Bajki Oscara Wilde’a. „Prawdziwy Przyjaciel”

Wilde O., Bajki, przeł. Maria Feldmanowa, Wydawnictwo Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek, Warszawa 1988

Wilde O., Bajki, przeł. Maria Feldmanowa, Wydawnictwo Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek, Warszawa 1988

Tak. To prawda. Oscar Wilde, który zasłynął dzięki mrocznej powieści Portret Doriana Graya, ukazuje zupełnie inne oblicze własnej natury w zbiorze bajek (przypowiastek) literacko-filozoficznych.

Dandysowa nonszalancja i silna osobowość brytyjskiego pisarza tym razem błyskotliwym stylem, z wymownym (właściwym dla pierwotnych form bajek) morałem ukazuje świat w krzywym zwierciadle i obnaża nasze słabości (np. podwójną moralność, skoncentrowanie na dobrach doczesnych, zanik wrażliwości, pragmatyzm…).

Krótki zarys gatunkowy 

Bajka, jako gatunek z pogranicza epiki i liryki, jest jedną z nielicznych form wyrazu literackiego, która dzięki swoim właściwościom – np. alegoryczność, morał wyrażony na początku lub końcu, dydaktyzm – w sposób pośredni odnosi się do zastanej rzeczywistości.

Nie jest sztuką nową, znana już w starożytności i zapoczątkowana przez Ezopa (VI w. p.n.e.), niewolnika, autora bajek zwierzęcych pisanych prozą, odsłania mroczną stronę natury ludzkiej – w Polsce najbardziej znanym bajkopisarzem jest oświeceniowy biskup warmiński Ignacy Krasicki, nazywany „księciem poetów polskich”, którego utwory cechuje satyryczno-pesymistyczny obraz polskiego XVIII-wiecznego społeczeństwa oraz zjadliwa krytyka upadku uniwersalnych wartości. Niewątpliwie bajka (zarówno epigramatyczna, jak i narracyjna), kiedyś pisana tylko dla dorosłych, jest formą bardzo wdzięczną, bowiem pośrednio, za pomocą słowa, angażuje się w konkretne aspekty życia społecznego, politycznego, religijnego czy obyczajowego; tym samym demaskuje i odsłania nasze najgorsze oblicza. Stałe użycie zwierząt, które alegorycznie prezentują ludzkie cechy (np. lew: odwagę, waleczność, drapieżność), puenta wieńcząca narracje, bohater negatywny i pozytywny, złote myśli to te elementy bajki, z których Oscar Wilde’a czerpie pełnymi garściami, jednak angielski skandalista dokonał dość sprawnego gatunkowego połączenia, bowiem jego utwory bardziej przypominają przypowiastki filozoficzne lub nowele pozytywistycznych pisarzy.

Prawdziwy Przyjaciel

Jedna z najbardziej chwytających za serce (i tu bez ironii) nowela w dorobku pisarskim O. Wilde’a. Przyjaźń, mimo że temat przeorany na wszystkie strony, począwszy od filozoficznych dywagacji Platona i Arystotelesa (idea bratnich dusz: „Przyjaciel – jedna dusza mieszkająca w dwóch ciałach”/Artysto), skończywszy na myśli nowożytnej, wskazującej na egoistyczny wymiar przyjacielskiej relacji (resentyment nietzscheański: wyświadczając komukolwiek dobro, tak naprawdę pomagamy sobie), to Wilde za pomocą barwnej i prostej fikcji przedstawia hipokratyczny obraz przyjaźni, która obnosi się „wspaniałomyślnością”, „poświęceniem” oraz „bezinteresowną miłością”, a za plecami zdaje się uprawiać największą niegodziwość, którą dość dosadnie nazwał w Makbecie W. Szekspir: „Tu każdy uśmiech jest nożem. Im kto krwią bliższy, tym bliższy krwotoku”.

Cecha wyróżniająca bajki Wilde’a to dialog prowadzony przez zwierzęta, które opowiadają o kondycji człowieka. To one, zwierzęta nieczłowiekowate, komentują nasze niskie pobudki, jakby wyprzedzały homo sapiens w procesie ewolucyjnym (warto przypomnieć wiersz Dwie małpy Bruegla W. Szymborskiej, gdzie z historii ludzkości maturzystę egzaminują… małpy!).

