Jerzy Kosiński. Geniusz literatury czy wybitny oszust?

Kosiński J., Malowany ptak, Wydaw. Albatros, wyd. V, Warszawa 2011

Kosiński J., Malowany ptak, Wydaw. Albatros, wyd. V, Warszawa 2011

Z cyklu: Aresztowane książki. Ocenzurowane, zakazane i znienawidzone

UWAGA: w artykule wykorzystano drastyczne fragmenty powieści

Jedno z ulubionych powiedzeń autora Malowanego ptaka brzmi: „chodzę w przebraniu”. Postać Jerzego Kosińskiego do dziś pozostaje owiana tajemnicą; prawdziwego Kosińskiego, jak powiedział Janusz Głowacki, jeszcze nie poznaliśmy. Jednak o laureacie najważniejszej nagrody amerykańskiej (National Book Award) z 1969 za powieść Kroki wiemy całkiem sporo. Wiemy wystarczająco, aby zaprzeczyć, że Malowany ptak jest relacją dokumentalną, która elementami narracji wiernie oddaje klimat wojny i okupacji – dogmat o autentyzmie przedstawionych wydarzeń wysunęli niektórzy amerykańscy krytycy, zachłyśnięci tragicznymi losami kilkuletniego chłopca, którego fatum Zagłady prowadzi z wioski do wioski. Fatalizm oddający „bękarta” w ręce troglodytów, potworów, których życie zdaje się regulować plemienny, pierwotny instynkt przetrwania wzruszył również dziennikarzy z prestiżowego, obiektywnego i rzetelnego „New York Timesa”. Historia ocalałego z Holocaustu chłopca, którego dotyka niewyobrażalne cierpienie, rzuciła amerykańską opinię publiczną do stóp Jerzego Kosińskiego – mitomana, podtrzymującego, że świat przedstawiony Malowanego ptaka opowiada zdarzenia, które spotkały autora w rzeczywistości obiektywnie istniejącej. Nie jest to prawda. 

