Filozofia seksu – Igor Primoratz [OPRACOWANIE]

Primortaz I., Filozofia seksu, przeł. Joanna Klimczyk, PWN, Warszawa 2012

Primortaz I., Filozofia seksu, przeł. Joanna Klimczyk, PWN, Warszawa 2012

Książka filozofa pochodzenia rosyjskiego i profesora na Uniwersytecie w Melbourne jest niewątpliwie jednym z najważniejszych wydarzeń wydawniczych 2012 roku (w Polsce, przetłumaczona przez Joannę Klimczyk, ukazała się nakładem PWN), bowiem stanowi wyczerpujące kompendium wiedzy z zakresu myśli filozoficzno-etycznej i teologicznej na temat ciała oraz seksu.

Autor podejmuje próbę odpowiedzi na pytanie: co jest najważniejsze w seksie? Jakie wartości i czy w ogóle możemy wiązać stosunki seksualne z jakimikolwiek wartościami? Jaki cel? Jedni odpowiedzą, że prokreacja i podtrzymywanie, kultywowanie tradycyjnego modelu rodziny; drudzy, że „po prostu seks”, swoista, biologiczna „sztuka dla sztuki”, w której nie ma potrzeby doszukiwania się żadnych pozaseksualnych (wielo)sensów. A może podstawą seksu jest miłość lub międzyludzka, bliżej – personalno-cielesna komunikacja?

Filozofia seksu (to znamienite polskie tłumaczenie, bowiem tytuł oryginalny książki brzmi Etyka seksu) jest pierwszą pozycją, w której autor zwięźle, charakterystycznym spokojem i filozoficznym obiektywizmem przedstawia poszczególne koncepcje seksu i seksualnych związków. „Z zacięciem prawdziwego racjonalisty przygląda się po kolei argumentom za i przeciw różnym seksualnym wzorcom. Przytacza wywody filozofów zajmujących się tą problematyką. Zadaje proste etyczne pytania o praktyczne konsekwencje, jakie wynikają z danego podejścia do seksu – jako narzędzia do stworzenia rodziny, do osiągnięcia przyjemności, do porozumiewania się lub czystej ekspresji seksualności” (z blubry wydawnictwa). Zajęcie dość trudne, gdyż jak zauważa sam autor problematyka seksualności od czasów filozofii nowożytnej, przez ekspansję myśli metafizycznej, została skutecznie zdeprecjonowana i okryta czapką niewidką – od pamiętnych czasów wszystko to, co związane jest z materią, w tym głównie ciało, nie zasługuję na głębszą refleksję filozoficzną. W starożytności, przede wszystkim kulturze antycznej, ciało utożsamiano z „przyziemnością”, a nawet samym siedliskiem zła; siłą, która oddala człowieka od właściwiej drogi prowadzącej do idealistycznego lub metafizycznego zespolenia z pierwotnym bytem. Najwyższym szczęściem (zarówno dla greckich filozofów, jak i pod przewodnictwem Rzymu) był ideał stoickiego wewnętrznego spokoju – powstrzymywanie jakichkolwiek namiętności i trzymanie emocji na wodzy na rzecz wyćwiczenia fizycznej wstrzemięźliwości oraz niewzruszenia w przypadku nadmiernej radości lub smutku. Odpowiednie rzeczy słowo – o wstrzemięźliwości seksualnej – dał Epiktet: „Dzisiaj to ja ujrzałem pięknego chłopca i piękną dziewczynę, a jednak nie powiedziałem w swej duszy »Oj! – jakże ja bym sobie z nią pospał!!Hm!» – albo: »Oh! Jakiż to jej mąż szczęśliwy«. […] I nie snuję w swej wyobraźni dalszego wątku miraży, jak to owa urocza dziewczyna stoi przede mną, jak to ona zdejmuje z siebie swe szatki, no i, przy moim, oh! boku na łożu się kładzie!!”[1]. O wiodącej roli atrybutów ducha traktował nie kto inny, jak sam Platon, dla którego świat materialny to tylko cienie, marna kopia świata idei; poza tym ciało (soma) zmierza do grobu (seme), dlatego człowiek – przede wszystkim mężczyzna-filozof – powinien zmierzać, przez kontemplacje wiedzy i myśli filozoficznej, do przypomnienia sobie stanu preegzystencji, stanu wiecznej i niezmiennej idei. Pewną obyczajową aberracją świata starożytnego były nurty hedonistyczne, które przyjemność, a tym samym szczęście warunkowały zmysłowymi, cielesno-seksualnymi doznaniami. Gwoli jasności kultura antyczna usankcjonowała wiodącą rolę mężczyzny-filozofa – to on powinien rządzić państwem, kobieta była jedynie elementem dekoratywnym, mówiąc słowami Oskara Wilde’a: „Mój drogi chłopcze, żadna kobieta nie jest geniuszem. Kobieta jest rodzajem dekoratywnym. Nigdy nie ma nic do powiedzenia, ale to nic wypowiada czarująco. Kobieta oznacza triumf materii nad umysłem, jak mężczyzna triumf umysłu nad moralnością”[2], była, tym razem sięgając po Arystotelesa, „mówiącym narzędziem”, stworzeniem, której celem jest pielęgnowanie ogniska domowego oraz usługiwanie dostojnemu stworzeniu – mężczyźnie. A ten predestynowany jest do rzeczy wielkich, a warunkiem dostąpienia pełni męskości jest nie co innego, jak seks z atrakcyjnym młodzieńcem (stąd pederastia, gr. „miłośnik chłopców”).

