Archiwum kategorii: Język

Nić porozumienia – między coachingiem a twardym piórem

Spośród mrowia mniej i więcej adekwatnych definicji, idąc za myślą Einsteina, sformułujmy coś prostego, lecz nie prostackiego. Uznajmy zatem coaching za proces doskonalenia swoich kompetencji, swoich mocnych stron, a przez to swojego „ja”.

„Wszystko, co można pomyśleć, można też powiedzieć, a czego nie można pomyśleć, o tym należy milczeć” – napisał niegdyś gigant myśli analitycznej, Ludwig Wittgenstein; i jest to, paradoksalnie, nemezis dzisiejszego paradygmatu coachingu. Kwestia przekazu, proponowana przez austriackiego logika, uwypukla istotne kwestie metodologiczne, które stają ością w gardle środowiskom akademickim. Mowa o rozmytej metodologii, o niejakiej metanauce i jej metajęzyku, wreszcie o coachu dobrym na wszystko. Odczuwalny dysonans między wspomnianym środowiskiem twardego pióra a środowiskiem wszelkiej maści trenerów można, z dowcipnym mrugnięciem oka, sprowadzić do zarzutu tych pierwszych, że bez znajomości założeń Traktatu o dobrej robocie Kotarbińskiego nie ma mowy o szacunku dla coacha. Jest w tym jednak przebiegły chichot historii. Jeśli dociekliwy czytelnik cofnie się do czasów jednego z ojców współczesnej teorii nauk, Augusta Comte’a, ba, nawet do samego Arystotelesa, wtedy odkryje, że żadna systematyzacja nauk nie rozwijała się płynnie, lecz najpierw musiało nastąpić zderzenie paradygmatów na miarę przewrotu kopernikańskiego.

Continue reading “Nić porozumienia – między coachingiem a twardym piórem” »

Wizje humanistyki [Janion – C. Levi-Strauss – J. Sartre]

Wizje humanistyki a język, w oparciu o recepcję hermeneutyczną Marii Janion.

M. Janion - Humanistyka. Poznanie i terapiaZbyt wiele problemów dotyczących humanistyki porusza Maria Janion (Humanistyka: poznanie i terapia), by można je było prawidłowo przedstawić, stosując przy tym jedną myśl przewodnią. Jednak postanowiłem skupić się na zagadnieniu, które nazywam: wagą języka literackiego, jego praktycyzmie i roli jaką pełni we współczesnej humanistyce, a więc jego związkom z rzeczywistością społeczną, językiem jako nośnikiem wszelkiej idei i wreszcie języku jako płaszczyźnie komunikacyjnej, bowiem, jak powiedział Gadamer, „komunikacja między ludźmi, to komunikacja językowa”.

Swoisty duch czasu jest zjawiskiem, tłem, które możemy wyodrębnić z mniejszym bądź większym trafem w każdej epoce humanistyczno-literackiej. Jak słusznie zauważa Janion – „to, co się myśli o literaturze […] uzależnione bywa w ogromnym stopniu od literatury takiej jaką ona jest współcześnie”, tak więc w poszczególnych epokach zawsze istniało przeświadczenie w świadomości odbiorców na kształt gruntu, dobrego smaku, które to, mówiąc metaforycznie, tworzyło fundament właściwych norm, czasem konwenansów, z którymi to liczyć się musiało każde nowo zaistniałe dzieło literackie. Oczywiście, częsta była to również forma ucieczki od innych płaszczyzn ekspresji kulturalnej do tak powszedniej książki, gotowego zwierciadła życia, często właśnie „raju utraconego”. Jednak to potrzeba wciąż warunkowała być albo nie być autorów, a jakaś forma zmiany paradygmatu była i jest ciągle wydarzeniem na miarę geniuszu literackiego. Współistnienie twórcy, często uważanego za autonomiczny świat, i jego tworu literackiego wraz ze światem „oczekujących” oraz niehermetycznych, intelektualnie otwartych na nowe prądy odbiorców jest niekwestionowane. Odbiciem tych jakby dwóch światów są dwie formy języka w humanistyce: język literacki jako język utworu pisarza, język stylu literackiego, prądu czy nawet epoki, oraz język rozumiany jako język metaliteratury, często odznaczający się krytyczno literacką refleksją, jednak to dopiero na gruncie dyskursu między tymi przenikającymi się płaszczyznami porozumienia możliwa jest jakakolwiek ocena, krytyka bądź pochwała również co do adekwatności pierwszego z wymienionych tu języków względem odbiorców, którzy to z racji swej „funkcji” posługują się w głównej mierze tym drugim. Jeśli teraz za intencję czytelników przyjąć (w głównej mierze) chęć wniknięcia w świat autorów (często uważany za ekskluzywny) jako dawców kultury, dążność do równouprawnionego decydowania o tym, co jest warte mojego zainteresowania jako jednostki myślącej i aktywnej to widzimy, iż tak zwany spór o język, w którym to padają zarzuty typu: zbyt wyszukanego żargonu naukowego, niedostępności dla potocznie rozumianych mas, jest niczym innym jak sporem o samostanowienie wizji i kierunku rozwoju w humanistyce.

Continue reading “Wizje humanistyki [Janion – C. Levi-Strauss – J. Sartre]” »

Czy poezja to wyzwanie?