Wydarzenia przedstawione przez Jerzego Kosińskiego to, powiedzmy sobie szczerze, fikcja literacka, żyjące własnym rytmem sugestywna obrazowość i dodatkowe uporządkowanie. Każdy ceniony się krytyk literacki powinien wiedzieć – zakładając, że jest za pan brat z teoriami literatury – że każde dzieło (nie tylko literackie) jest wynikiem czynników zewnętrznych, jak i wewnętrznych. Amerykańskich krytyków, którzy w Malowanym ptaku widzieli obiektywną prawdę, tłumaczyć może absorbująca i wabiąca osobowość samego Jerzego Kosińskiego, który dla medialnego poklasku sprzedał teorię o autentyczności opisanych perypetii chłopca-włóczęgi. Historia przybłędy, sieroty oddanej w ręce wieśniaków, fabularnie wpleciona w lata wojny i okupacji, dodatkowo – ujmując eufemistycznie – wyolbrzymiona i podkoloryzowana naturalistycznymi, rodzajowymi scenami musiała usidłać amerykańskiego, mało krytycznego czytelnika. To nie Jerzy Kosiński zapracował na swój sukces, bowiem, jeśli się przyjrzeć najważniejszym powieściom, pisarzem był średnim, żeby nie powiedzieć słabym. Komercyjny sukces skandalizującej powieści (wielokrotnie odrzucanej przez wydawnictwa w USA) jest owocem mass mediów, które Jerzego Kosińskiego włączyły w poczet najważniejszych pisarzy XX wieku oraz uczyniły z niego koronnego świadka wojny i męczennika-Żyda, któremu cudem udaje się ujść z życiem. Jednak to ocalenie nie jest zasługą domniemanego cudu, a sama książka nie posiada – wbrew marketingowym zapowiedziom wydawnictw w Ameryce oraz Polsce – znaczących wątków autobiograficznych. Przy założeniu, że książka jest próbą oddania niewiarygodnego okrucieństwa, którego pisarz doświadczył w latach wojny, pozostawia wobec J. Kosińskiego niemoralny smak oraz zasadne podejrzenia o wybitne (niestety) kłamstwo w dziejach literatury. Z faktami bowiem trudno dyskutować – Jerzemu Kosińskiemu życie ocaliła polska rodzina, a Kościół katolicki wystawił pisarzowi zbawienną metrykę chrztu, natomiast z Malowanego ptaka wyłania się obraz zdehumanizowanych, moralnie i etycznie zepsutych wieśniaków, którzy chłopca wykorzystują i katują. Faryzejskie oraz dwulicowe pozostają również deklaracje autora, że celem powieści nie jest uderzenie w kogokolwiek, tym bardziej w konkretną grupę społeczną, narodowość czy religię. Obrona J. Kosińskiego mija się jednak z kartami powieści, wspomnieć choćby jedną z przygód chłopca, którego chłopi wrzucają do gęstej brei. Malowany ptak miał być, jak czytamy w blurby książki, surrealistyczną parabolą ludzkiego losu, naturalistycznym studium barbarzyństwa i przemocy, wizją świata wynaturzonego przez wojnę. Chłopiec mógł być Żydem, Cyganem… a nawet (o czym mówił sam autor) chrześcijaninem, a fabuła może rozgrywać się „wszędzie”, niezależnie od długości i szerokości geograficznej. Wiemy jednak, że akcja powieści rozgrywa się w Europie Wschodniej (W Polsce? Na Ukrainie?), gdzieś na kresach wschodnich[1]. Teoretyczna pozostaje również anonimowość grup społecznych. Do wspomnianego szamba wrzucają chłopca ludzie o określonej przynależności wyznaniowej – katolicy (na Ukrainie?): „Chłopi zawlekli mnie [z kościoła podczas uroczystości Bożego Ciała, przyp. moje] prosto do kloacznego dołu pełnego nieczystości. Wykopano go dwa czy trzy lata temu; stojący przy nim nieduży wychodek z małymi okienkami w kształcie krzyża stanowił dumę proboszcza. Był to jedyny wychodek w całej okolicy. […] Chłopi rozhuśtali mnie za ręce i nogi. Blade obłoki na niebie migały mi przed oczami. I nagle wylądowałem w brunatnej brei, która rozwarła się pode mną i wchłonęła mnie do środka”[2]. W innym miejscu możemy przeczytać o popularnym dzisiaj połączeniu katolik = antysemita: „Mówili [wieśniacy], że kara Pańska wreszcie dosięgła Żydów. Zasłużyli na nią dawno temu, kiedy ukrzyżowali Chrystusa. Bóg nic nie zapomina. Dotąd nie karał Żydów za ich grzechy, ale im wybaczył. Teraz Pan Wszechmogący, posługując się Niemcami jako swoim narzędziem, wyrównywał rachunki. Odbierał Żydom przywilej naturalnej śmierci. Musieli ginąć w płomieniach, już tu na ziemi cierpiąc męki piekła. Zostali sprawiedliwie pokarani za grzechy przodków, za odrzucenie jedynej prawdziwej wiary, za bezlitosne mordowanie chrześcijańskich niemowląt i picie ich krwi”[3].

