Fakty i mity powstania warszawskiego (1 sierpnia 1944 r.)

Wizerunek romantycznej, zmasakrowanej przygody harcerza (w przenośni i dosłownie).

Wizerunek romantycznej, zmasakrowanej przygody harcerza (w przenośni i dosłownie).

Sierpień w Polsce jest miesiącem wyjątkowym. 1 sierpnia 1944 r. wybuchło powstanie warszawskie – desperackie wystąpienie zbrojne przeciwko niemieckiemu okupantowi, zorganizowane przez Armię Krajową w ramach akcji „Burza”.

Każdego roku polskie media lansują i umacniają mit bohaterskiego zrywu warszawiaków i żołnierzy AK w imię honoru i odwagi, Boga i ojczyzny – w imię wolności. Na łamach prasy pojawiają się hasła „heroizmu” i wzmacniającej morale „poezji”, bowiem, jak przekonuje na łamach „Sieci” Maciej Pawlicki[1], Polacy stanęli w obronie „moralnych obowiązków” oraz „duchowego dziedzictwa”. Retoryka konserwatywnych publicystów, wypowiedzi przedstawicieli władz państwowych czy podręczniki szkolne mozolnie, aczkolwiek sukcesywnie budują mit powstania warszawskiego, kiedy na piedestale stawia się opacznie rozumiany honor oraz podtrzymuje romantyczny mesjanizm o wyjątkowej roli Polski i Polaków w dziejach Europy, a takie nazwiska, jak Tadeusz Bór-Komorowski, Tadeusz Pełczyński czy Antoni Chruściel „Monter” odmienia się w najlepsze przez wszystkie przypadki i wpisuje do panteonu wybitnych dowódców (wspomnieć choćby o szkołach noszących ich imiona). Chwalebne słowa o dumnym zrywie oraz bohaterskich działaniach słyszymy od polityków, politologów czy historyków. Tylko nieliczni zdobywają się na surową, racjonalną i obiektywną odwagę, żeby z powstania warszawskiego zdjąć martyrologiczną, legendarną zasłonę i przypomnieć o historii bez jakiegokolwiek nacechowania kulturowo-emocjonalnego.

Według prof. N. Daviesa (tak rozochoconego polskimi dziejami), „powstanie warszawskie było niewątpliwym sukcesem wojskowym”[2]. Wykładnię wspomnianego sukcesu Davies upatruje w kontynuowaniu walki polskiego podziemia, mimo że wszystkie znaki na ziemi i niebie nie dawały jakichkolwiek szans na powodzenie akcji. Trudno jednak sukcesem nazywać następujące fakty: w powstaniu warszawskim zginęło około 200 tys. cywilów i 16 tys. polskich żołnierzy; miasto – nazywane w dwudziestoleciu międzywojennym Paryżem Północy – zostało zrównane z ziemią w 90 proc.; głód, kradzieże i morderstwa; w końcu pół miliona mieszkańców skazano na tułaczkę, a „co czwarty mieszkaniec stolicy i pobliskich wsi trafił do obozów koncentracyjnych lub został wysłany na roboty przymusowe do Niemiec. Wielu nie doczekało końca wojny”[3].

