Ostatecznym. Przypominają, że ten pierwszy – szczegółowy – jest najważniejszy, bowiem ma miejsce w chwili śmierci. Człowiek staje przed wyborem, niczym egzystencjalne albo-albo: albo przyjmuję ostatecznie największą miłość (Boga), albo kurczowo (świadomie lub nie) trzymam się własnej wizji rzeczywistości, w której nie ma miejsca na bezwarunkową, oddaną miłość (agape) Boga/Bogu i skierowaną na drugiego bliźniego. Pierwszym etapem Sądu szczegółowego jest tak zwany wiatyk, dobrze znany z kultury średniowiecza, wyrażany w ars bene moriendi  (sztuce dobrego umierania, np. Skarga umierającego) i nakłaniający, aby na łożu śmierci przyjąć ostatnią komunię, przebaczyć choćby największemu wrogowi i podzielić się majątkiem (ten przecież nie zabierzemy ze sobą). Sąd szczegółowy jest nieodwracalny: „I teraz to, co jest na Sądzie Powszechnym czy też Ogólnym, czy Ostatecznym, jest tylko dopełnieniem konsekwencji tej decyzji”[3]. Kwintesencją Ostatecznego jest totalne pojednanie, wówczas człowiek ujrzy konsekwencje swoich czynów – stanie twarzą w twarz z ludźmi, których skrzywdził lub wyświadczył im dobro. Ten wyrok już się dzieje: „Sąd Ostateczny jest teraz”, stwierdza Hołownia. Chrześcijanin, katolik, już tu i teraz uczestniczy w dramacie zbawienia, kluczem jest bezwarunkowe (niebo nie jest nagrodą, piekło nie jest karą) oddanie Bogu oraz miłość zaangażowana wobec człowieka. I w tym miejscu zbliżamy się do prawdy wyrażonej w Katechizmie: „Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze”. „To jest jedno z nieporozumień, które nam się wepchnęły do katechizmu”[4] – mów ks. G. Strzelczyk, i wyjaśnia, że ujmowanie Boga w kategoriach sprawiedliwości i niesprawiedliwości odzwierciedla wynalazek sądu oraz porządku prawnego, a wewnątrz „[…] tego schematu zapominano nieraz o podstawowym przesłaniu Nowego Testamentu, jakim jest przebaczenie grzechów”[5]. Tym sposobem, strasząc ogniem, niekończącym się bólem i cierpieniem, zestawiając piekło z krainą wiecznej szczęśliwości i natychmiastowego „wzięcia” do nieba (co jest nieprawdą), zabiliśmy, jak chce tego ks. G. Strzelczyk, „pragnienie Boga”.

Najwięcej miejsca w książce zajmuje to, co nas najbardziej zastanawia, co czasami budzi wątpliwości – niebo, czyściec, piekło. O niebie niewiele wiemy, z pewnością będzie tam Bóg, a ludzie będą w pełni szczęśliwi. W historii chrześcijaństwa i myśli humanistycznej spotykamy się z różnymi obrazami raju – może przypominać sielską wieś, na której człowiek żyje w harmonii z naturą; niebo można również wygenerować z Edenu lub porównać do mitologicznych Wysp Błogosławionych, Pół Elizejskich. „Niebo ma być wielką rekompensatą” – wyznaje ks. G. Strzelczyk. Bóg zetrze z oczu wszelką łzę, nie będzie więcej cierpienia, niedostatku i doświadczenia braku. Gdzie w takim razie jest niebo? Nieba nie ma, niebo będzie. Będzie po zmartwychwstaniu i ponownym powrocie Chrystusa na świat (paruzja). W przeciwieństwie do piekła (nie jest miejscem wiecznych kaźni, ale stanem, w którym człowiek świadomie odrzuca miłość Boga i wybiera samotność; ekspresyjny i wymowny ogień, tak często pojawiający się w obrazach piekła, ma symbolizować odwrócenie się od Bożego miłosierdzia) w raju zmartwychwstałe ciało otwiera się na relacje z innymi ludźmi, człowiek jest w stanie więcej „dać”, „więcej kochać” – ideałem miłości staje się agape, czyli miłość miłosierna. Dlatego w raju nie będzie małżeństwa (nie będzie żadnej instytucji czy hierarchii ważności), bowiem ta opiera się na miłości pożądliwej (na erosie), „[…] z której czasem rodzi się storge (przyjaźń) oraz philia (przywiązanie)”[6]. „Dając jednemu, nie zabieramy drugiemu. Na tym polega niebo” – konkluduje ks. Strzelczyk. Czy w niebie będzie seks? Nie, bowiem człowiek otrzyma nowe ciało, ukierunkowane na komunikacje oraz pełne otwarcie na drugiego człowieka – człowieka, z którym relacje będą osobnicze, osobiste (personalne) i niepowtarzalne. Czy będziemy pracować? Tak, będzie to jednak praca przyjemna, dopełniająca stan szczęścia. O pocie na czole nie ma mowy.