Malowany Kosiński

Jerzy Kosiński (1933-1991), fot. Sipa Press / East News

Jerzy Kosiński (1933-1991). Fot.: Sipa Press/East News

Antoni Libera, tłumacz i reżyser, na łamach paryskiej „Kultury” napisał, że Jerzy Kosiński był „zwykłym hochsztaplerem, półgrafomanem”. Z pewnością Malowany ptak jest produktem imaginacji autora, ukazującym w krzywym zwierciadle pesymistyczny obraz człowieka z naturalnymi predyspozycjami do najgorszego bestialstwa. Losy chłopca malują obraz rodzaju ludzkiego, którego paradygmatem jest zło, natomiast dobro stanowi (nawiązując do A. Schopenhauera) jego wyjątek; jest okruchem oderwanym od gigantycznej skały. Wymyślny, ale nieoryginalny sadyzm – np. śmierć Głupiej Ludmiły, wcześniej zbiorowo zgwałconej za przyzwoleniem narzeczonego, a później w brutalny sposób zamordowanej przez rozwścieczony tłum: „Głupia Ludmiła leżała zakrwawiona. […] Stękając głośno, wygięła się w łuk; choć dygotała z wysiłku, nie zdołała się oswobodzić. Jedna z kobiet zbliżyła się, trzymając w ręce zakorkowaną butelkę brunatno czerwonej gnojówki. Przy wtórze ochrypłego śmiechu i okrzyków zachęty, uklękła między nogami Ludmiły i siłą wepchnęła naczynie w jej obolały, poraniony srom […]. Nagle któraś z całej mocy kopnęła dno butelki wystającej z krocza. Rozległ się przytłumiony odgłos pękającego szkła. Teraz wszystkie baby zaczęły kopać Ludmiłę; krew tryskała na ich łydki i buty. Gdy wreszcie przestały się nad nią pastwić, Ludmiła leżała martwa[4]. Jerzy Kosiński zaserwuje nam również spalenie wiewiórki przez młodocianych bandytów, nabije na obciosanym palu zbrodniarza (wymierzanie sprawiedliwości na własną rękę; historia ojca, który dokonuje samosądu nad mordercą córki), przedstawi przygodny seks homoseksualny i kazirodczy oraz oprowadzi po chacie Makara i Ewy, w której odbywa się seks z kozłem.

O Malowanym ptaku Jerzy Kosiński napisał m.in. w uwagach odautorskich powieści: „Tak jak aktor grający Hamleta nie jest ani Hamletem, ani wyłącznie aktorem, lecz aktorem wcielającym się w p o s t a ć [tak w oryginale] Hamleta, podobnie zdarzenie opisane w powieści nie jest ani prawdziwym zdarzeniem, ani zmyślonym zdarzeniem bez żadnego zaczepienia w rzeczywistości: jest zdarzeniem u j ę t y m w postać fikcji. Symbol to zarówno konkret, jak i abstrakcja. Nie jest ani dosłowną iluzją; cechuje go zarazem dosłowność i iluzoryczność[5]. Prewencyjnie, świadomy, że spotka się z zarzutami o antypolskość, autor podkreśla, że pojawiające się w powieści imiona nie odsyłają do żadnych konkretnych osób, a obszar „[…] jest mgliście określony; zresztą rejony pogranicza, nieustannie nękane walką, nie posiadały jedności narodowej lub religijnej. Dlatego też żadna grupa etniczna czy religijna nie ma podstaw, by twierdzić, że chodzi właśnie o nią; niczyje szowinistyczne uczucia nie powinny być podrażnione”[6]. W rozmowie z prezenterką Dziennika Telewizyjnego (J. Kosiński przyjechał do Polski w 1989 r., aby promować pierwsze wydanie – po 24 latach cenzury – Malowanego ptaka; powieść spotkała się z wielkim zainteresowaniem) autor tłumaczy brutalizm przyjętą narracją z perspektywy dziecka: „Dzieciństwo jest uniwersalne. Każdy z nas był kiedyś dzieckiem. Seksualność dla dziecka jest gwałtem, w pewnym sensie pomnożonym przez wojnę, przez okupację w Europie Centralnej, być może w Polsce lub innym miejscu. Dziecko Żydem, być może Cyganem, być może chrześcijaninem było metaforą ukazania nieprawdopodobnego stanu zagrożenia”[7]. Czy Jerzemu Kosińskiemu naprawdę zależało na uniwersalnym, metaforycznym obrazie stanu ludzkiej natury, której celem jest zadawanie cierpienia drugiemu człowiekowi? Na to pytanie trudno odpowiedzieć jednoznacznie – z pewnością mamy wątpliwości. Wątpliwa jest również wiarygodność narracji sześcioletniego chłopca, która wydaje krytyczne osądy i formułuje rozbudowane, dojrzałe wnioski. Wciąż jednak pozostaje otwarte pytanie: Czy Jerzy Kosiński jest autorem Malowanego ptaka?  Przyjrzyjmy się biografii.