Antyseksualny spadek myśli antycznych myślicieli przejęli i kultywowali średniowieczni filozofowie chrześcijańscy, np. św. Augustyn oraz św. Tomasz (ten ostatni żarliwie podtrzymywał szowinistyczną retorykę greckich i rzymskich prekursorów nt. wyjątkowości płci męskiej – kobieta była jedynie glebą, na którą mężczyzna, cytując dosłownie, „spuszcza swoją życiodajną spermę” – ot, zaszczyt kopnął płeć piękną). Teologiczno-filzoficzna myśl ojców Kościoła sprowadzała się do znanego religijnego nakazu: „Bądźcie płodni, rozmnażajcie się”. Celem seksu jest nic innego, jak prokreacja, a rolą kobiety jest – jak w starożytności – spajanie, podtrzymywanie i pielęgnowanie tradycyjnego ogniska domowego. Kopulacja w oczach instytucjonalnego Kościoła jest grzechem. Jest występkiem w zamyśle samego Boga, bowiem ten stworzył pierwszych ludzi, aby ci dawali źródło nowego życia. I celem seksu ma być właśnie nie co innego, jak źródło nowego, bożego życia – dziecko. Przyjemność fizyczna, satysfakcja w aspekcie seksualnego spełnienia/zadowolenia oddala od Boga, człowiek powinien przyjmować sakramenty, dawać świadectwa wiary, ewangelizować i kontemplować Biblię, bowiem sensem życia człowieka jest pielgrzymowanie do domu Ojca.

Filozofia w XVII i XVIII wieku, stawiając w znacznej mierze na racjonalistyczną przestrzeń ludzkiego poznania, odrzuciła tradycyjny światopogląd, niemniej jedynie seks monogamiczny (jak w teoriach D. Hume’a czy I. Kanta) w ramach instytucji małżeństwa uprawniał aktywność seksualną. Pewnym swoistym wyjątkiem był markiz de Sade, „który radykalnie odrzucił tradycyjny pogląd na seks i małżeństwo, i rozwijał alternatywny ideał skrajnego naturalizmu i libertynizmu, co sprawiło, że jego pisma owiane są złą sławą aż do dziś”[3]. Francuski pisarz postulował zrzucenie kajdan metafizycznego, idealistycznego przywiązania ludzkiego umysłu z tym, co nadprzyrodzone (Absolutem, Bogiem). Jedyną rzeczywistością, którą możemy poznać, jest rzeczywistość materialna, a człowiek to nic innego, jak element natury z krwi i kości. Tym samym naturą człowieka jest jego „seksualność”, dlatego źródłem szczęścia jest oddanie się temu, co ludzie – stąd libertynizm i odważne opisy seksu hetero- i homoseksualnego, przemieszanego z fetyszyzmem i sadyzmem. Skandalistą swoich czasów był również Artur Rimbaud (XIX w.), uważany, dzięki nowatorskiej poezji, za głos młodego pokolenia, który równie zaciekle jak de Sade zwalczał tradycyjny model małżeństwa, twierdząc, że to, co zespala rodziny i pary małżeńskie to egoizm, głupota i strach przed samotnością. Dla francuskiego poety seks to umowna relacja oparta na obopólnej korzyści – sam jednak Rimbaud nigdy nie doświadczył małżeństwa i seksu małżeńskiego, bowiem był aktywnym homoseksualistą, kochankiem symbolisty Paula Verlaine’a, żonatego biseksualisty, który w Belgii został oskarżony o „sodomię” oraz „poważne uszkodzenie ciała” i skazany na dwa lata więzienia (gdzie nawrócił się na chrześcijaństwo, uznając, że doznał bożej iluminacji, czyli oświecenia).