W Niebie dla średnio zaawansowanych poznamy również teorię czyśćca (o którym Biblia w ogóle nie wspomina), otchłani limbus, gdzie, wg św. Tomasza, trafiają ci, którzy narodzili się przez Chrystusem lub w nowszych czasach, ale bez chrztu). Poznamy anioły i diabełki (upadłe anioły), bez skrzydeł i dorobionych rogów; bez ciała C. Ronaldo czy modelki z Mediolanu; bez płci.

Ksiądz G. Strzelczyk oraz Sz. Hołownia prowadzą dyskusję językiem żywym, któremu miejscami daleko do wzorcowego języka literackiego. Zdaje się, że autorom zależało przede wszystkim na komunikacji z każdym odbiorcą, niezależnie od pochodzenia czy wykształcenia, jednak nadużywanie pejoratywnych epitetów („porąbane” to, „porąbane” tamto) każe postawić pytanie, czy cel (komunikacja) uświęca środki (polszczyzna podwórkowa)? Zrozumienie w Niebie dla średnio zaawansowanych ułatwia nie tylko emocjonalny język, ale również specjalny słownik z „trudnymi” terminami, jak: „rzeczy ostateczne”, „niebo”, „angelologia”, „miłość” i etc. Dialogu dwóch godnych sobie rozmówców (Hołownia, przypomnijmy, dwa razy przebywał w nowicjacie zakonu dominikanów, w latach 2007-12 dyrektor programowy w Religia.tv) nie nazwałbym starciem, ale precyzyjnie zaplanowaną dyskusją konsekwentnie zmierzającą do wyznaczonego celu – zrozumienie i rozbicie w pył ludowego, trochę zmitologizowanego, dzisiaj komercyjnego osadu, który przysłania istotę wiary. I jeszcze jedna rzecz irytuje: powtarzające się pytania i powracające te same odpowiedzi.

Niewątpliwą wartością książki jest to, że bardziej przypomina wykład z historii myśli chrześcijańskiej niż kolejny, moralizatorski, pouczający traktat, zwalczający wszystko to, co „inne” i „obce”. Odbiorca wierzący (katolik), staje przed możliwością zgłębienia i zrozumienia kwestii, o których nie usłyszy (przynajmniej nie za często) w kościele czy na lekcji religii. Co dla niewierzącego? Dla niego myśl i refleksja, a przede wszystkim – wiedza, a tej nigdy dość.

Mariusz Rakoski

Niebo dla średnio zaawansowanych – 20 proc. taniej! Kliknij w logo 

Znak com

 

 


[1] Strzelczyk G. (ks.), Hołownia Sz., Niebo dla średnio zaawansowanych, Wydaw. Znak, Kraków 2013, s. 12

[2] Tamże, s. 14

[3] Tamże, s. 33

[4] Tamże, s. 45

[5] Tamże

[6] Tamże, s. 177-178

Jedna myśl nt. „Ks. Grzegorz Strzelczyk i Szymon Hołownia. Niebo dla…”

  1. Kiedy jako mali poznajemy tajniki religijne dziwimy się wielu założeniom, ale potem ciekawość i zdziwienie znika, a czy naprawdę wiemy już wszystko, czy wszystko jest oczywiste? Dalej przed nami jest wielka tajemnica, życie po śmierci, niebo, piekło, czy kościół może nam przybliżyć, jak ono wygląda, albo czego tam z pewnością nie będzie? Szymon Hołownia jak widać nie traci z biegiem czasu zainteresowania tymi tematami, a ks Grzegorz Strzelczyk dzielnie odpowiada na jego najbardziej podchwytliwe pytania. Nie wstydźmy się pytać, szukajmy odpowiedzi.

Dodaj komentarz