J. Kosiński w Dzienniku Telewizyjnym 

Jerzy Kosiński studiował na Uniwersytecie Łódzkim na wydziale nauk politycznych oraz historii. W 1957 roku wyjechał na stypendium do Stanów Zjednoczonych (J. Kosiński często blagował, insynuując, że jest polskim wygnańcem), gdzie ukończył Uniwersytet Columbia. Wykładał na uniwersytetach Yale, Princeton czy Wesleyan, a jego książki zostały wpisane na listę lektur obowiązkowych. W USA J. Kosiński uchodzi za autora poważnego, a jego dzieła – Malowany ptak (1965), Kroki (1968), Wystarczy być (1971) – zostały uznane przez krytykę za arcydzieła. Popularność polskiego emigranta zostaje wywindowana rolą w filmie Czerwoni W. Beatty, natomiast w 1973 roku zostaje wybrany na prestiżowe stanowisko prezesa amerykańskiego PEN Clubu. Ekstrawertyczne i medialne usposobienie autora zostaje dodatkowo połechtane wyróżnieniem przez Amerykańskie Stowarzyszenie Ochrony Swobód Obywatelskich za zasługi w obronie praw człowieka.

Życie Jerzego Kosińskiego do lat 80. XX wieku przypomina spełnienie „Amerykańskiego Snu” – nieznany szerszej publiczności w Polsce autor w krótkim czasie zdobywa serca Amerykanów i zostaje włączony do panteonu najwybitniejszych pisarzy angielskojęzycznych. Jednak medialna, komercyjna gwiazda J. Kosińskiego blaknie wraz z kolejnymi powieściami, którym zarzuca się strukturalną amorficzność oraz epatowanie szokującymi scenami i nietypowym seksem. Oliwy do ognia dolewa artykuł Geoffreya Stokesa oraz Eliota Fremont-Smitha, oskarżający Jerzego Kosińskiego o uprawianie literackiego oszustwa na niespotykaną dotąd skalę: „Należy sądzić, że Kosiński napisał Malowanego ptaka po polsku[8]” – napisali dziennikarze „The Village Voice”. Publicyści zakwestionowali biegłą (w mowie i piśmie) znajomość języka angielskiego Jerzego Kosińskiego. W 1982 roku G. Stokes dotarł do Haliny Bastianello, która w 1964 roku odpowiedziała na ogłoszenie w prasie w sprawie przekładu powieści z oryginalnego polskiego na język angielski. W odpowiedzi na list do „Saturday Review” „[…] zjawił się u niej Kosiński, pokazał polski maszynopis Malowanego ptaka i po parugodzinnej rozmowie zaproponował tłumaczenie tekstu, zastrzegając, że musi być ono całkowicie anonimowe. Oburzona Bastianello odmówiła. Pomimo protestów Kosińskiego, który zaklinał się, iż o Bastianello nigdy nie słyszał”[9]. Innego zdania jest Bastianello, która dokładnie przypomina sobie wizytę Kosińskiego. Dodaje, że język angielski sprawiał polskiemu „pisarzowi” „[…] ogromne kłopoty, musiała mu tłumaczyć najprostsze wyrażenia”[10]. Zdaniem G. Stokesa oraz E. Fremont-Smitha Jerzy Kosiński był oszustem na niespotykaną dotąd skalę. Edytorzy, którzy pracowali nad powieściami Jerzego Kosińskiego (wydanymi pod pseudonimem Joseph Novak), przekraczali zakres obowiązków edytorskich poza ogólnie przyjęte normy. To oni – anonimowi „murzyni” – zdaniem „The Village Voice”, byli autorami głośnych powieści Jerzego Kosińskiego. W rozmowie z reporterami gazety J. Kosiński dał kolejne powody, aby wierzyć teoriom Stokesa i Fremont-Smitha, bowiem „[…] zaprzeczył, jakby kiedykolwiek poszukiwał tłumaczy z polskiego na angielski. Co gorsza, zminimalizował rolę zaangażowanych przez siebie redaktorów twierdząc, iż wykonywali głównie prace korektorskie. Była to oczywista nieprawda[11]”.

