Tylko w Szczecinie: Studia z pisarstwa – za darmo

Uniwersytet Szczeciński planuje otworzyć nowy kierunek studiów – pisarstwo. Jeśli proces rekrutacyjni spotka się z zainteresowaniem, to z nadchodzącym rokiem akademickim będziemy mieć – po raz pierwszy w Polsce – okazję podjąć studia I stopnia z dziedziny sztuki pisania zupełnie za darmo.

W 2. połowie czerwca ruszy rekrutacja na zupełnie darmowe studia na Uniwersytecie Szczecińskim. Fot.: AR[e]TE

Z inicjatywą otwarcia nowego kierunku wyszli pracownicy uniwersytetu, m.in. prof. Inga Iwasiów, prof. Anna Kapuścińska oraz dr hab. Tatiana Czerska. Proces rekrutacyjny na studia ma przebiegać standardowo:  – Będą to studia stacjonarne, na poziomie licencjatu. Rekrutacja będzie wyglądać tak, jak w przypadku innych kierunków. Trzeba będzie się zarejestrować na stronie uczelni, kiedy tylko proces rekrutacyjny zostanie uruchomiony – powiedziała naszej redakcji dr hab. Tatiana Czerska. Studia będą mieć charakter b.o. (bez opłat, bez ograniczeń). Studentem będzie mógł zostać każdy niezależnie od wieku (warunkiem pozostanie oczywiście tak zwane wykształcenie średnie z maturą).

Studia Pisarskie b.o. będą odbywać się na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Szczecińskiego w systemie popołudniowym (po godz. 15:00). Otwarcie naboru (przez stronę www.usz.edu.pl) jest zaplanowane na 12 czerwca i ma potrwać do 3 lipca.

Studia powstaną dla tych – jak czytamy na oficjalnej stronie – którzy mają ochotę skupić się na literaturze i czują potrzebę rozwijania swoich umiejętności pisarskich. Program zajęć zostanie ukierunkowany na sztukę pisania z dziedziny literatury pięknej i poezji. – Nie będziemy uczyć linearnie epok. Studenci będą przez trzy lata pisać utwory pod kierunkiem wybranych nauczycieli – powiedziała AR[e]TE prof. Inga Iwasiów. Dodała, że w programie przewiduje się kształcenie w literaturze pięknej, w tym gatunkowej, m.in. kryminalnej.

Continue reading “Tylko w Szczecinie: Studia z pisarstwa – za darmo” »

Najlepsze 2016 roku. Ranking Czechowicza

najlepsze-ksiazki-2016

Wybierając najważniejsze książki roku, nie dzieliłem ich na kategorie tematyczne, nie oddzielałem literatury pięknej od literatury faktu. Co roku dochodzę do wniosku, że dobra i ważna książka musi się obronić bez względu na podziały. Musi być książką uniwersalną, nie nowością kilku tygodni. Musi mówić o sprawach, które będą aktualne zawsze. Ma poruszyć czytelnika dziś, za dziesięć i pięćdziesiąt lat. Oto zatem najważniejsze książki mijającego roku. Można odnieść wrażenie, że wszystkie balansują na granicy smutku, melancholii, bezradności i rozpaczy. Ale to także ich siła. Od lat uważam, że dobra literatura nie wyrasta z witalizmu, szczęścia i spełnienia. Te książki opowiadają o ludzkich brakach i rozpaczliwych próbach rekompensowania tych braków.