Dopiero w II połowie XX wieku, co podkreśla I. Primoratz, ludzką seksualność uznano za ważny i ciekawy temat badań i dyskusji filozoficznych, co należy tłumaczyć kulturowymi i obyczajowymi trendami, związanymi z seksualną rewolucją i wolną miłością, prądami antyestablishmentowymi wśród młodzieży, narodzinami i ekspansją współczesnego feminizmu czy ruchami wyzwolenia gejów. Pod koniec wieku ukazuje się sporo artykułów oraz książek „zarówno na temat natury seksualności w ogóle, jak i rozmaitych zagadnień szczegółowych, takich jak monogamia, cudzołóstwo, prostytucja, homoseksualizm, molestowanie seksualne, pornografia czy gwałt. Od 1977 roku działa International Society for the Philosophy of Sex and Love. Filozofia seksu stała się pełnoprawną częścią filozofii”[4].

Prokreacja – za i przeciw

Stanowisko opiewające zasadniczą – i tylko taką – rolę seksu jako funkcji rozmnażania już od dawna staje się poglądem powszechnie akceptowanym; ale to dzięki starożytnej i średniowiecznej monogamii i uświęcenia tradycyjnego modelu rodziny możemy wyznaczyć punkt wyjściowy dyskusji na temat natury i wartości seksualności. O prokreacyjnej roli seksu wspomniałem już w krótkim zarysie filozoficznym, jednak warto pochylić się nad tematem, bowiem to „rozmnażanie” panowało przez wieki na Zachodzie. O czym nie wspomniałem, a co ważne – seks w tradycji chrześcijańskiej był na tyle powodem nerwicy natręctw średniowiecznych myślicieli, że nawet „uprawianie miłości” z kobietą było utożsamiane z bezrozumnym oddaniem się materii, złu. Sam św. Bernard twierdził, że: „Na tysiąc małżeństw, sądzę, że dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć należy do diabła”, co zapewne znajduje swoje uzasadnienie w samym Starym Testamencie: „Co do spraw, o których pisaliście, to dobrze jest człowiekowi nie łączyć się z kobietą. Ze względu jednak na niebezpieczeństwo rozpusty niech każdy ma swoją żonę, a każda swojego męża […]. Tym zaś, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie, oraz tym, którzy już owdowieli, mówię: dobrze będzie, jeśli pozostaną jak i ja. Lecz jeśli nie potrafiliby zapanować nad sobą, niech wstępują w związki małżeńskie! Lepiej jest bowiem żyć w małżeństwie, niż płonąć”[5]. Zatem i spłonie starotestamentowy Onan (Księga Rodzaju, 38), który nie chciał dopełnić prawa lewiratu i zapłodnić żonę zmarłego brata. Przy każdym współżyciu unikał zapłodnienia, a swoje nasienie wydalał na ziemię (ciekawostka: stąd nazwa onanizmu, samogwałtu, z czym biblijny bohater nie uprawiał masturbacji, ale stosunek przerywany – bystra forma współczesnego seksu z zabezpieczeniami). Z ciałem honorowo walczy również wspomniany już wcześniej św. Augustyn, który grzech seksualności wywodzi z dogmatem grzechu pierworodnego, i przestrzega, że pożądanie „opanowuje nie tylko całe ciało i nie tylko na zewnątrz, ale i wewnątrz, jak również wzburza każdego człowieka, łącząc i mieszając zarazem uczucie duchowe z popędem ciała, by pociągnąć za sobą rozkosz, tę największą wśród wszystkich rozkoszy cielesnych”[6]. Z kolei św. Tomasz zauważył, że najważniejszą „rzeczą” stosunku seksualnego jest emisja nasienia, które zmierza do zapłodnienia. W innym przypadku, np. masturbacja, seks przerywany, seks skoncentrowany na doznanie przyjemności, petting prowadzący do orgazmu, seks oralny i analny, seks homoseksualny, biseksualny i etc., aktywność seksualna zostaje uznana za nienaturalna, niemoralna i godząca w etykę chrześcijańską.

Katolicka propozycja seksu, którego funkcją jest jedynie seks małżeński zmierzający do „nowego życia” , będzie atrakcyjna w najlepszym razie „tylko dla tych, którzy akceptują te wiarę, natomiast będzie mówić bardzo niewiele wszystkim innym. […] Nie przekona ich, że mamy moralny obowiązek posiadania dzieci. Co więcej, nawet niektórzy katolicy uważają, że trudno jest zaakceptować pewne szczegóły prokreacyjnego poglądu na seks, które właśnie opisano”[7]. Igor Primortaz stawia dość uzasadniane i trafne zarzuty, bowiem co z małżeństwami, które z podwodów ekonomicznych, materialnych, finansowych nie mogą sobie pozwolić na drugie, trzecie czy czwarte dziecko? A przypomnijmy, że tradycja katolicka tylko taki seks afirmuje, a na każdy inny nakłada restrykcje. W takich okolicznościach parze małżeńskiej pozostaje albo rozwód, albo dożywotnia seksualna abstynencja. Co wtedy z miłością małżeńską, która jest postulowana przez katolicką etykę seksualną?