Stokes oraz Fremont-Smith nie byli osamotnieni z oskarżeniami. W 1966 r., rok po ukazaniu się Malowanego ptaka, Wiesław Górnicki, korespondent PAP w Nowym Jorku, napisał w „Życiu Warszawy”, że autorem książki jest Peter Skinner (edytor powieści; zaprzeczył doniesieniom). Sprawa autentycznego autorstwa Malowanego ptaka nie umarła z Jerzym Kosińskim. Miesiąc po jego śmierci znany polski tłumacz – Aleksander Jordan Lutosławski – ogłosił na łamach polonijnego „Nowego Dziennika”, że to on jest autorem przekładu powieści na angielski. Tłumaczenie miało zająć mu zaledwie kilka tygodni. Na potwierdzenie swoich słów tłumacz nie przedstawił żadnych dowodów, jednak jego rewelacje potwierdził m.in. Edward Dusza z „Gwiazdy Polarnej”.

Gasnąca gwiazda

Powieści Jerzego Kosińskiego z lat 70., które odniosły sukces komercyjny (Diabelskie drzewo, Cockpit, Randka w ciemno i Pasja), nie spotkały się z przychylną krytyką literacką. Po doniesieniach „The Villege Voice” Jerzy Kosiński stał się negatywnym bohaterem, jego „sprawa” odbiła się echem w gazetach i periodykach całego świata, natomiast zachodnioniemiecki wydawca Gry (1982 r.) odwołał planowane turnée pisarza. Wyjaśnień krzykliwie domagała się również prasa francuska. W odpowiedzi Jerzy Kosiński postanowił stworzyć dzieło doskonałe, opus magnum, powieść idealną, inną od dotychczasowej prozy pisarza – mało literackiej i chłodnej. Pustelnik z Ulicy 69 (1988 r.), nad którą autor pracował kilka lat, spotkała się z przemilczeniem albo druzgocącą krytyką; książka nie odniosła również komercyjnego sukcesu, dziennikarze mieli już dość kolejnej autofikcji pisarza.

W „sprawie Kosińskiego” często zabierał głos Janusz Głowacki: „Był wielkim mistyfikatorem, ale demony, których stale wyczuwał za plecami, były prawdziwe. Pewnej nocy otoczyły go w mieszkaniu przy 57 Ulicy [tak w oryginale] ciasnym kręgiem”[12].

W nocy 3 maja 1991 roku J. Kosiński zmieszał alkohol z dużą dawką środków nasennych. Rozebrał się i wszedł do wanny. Dla skuteczności założył na głowę torbę foliową. Rano został znaleziony martwy przez swoją żonę.

Po ceremonii wręczenia Oscarów w 1981 r., Jerzy Kosiński otrzymał telegram, który został wykorzystany w Pustelniku:

WIDZIAŁAM CIĘ W TELEWIZJI IZRAELSKIEJ ROZDAJĄCEGO OSCARY STOP PAMIĘTAM CIĘ Z OKRESU PO ZAKOŃCZENIU WOJNY KIEDY OBYDOWJE BYLIŚMY DZIEĆMI STOP INNE DZIECI PRZEZYWAŁY CIĘ NIEMOWĄ I GŁUPKIEM A TY PRZECINAŁEŚ Z ZEMSTY OPONY W ICH ROWERACH STOP CIESZĘ SIĘ ŻE ZNOWU MÓWISZ I ŻE TWÓJ GŁOS SŁYCHAĆ STOP SZALOM RACHELA[13].