Jednowątkowa, zalążkowa fabuła Prawdziwego przyjaciela sprowadza się do historii, którą szczurowi opowiada makolągwa. Bodźcem skłaniającym makolągwę do opowieści staje się zaobserwowane wydarzenie, kiedy szczur na widok opiekuńczej matki-kaczki, wyznaje: „Miłość jest wcale dobrą rzeczą, ale przyjaźń jest znacznie wznioślejsza. Zaprawdę, nie znam na świecie nic równie szlachetnego i wzniosłego, jak prawdziwa przyjaźń”[1]. Zapytany o obowiązki prawdziwego przyjaciela, szczur odpowiada, że od takiego wymagałby poświęcenia. Na pytanie makolągwy: „A jakim byłbyś ty względem niego”, szczur replikuje: „Nie rozumiem pytania”[2]. W tym momencie ptak przystępuje do przypowieści: „Razu pewnego […] żył sobie poczciwy chłopiec, Janek”[3], bardzo biedny i samotny, lubiany przez okolicznych mieszkańców. Utrzymywał się głównie z prac ogrodniczych, natomiast zimą klepał wegetatywną biedę. Miał wielu przyjaciół, ale takim najserdeczniejszym i najszlachetniejszym był młynarz, Hugo: „Istotnie, bogaty młynarz tak bardzo był dlań serdeczny, że zawsze przechodząc koło jego [Janka, przyp. moje] ogrodu pochylał się przez parkan i zrywał dużą wiązankę kwiatów lub pęk jarzyn albo napełniał sobie kieszenie śliwkami lub wiśniami, zależnie od pory roku” (B., s. 25); i nic w tym gorszącego, bowiem, jak podkreślał zamożny młynarz, „Prawdziwi przyjaciele powinni mieć wszystko wspólne” (B., s. 25). Chłopiec nigdy nie odmawiał przyjacielowi owoców tudzież z radością pozwalał zrywać kwiaty, które sprawiały radość żonie młynarza. Prawdziwe oblicze krasomówczego Hugo poznajemy w okresie zimowym: podczas wspólnego rodzinnego posiłku wyznaje, że „[…] ludzi strapionych [Hugo odpowiada na propozycję syna, aby ojciec odwiedził Janka i wspomógł go w tych trudnych chwilach pożywieniem] należy pozostawić samych, a nie naprzykrzać się wizytami” (B., s. 26), i dalej wspomina o zazdrości, którą musiałby uczuć Janek, a ten, młynarz, nie pozwoli, żeby natura przyjaciela została wypaczona tym „strasznym” uczuciem: „Zresztą, gdyby Janek tu przyszedł, mógłby też zażądać, bym mu dał trochę mąki na kredyt, a tego uczynić bym nie mógł. Mąka co innego, a przyjaźń także co innego, i nigdy nie należy brać jedno za drugie” (B., s. 27). Bowiem, jak stara pieśń niesie, (tu ironia), „Kochajmy się jak bracia, liczmy się jak Żydzi”. O wiernym przyjacielu przypomina sobie Hugo oczywiście na wiosnę, czym wielce jest usatysfakcjonowana żona, będąca pod wrażeniem dobrego serca męża (bo przecież sobie przypomniał o przyjacielu): „Nie zapomnij wziąć ze sobą dużego kosza na kwiaty” – mówi.

Janek na pytanie młynarza jak sobie radził przez zimę, odpowiada, że bardzo ciężko, bywały takie dni, kiedy nie miał za co kupić kęsa chleba, dlatego musiał sprzedać srebrne guziki od kapoty, srebrny łańcuszek oraz, co najważniejsze, taczkę. Na pociesznie od Hugo usłyszał, że ten o nim myślał razem z żoną: „To bardzo ładnie z waszej strony […] obawiałem się bowiem, żeście o mnie zapomnieli”. Skądże, nie zapomniał – przyleciał na skrzydłach bezinteresownej pomocy, niczym skowronek zwiastujący wiosnę.