WYMUSZONE BOHATERSTWO  

Powstanie Warszawskie w liczbach. Źródło: racjonalista.pl

Powstanie Warszawskie w liczbach. Źródło: racjonalista.pl

Prawdą jest, że warszawska ludność z radością przyjęła wybuch powstania. Jednak rzadko wspomina się o drugiej stronie medalu, o zmianie nastrojów mieszkańców stolicy już po pierwszych dniach walki polskiego podziemia z hitlerowskim okupantem, który do bestialskiej eliminacji zarówno ludności cywilnej, jak i żołnierzy zaciągnął rosyjskich i ukraińskich zwyrodnialców oraz niemieckich kryminalistów. Zorganizowane mordy i gwałty (w tym dziewczynek w wieku 13-14 lat) były na porządku dziennym. Niemcy z rozkoszą i wyjątkowym okrucieństwem rozprawiali się z polską ludnością, która wspomagała AK budowaniem barykad oraz udzielała się w szpitalach i kuchniach polowych: „Już 1 sierpnia zostało rozstrzelanych 20 mieszkańców domu przy ul. Powązkowskiej 41. 4 sierpnia Niemcy zamordowali ok. 4 tys. mężczyzn, kobiet i dzieci, którzy schronili się w fabryce przy ul. Wolskiej 60. Następnego dnia oddziały SS dokonały masakry chorych w Szpitalu Wolskim. Kolejnych tysiąc rozstrzelano w szpitalu św. Łazarza. Aż 5 tys. osób zamordowano w fabryce Ursus”[4]. W tej sytuacji morale cywilów – tak uskrzydlane propagandową prasą, która obiecała warszawiakom szybki i zwycięski koniec powstania – słaby z dnia na dzień. Beznadziejną sytuację potęgowała nie tylko militarystyczna, miażdżąca przewaga Niemców, ale wyczerpujące się zapasy wody, leków i żywności. Drastyczny wzrost cen produktów i wody (szklanka wody kosztowała 600 zł, kiedy przed powstaniem za litr płacono 200 zł), głód (wygłodniali mieszkańcy jedli mięso z konia, którego toczyły robaki; spożywano również wychudzone koty i psy) oraz brak pomocy aliantów w ostateczności wywoływały frustrację wśród warszawiaków, którzy, często szukający schronienia w ciasnych piwnicach, stawali się z czasem zaprzeczeniem człowieczeństwa: nieczuli wobec cierpienia bliskich kradli oraz posuwali się do przestępstw. Zdarzały się również morderstwa: „Strach o życie swoje i najbliższych przerodził się w złość przeciwko tym, którzy wywołali powstanie. Wbrew obietnicom dowództwa walki się przedłużały. Stolica i jej mieszkańcy zostali bez wsparcia sojuszników”[5] – a ci, którzy powstanie wywołali – AK – dokonali tego (co ważne) bez pytania mieszkańców oraz wbrew władz emigracyjnych. Generał Kazimierz Sosnowski, stojący na czele wojska polskiego, nieraz ostrzegał, że „zorganizowanie akcji przeciwko Niemcom »bez uprzedniego porozumienia z ZSRR na godziwych podstawach byłoby politycznie nieusprawiedliwione, zaś […] pod względem wojskowym niczym innym jak aktem rozpaczy«”[6]. Nonszalancka i arogancka polityka członków AK (kierująca się dumą i honorem) nie tylko wymusiła na mieszkańcach Warszawy wspomniane bohaterstwo. W planach wojskowych cywile jawili się jako przedłużenie siły zbrojnej – mięso armatnie, omamiony nadziejami i wyświechtanymi hasłami tłum, który rzuca się na barykady. Gdyby tylko istniały jakiekolwiek przesłanki o powodzeniu planowanej akcji, być może decyzja polskiego podziemia dałaby się obronić. Jednak honor oraz odwaga – niewątpliwe tak ważne podczas wojny – nie mogą wyprzedzać militarystycznych i strategicznych aspektów działań wojennych. Karygodna pozostaje również opieszała decyzja dowódców AK o ewakuacji mieszkańców oraz zmuszanie do walki pod groźbą rozstrzelania. Generał Anders Władysław tak skomentował to nieprzemyślane powstanie: „[…] nie miało ono najmniejszych szans powodzenia, a naraziło nie tylko naszą stolicę, ale i tę część Kraju, będącą pod okupacją niemiecką, na nowe straszliwie represje”[7].

Powstanie warszawskie należy, niewątpliwie, do jednych z najtragiczniejszych wydarzeń w dziejach Polski, o których trzeba pamiętać. 1 sierpnia o godzinie 17:00 (Godzina „W”) zatrzymajmy się na minutę, aby oddać cześć tym, którzy uwierzyli w obietnice szybkiego zwycięstwa i wyswobodzenia z kajdan kolejnej niewoli. Warszawski, anarchistyczny zryw to również przykład, jak marzycielskie ambicje, arogancja, brak odpowiedzialności za drugiego człowieka oraz niemożność zrozumienia dla ludzkiej krzywdy mogą w istocie doprowadzić do apokalipsy jednego z największych miast  tej części Europy.

Mariusz Rakoski


[1] Zob. Pawlicki M., Po co walczyli w Warszawie powstańcy?, „Sieci” 2013, nr 30, ss. 16-18, [2] Opinię podaję za: Wasilewski K., Zakłamana historia powstania, „Przegląd” 2013, nr 31, s. 12, [3] Tamże, s. 17, [4] Tamże, ss. 13-14, [5] Tamże, s. 14, [6] Tamże, s. 16, [7] Tamże, s. 16

Jedna myśl nt. „Fakty i mity powstania warszawskiego (1 sierpnia 1944 r.)”

  1. Co by nie powiedziec dla mnie Ci ludzie sa bohaterami I pozastana nimi na zawsze niezaleznie od tego co po latach ktos bedzie o nich pisal … Pisal siedzac w cieplym fotelu I kwestionujac decyzje podejmowane w innych realiach I przez ludzi bedacych w zupelnie innym polozeniu niz my dzisiaj …..

Dodaj komentarz