Podstawowym sposobem argumentowania tezy, że prokreacja „jest celem Boga w odniesieniu do ludzkiej seksualności, jest twierdzenie, że łatwo to pojąć, jeśli weźmie się pod uwagę naturę. Natura jest dziełem Boga i jako całość oraz w swoich częściach składowych odzwierciedla zamysł jej twórcy. […] Prokreacja jest po prostu celem, jaki natura realizuje w odniesieniu do ludzkiej seksualności”[8] – to jednak przestarzały i zdyskredytowany teologiczny pogląd „natury” ; jeśli nawet przyjrzymy się i samej naturze to zauważymy, że „natura nie ma intencji poczęcia! W dwudziestoośmiodniowym cyklu miesiączkowym tylko około sześć dni to dni płodne, a dwadzieścia dwa dni są niepłodne”, zatem łatwo stąd wynika, że „celem natury w odniesieniu do seksu jest raczej spowodowanie stosunku niż poczęcia”[9]. A co z seksem homoseksualnym? Ten, z punktu widzenia tradycji chrześcijańskiej, jest występkiem szczególnie karygodnym, jednak – i gdyby i tu przyjrzeć się naturze – to w świcie zwierząt jest on zjawiskiem dobrze znanym i dość powszechnym.

Współczesna myśl humanistyczna, filozoficzna oraz nauka niejednokrotnie detronizuje aksjomatyczne zakazy i nakazy wynikające z pewnego okręgu kulturowo-religijnego. Mimo że S. Freud w badaniach i eksperymentach korzystał z pacjentów niezrównoważonych psychicznie, to jego teorie – jak i P. Zimbardo – odsłaniają słabość pewnych systemów  religijnych i filozoficznych. Dlatego etyka seksu wydaje się być szczególnie ważna, bowiem uzupełnia te luki, w których dogmatyczne poglądy na określony konflikt moralny odpowiadają „nie, bo nie”, „tak, bo tak”. Tych nauka, etyka określa deontologami (wszyscy bowiem jesteśmy albo deontologami, albo utylitarystami), którzy twierdzą, że „coś” jest po prostu odgórnie złe (np. bo jest w niezgodzie z filozofią I. Kanta lub biblijnym dekalogiem). Nie szukając daleko: seks dla przyjemności, sam w sobie, bez miłości jest nie do przyjęcia – z teoretycznego punktu widzenia – przez zinstytucjonalizowany Kościół. Z czym nie każdy podziela kreacjonizm, a sama teologia nieraz rozkłada ręce wobec trudnych pytań, replikując, że Bóg tak chciał, że to tajemnica, którą człowiek – stworzenie śmiertelne, kruche i co najważniejsze grzeszne – nie jest w stanie zrozumieć. Ale właśnie owo nierozumienie jest istotą wiary.

Mariusz Rakoski

 Kontynuacja artykułu: Seks bezosobowy. Teoria R. Scrutona


[1] Epiktet, Diatryby, II, 18 w: Diatryby. Encheirdion: z dodaniem Fragmentów oraz Genomologium Epiktetowego, przeł. L. Joachimowicz, Warszawa 1961, PWN, s. 170-172
[2] Wilde Oskar, Portret Doriana Graya, przeł. Maria Feldman, Wydaw. Siedmioróg, Wrocław 2003, s. 51
[3] Primortaz I., Filozofia seksu, przeł. Joanna Klimczyk, PWN, Warszawa 2012, s. 16
[4] Primoratz, op. cit., s. 18-19
[5] 1 Kor, 7, 1-3, 5-9, Biblia Tysiąclecia
[6] Św. Augustyn, O Państwie Bożym przeciw poganom ksiąg XXII, przeł. W. Kornatowski, Warszawa 1977, Instytut Wydawniczy PAX, XIV, 17, t. 2, s. 149. Cytat podaję za I. Primoratzem, op. cit. S. 22-23
[7] Primoratz, op. cit., s. 27
[8] Primoratz, op. cit. s. 31
[9] Fletcher J., Morals and Medicine, Boston 1969, Beacon Press, s. 95

2 myśli nt. „Filozofia seksu – Igor Primoratz [OPRACOWANIE]”

Dodaj komentarz