Czy warto czytać i tworzyć poezję, kiedy, czasami, łatwiej i piękniej można żyć bez poezji? Fot.: sxc.hu

Czy warto czytać i tworzyć poezję, kiedy, czasami, łatwiej i piękniej można żyć bez poezji? Fot.: sxc.hu

Tekst: Mariusz Rakoski

Autobus. Masa. Ścisk. Dziewczęta komentują wpisy znajomych na znanym portalu społecznościowym. I nie byłoby w tym nic specjalnego (nawet dobrze znane nam wulgaryzmy na k* i p*, używane bo się używa lub jako jęk namysłu), gdybym nie usłyszał kilka razy słowa „poezja”. 

Rozmów o wierszach – tych przynajmniej odczytanych na lekcji języka polskiego – nie było. Słowo „poezja”, emocjonalnie wzmocnione przekleństwami, zostało użyte dla określenia „klimatu domówki”: „Mówię ci, k*, to była poezja” – na co druga: „Ja pie*lę, zajeb* poezja”. (Wymiana wrażeń trwała około 5 minut, „poezja” powtórzyła się kilkanaście razy, nie mniej naliczyłem wyrazów obsenicznych. Dziewczynom nie udało się pobić rekordu polskiego poety A. Słonimskiego, który, ponoć, miał przeklinać przez dwie minuty nie powtarzając żadnego wulgaryzmu. Nie jest odkryciem, że Polacy przeklinają na potęgę, już nie tylko w zależności od sytuacji i temperamentu, ale bogaty słownik języka polskiego z zakresu epitetów mocno pejoratywnych wszedł nam w krew).

Adaptacja „poezji” na określenie czegoś zajeb* (jak powyżej) nie jest zjawiskiem, z którego warto brać przykład. Z opisanego zdarzenia – powiedzmy iście epickiego (również epika znalazła swoje honorowe miejsce w języku młodego pokolenia, np. „impreza była epicka”, była „przednia”) – wyłania się smutna prawda: poezja, niegdyś świętość, nabożeństwo, domena kultury wysokiej czy jedna z metod, którą dżentelmen zaimponuje damie, dzisiaj, w dobie „for fun and profit”, nie spełnia zaszczytnego posłannictwa. Sondaże z ostatnich lat nie pozostawiają złudzeń – Polacy czytają coraz mniej, z trudem przychodzi przeciętnemu Kowalskiemu przeczytać choćby jedną stronę artykułu, powodów do dumy nie może mieć również tak zwana grupa czytających, uczniowie i studenci (tych ostatnich mamy dwa razy więcej niż we Francji), którzy przyznają, że w ciągu roku nie przeczytali żadnej książki (30 proc. w 2012 roku). Z niechęcią sięgamy po czasopisma i książki beletrystyczne (coraz chętniej sięgamy po poradniki kulinarne i eropowieści, ale to marne pocieszenie), a co dopiero po tom poezji, „czarnej magii”, jak często słyszymy. „Mówienie, że nie ma się czasu na czytanie, jest tylko smutnym świadectwem na to, że nie popracowano nad nawykiem” – komentował w rozmowie ze mną Jarosław Czechowicz[1], i trudno nie zgodzić się z opinią. Sprawdza się stare porzekadło: czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Nie dziwi już chyba nikogo widok dziecka z tabletem i telefonem komórkowym. Pytać zatem trzeba – czy poezja jest w ogóle potrzebna? (skoro bez niej można żyć łatwiej i piękniej). W debacie nad miejscem poezji i jej roli w społecznym dyskursie warto wspomnieć słowa dwóch klasków – dialog Witolda Gombrowicza z pisarzami-poetami emigracyjnymi (m.in. z Czesławem Miłoszem) oraz pesymistyczna diagnoza niemieckiego filozofa Theodora Adorno.

Continue reading “Czy poezja to wyzwanie?” »

Prof. Legutko: przepraszam za „smarkaczy”

Mały przegrany

Prof. R. Legutko (ur. 1949) przegrał z licealistami. Fot. Archiwum

Ryszard Legutko w końcu wywiązał się z postanowienia decyzji Sądu Apelacyjnego w Krakowie i przeprosił licealistów: „Ja, Ryszrad Legutko, przepraszam Panią Zuzannę Niemier i Pana Tomasza Chabinkę za użycie pod ich adresem obraźliwych słów w rozmowie z Panią Hanną Wieczorek, opublikowaną w dniu 4 grudnia 2009 r. na łamach Gazety Wrocławskiej”.

Przypomnijmy: w 2009 r. maturzyści Zuzanna Niemier i Tomasz Chabinka zwrócili się do dyrekcji szkoły XIV Liceum Ogólnokształcącego we Wrocławiu z podaniem o usunięcie krzyża z terenu szkoły. Dyrektor nie przychyliła się do wniosku, jednak wydała zgodę na debatę na temat obecności krzyży w przestrzeni publicznej. W petycji nawiązano do słynnego wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (sprawa Lautsi przeciwko Włochom), który uznał, że symbole religijne w miejscach publicznych naruszają wolność sumienia, a ta gwarantowana jest przez Europejską Kartę Człowieka.

Wydarzenia z wrocławskiego liceum skomentował prof. R. Legutko, nie tylko autorytet akademicki, ale minister edukacji, który z ramienia PiS ubiegał się o mandat do Parlamentu Europejskiego. W mediach nazwał uczniów „rozwydrzonymi i rozpieszczonymi smarkaczami”, a ich akcję „szczeniacką zadymą”.

Continue reading “Prof. Legutko: przepraszam za „smarkaczy”” »