W Malowanym ptaku chłopiec, nad którym znęcają się wieśniacy, traci głos. Jego męki kończą się wraz z wkroczeniem Armii Czerwonej. Chłopiec ponownie przemawia. Pozostaje pod wpływem komunizmu, przyjmuje zasadę, że za wyrządzone zło należy wymierzyć sprawiedliwość (prawo zemsty). Wątek autobiograficzny?

Do dziś nie ustalono, czy treść telegramu jest prawdziwa, czy też stanowi kolejny element gry i mistyfikacji Jerzego Kosińskiego.

Mariusz Rakoski

 


[1] „Jesienią 1939 roku, w pierwszych tygodniach drugiej wojny światowej, rodzice sześcioletniego chłopca z dużego wschodnioeuropejskiego miasta wysłali go do odległej wioski, aby tam – podobnie jak tysiące innych dzieci – znalazł bezpieczne schronienie” – początek powieści (Kosiński J., Malowany ptak, Wydaw. Albatros, wyd. V, Warszawa 2011, s. 9)

[2] Kosiński J., op. cit., s. 176-177

[3] Tamże, s. 123-124

[4] Tamże, s. 72

[5] Kosiński J., Uwagi Autora, w tegoż Malowany ptak, op. cit, s. 300

[6] Tamże, s. 306

[7] Fragment rozmowy J. Kosińskiego z prezenterką Dziennika Telewizyjnego z 22 kwietnia 1989 r. dostępny na YouTube.

[8] Dasko H., Jerzy Kosiński. Ostatni rozdział, posłowie do: Kosiński J., Wystarczy być, Wydaw. Da Capo, Warszawa 1993, s. 143

[9] Tamże,  s. 143-144

[10] Tamże, s. 144

[11] Tamże, s. 159

[12] Tamże, s. 190

[13] Tamże, s. 190-191

Fotografia wyróżniająca nad tytułem: Jerzy Kosiński na spotkaniu autorskim. Fot.: PAP/ Zbigniew Staszyszyn

5 myśli nt. „Jerzy Kosiński. Geniusz literatury czy wybitny oszust?”

  1. Autor czy nie, kolejny przykład ocalałego przez polską rodzinę Żyda, który pluł Polakom w twarz. Czego to się nie zrobi dla skukcesu? Jak widać można sprzedać bujdy i dobrze na tym wyjść, ze szkodą dla innych (wizerunkiem Polski/Polaków na arenie międzynarodowej).

  2. Pani Ewo, takie wrażenie można odnieść, podzielam. Jednak w jednym z artykułów, autora sobie nie przypominam, J. Kosiński zapytany „Czy nie uważa pan, że Polacy za mało zrobili, by ratować Żydów”, miał odpowiedzieć, mniej więcej: „A co Żydzi zrobili dla Polaków, żeby ich ratować?”. W innym miejscu mówi, że jest wdzięczny Polakom za bezinteresowną pomoc, mimo, co podkreśla, tak wielkich różnic religijno-kulturowych.

  3. W przypisach widzę ‚Wystarczy być”. Czytałeś? Warto zastanowić się, czy nie jest plagiatem, mam na myśli „Karierę Nikodema Dyzmy” Mostowicza.

  4. Czytałem, już po pierwszych stronach odniosłem takie wrażenie, mimo że Dyzmę przerabiałem kilka lat temu. Zamierzam się temu przyjrzeć, wymaga to jednak solidnej pracy i rzetelności.

  5. Rewelacyjny artykuł! Ciekawa i wnikliwa analiza, to ja już nie mam wątpliwości, że Malowanego ptaka nie napisał Kosiński, kłamał na każdym kroku.

Dodaj komentarz