ED VULLIAMY, „WOJNA UMARŁA, NIECH ŻYJE WOJNA. BOŚNIACKIE PORACHUNKI”, WYDAW. CZARNE

Ten reportaż Vulliamy’ego nie cieszył się w Europie większą popularnością. Także w Polsce nie został należycie zaprezentowany. To wciąż niewygodny dla Europy temat – z różnych powodów. Ta książka jest świetna nie tylko dlatego, że traktuje o konflikcie, wobec którego świat zachował daleko idącą wstrzemięźliwość. To mroczne, wielogłosowe memento. Pomiędzy walczącymi przed laty nigdy nie pojawiło się prawdziwe pojednanie. Bośniackie rozrachunki to spektakl zapominania i wypierania z pamięci. Także prowokacji służących pokazaniu, że krwawy chaos mógłby nastąpić ponownie. Vulliamy w dość szerokim kontekście opowiada o wszelkich niebezpieczeństwach nierozliczonej historii. Myślę, że to jeden z ważniejszych reportaży przełomu wieków, nieuważnie jednak czytany.

ECE TEMELKURAN, „ODGŁOSY ROSNĄCYCH BANANÓW”, WYDAW. KSIĄŻKOWE KLIMATY

To również rzecz, która przeszła bez większego echa. Przepiękna książka. Niemym bohaterem jest Bejrut. Miasto różnorodności, ludzi o złamanych sercach. Miasto gniewu i przemocy oraz wielkiej czułości jednocześnie. Miejsce, gdzie prawdziwe bohaterstwo bardzo często kryje się w cieniach smutku. Temelkuran pisze sugestywnie o złożoności Bliskiego Wschodu i o złożoności każdego człowieka – gdzieś pomiędzy wielkimi namiętnościami, które budują i tymi rujnującymi życie oraz pokój. To także wyjątkowa książka o pamięci – jej wielkości oraz przekleństwie.

Continue reading “Najlepsze 2016 roku. Ranking Czechowicza” »

Cudowne lektury 2016 na nasze czasy wg Polskiej Sekcji IBBY

Polska Sekcja IBBY – Stowarzyszenie Przyjaciół Książek dla Młodych wyłoniła najlepsze propozycje artystyczne dla dzieci i młodzieży mijającego roku. Spośród 30 nominowanych dzieł członkowie jury literackiego i graficznego wyłonili 13 najpiękniejszych dzieł. Wśród laureatów znalazła się m.in. Klątwa dziewiątych urodzin Marcina Szczygielskiego.

Rozkładówka Wędrówka Nabu Jarosława Mikołajewskiego. książka wyrożniona w Konkursie IBBY. Tematyka: pożegnanie z dzieciństwem, ale także - lub przede wszystkim - obraz kryzysu humanitarnego naszych czasów. Fot.: materiały wydawnictwa Austeria.

Rozkładówka Wędrówki Nabu Jarosława Mikołajewskiego. Książka wyrożniona w Konkursie IBBY. Tematyka: pożegnanie z dzieciństwem, ale także (lub przede wszystkim) obraz kryzysu humanitarnego naszych czasów. Fot.: materiały wydawnictwa Austeria.

Nagroda IBBY przyznawana jest w dwóch kategoriach – literackiej i graficznej. W każdej wyłania po dwóch laureatów oraz wskazuje osiem (w tym roku aż dziewięć) wyróżnionych pozycji. Pierwsza edycja Nagrody IBBY odbyła się już w 1998 roku; główną nagrodę otrzymała wtedy Krystyna Michałowska (ilustratorka, związana z Naszą Księgarnią). Mimo że to 28. edycja IBBY, konkurs słabo jest znany wśród szerokich kół. A szkoda, bowiem Stowarzyszenie Przyjaciół Książek dla Młodych nagradza pozycje wyjątkowe. Można pytać – co mamy przez tę „wyjątkowość” rozumieć. Wystarczy wczytać się w kryteria nagrody oraz słowa Anny Czernow (prezeski Polskiej Sekcji IBBY), która zapewnia, że profesjonalne jury (na co dzień pracują w akademiach i piszą prace krytycznoliterackie), wybiera najpiękniejsze i najbardziej wartościowe dzieła. Wyznacznikiem „dobrej książki” – lub innego dzieła – dla członków jury (m.in. Irena Bolek, Maciej Skowera czy Jacek Friedrich) nie jest jej poczytność, komercyjna popularność czy, o dziwo, misja pedagogiczno-wychowawcza. Sama Czernow przekonuje, że mieszanie kryteriów nie jest dobrym pomysłem, dlatego, jak czytamy na oficjalnej stronie IBBY[1], pierwsze skrzypce odgrywa walor wysokoartystyczny: „Bierzemy pod uwagę jakość tekstu literackiego, to, czy jest dobrze napisany, czy narracja jest interesująco poprowadzona, czy świat przedstawiony i jego bohaterowie nie są wtórni i banalni. Podobnie jest w kategorii graficznej. Jury zwraca uwagę na to, czy książka jest innowacyjna, czy proponuje nowe rozwiązanie, czy jest wysokoartystyczną sztuką wizualną”[2]. Dodaje, że niekiedy decyzje jury spotykają się z krytyką, że poprzeczka została postawiona za wysoko, jednak Stowarzyszenie z uporem stawia na dzieła oryginale, pobudzające wyobraźnie, poszerzające horyzonty myślowe oraz skłaniające do refleksji. Z tego ideału, co podkreśla prezeska IBBY, nikt nie zamierza zrezygnować, i na takie ideały wszyscy liczą.

Continue reading “Cudowne lektury 2016 na nasze czasy wg Polskiej Sekcji IBBY” »

Kilka uwag o filmie W. Smarzowskiego [POLEMIKA]

„Wołyń”. Plakat promujący film. Fot.: materiały prasowe.

„Wołyń”. Plakat promujący film. Fot.: materiały prasowe.

Wołyń jest filmem artystycznie dobrym, ale z drugiej strony, pod względem społecznym i politycznym, niebezpiecznym. Reżyser filmu, Wojciech Smarzowski, jeszcze przed premierą filmu zapewniał, że jego obrazowa interpretacja rzezi wołyńskiej nie będzie wbijać klina w napięte relacje polsko-ukraińskie. Wołyń miał być ważnym głosem w sprawie ludobójstwa, jakiego dokonali ukraińscy nacjonaliści na obywatelach polskich w okręgu wołyńskim w latach 1939-1944; miał być również krokiem w kierunku sąsiedzkiego pojednania, próbą nazwania i zrozumienia fali zła. I w końcu, przedstawione wydarzenia mają przed tym złem przestrzegać. Wołyń spotkał się, co wcale nie jest zaskoczeniem, z entuzjastycznym przyjęciem prawicowych publicystów (i lepiej dalej nie wchodzić w ten las, bo tylko ciemniej i groźniej) – bowiem „w końcu” (co nie jest prawdą) mamy polski film opisujący prawdę, o której nie mówiło się nie tylko w peerelu, ale także w wolnej, demokratycznej III Rzeczypospolitej. W tak delikatnej sprawie warto jednak sięgnąć po rozsądek, a z recepcją filmu należy postępować, o czym mówił profesor Andrzej Zybertowicz[1], jak z jajkiem, bowiem, po pierwsze, Wołyń nie może być traktowany jak rozdział w podręczniku do historii, po drugie, wolałbym, żeby o faktach, o historii wypowiadali się naukowcy i historycy (reżyserowi, artyście przysługuje prawo do interpretacji i własnych wizji – i z takiej możliwości skorzystał Smarzowski), po trzecie, Wołyń niewątpliwie zaboli każdego (mnie zabolał), jednak zamiast autentycznego oczyszczenia widz może wynieść z kina nienawiść lub, optymistycznej, niechęć do wschodniego sąsiada: Smarzowski wprowadził masakrę wołyńską na wielki ekran, tym samym włączył tak drastyczny temat w popkulturę i, przede wszystkim, przeniósł „lekcję historii” z poziomu salonowego, politycznego dialogu do ludu, tam, gdzie pierwsze skrzypce grają emocje, a w przypadku braku wystarczającej wiedzy – stereotypy, resentymenty i uprzedzenia.

Continue reading “Kilka uwag o filmie W. Smarzowskiego [POLEMIKA]” »