Mimo trapiącej biedy Janek jest dobrej myśli. W ogrodzie piękne kwiaty, które będzie mógł sprzedać burmistrzowi, a tym samym odkupić guziki i taczkę, narzędzie pracy chłopaka. Tymczasem młynarz, jako wzorowy przedstawiciel rasy panów – oferuje, że podaruje Jankowi taczkę, wprawdzie starą i wymagającą naprawy, ale tym sposobem ogrodnik będzie mógł zaoszczędzić. Uradowany biedak mówi, że nie ma problemu, bo właśnie kupił deskę… tym wyznaniem wbił sobie pierwszy gwóźdź do trumny. Filantropijny Hugo opowiada, że właśnie takiej deski potrzebuje, bowiem musi załatać ogromną dziurę na stodole: „Wprawdzie taczka znacznie większą ma wartość niż deska, lecz prawdziwa przyjaźń nie zważa na takie drobnostki” – wyznaje młynarz, na co przytakuje Janek, natychmiast biegnąc po deskę. Na tym jednak nie koniec bezinteresowności młynarza: „A teraz, skoro ja ci przyrzekłem taczkę, sądzę, że w zamian ty mi dasz trochę kwiatów. Oto kosz, i sądzę, że mi go napełnisz”. Janek zamarł, kwiaty chciał sprzedać, aby odzyskać sprzedane wcześniej przedmioty, na co młynarz: „[…] przyjaźń winna być wolna od egoizmu” (B., 29). Na te słowa Janek zerwał wszystkie kwiaty i podarował swojemu przyjacielowi.

Cena, jaką musiał zapłacić Janek za zniszczoną taczkę, była wcale niska. Czytelnik poznaje totalny serwilizm (Janek – przekonany o szczerej przyjaźni młynarza – robi wszystko, żeby nie zawieść Hugo) oraz umiejętne manipulowanie i wykorzystywanie prostego, biednego ogrodnika. I tak: młynarz prosi towarzysza, aby ten powlókł z ciężkim workiem mąki do miasta. Argumentuje, że przecież podarował mu taczkę, mimo że Janek nie widział jej przynajmniej na oczy. Ostentacyjna postawa i pragmatyzm młynarza nie ma końca – śniętego jak ryba ogrodnika prosi, by ten naprawił ową dziurę w dachu. Janek rzecz jasna naprawia. Cyniczną, egocentryczną i egoistyczną naturę najlepiej zobrazuje fragment noweli:

»I cóż, Janku, czy dach już naprawiony?« – spytał przyjaźnie.

»Tak, właśnie skończyłem« – odparł Janek schodząc na dół po drabinie.

»Ach! – rzekł młynarz – żadna praca nie daje tyle zadowolenia, tak ta, którą spełniamy dla innych«.

Ostania usługa Janka: podczas głębokiego snu, wycieńczony pracami na rzecz przyjaciela, zostaje obudzony przez rozhisteryzowanego Hugo, któremu syn spadł z drabiny i się mocno potłukł. Prośba: żeby ogrodnik udał się do sąsiedniej miejscowości, gdzie znajdzie okolicznego lekarza. Nie czekając chwili dłużej Janek odział się w podziurawione łachmany. Prosił o pożyczenie „latarni”, bo ciemno, leje jak z cebra, droga dziurawa. Na co usłyszał: „Bardzo mi przykro […] ale to jest nowa latarnia, i wielka byłaby szkoda, gdyby się zepsuła” (B., s. 33).

W pocie czoła, walcząc z silnym wiatrem i intensywnym deszczem, Janek dociera do lekarza. Lekarz czym prędzej (powodowany zapewne przysięgą Hipokratesa) kazał osiodłać konia i pojechał w kierunku młyna. Janek biegł za koniem, wycieńczony w pewnym momencie traci orientację w terenie i zabłąkał się wśród trzęsawiska „[…] bardzo zdradliwego, pełnego głębokich dołów, gdzie też biedak utonął” (B., s. 34).

Po pogrzebie, podczas rozmowy jarmarcznej, Hugo o śmierci przyjaciela: „Dla mnie jest to istotnie szkoda poważna […]. Miałem bowiem odstąpić mu starą taczkę, a teraz nie wiem doprawdy, co z nią począć. W domu moim tylko zawadza, a tak jest zepsuta, że nikomu nie mógłbym jej odsprzedać. W przyszłości nigdy już nikomu nie będę robił podarków. Człowiek tylko cierpi z powodu swej wspaniałomyślności” (B., s. 34).

 Mariusz Rakoski

 


[1] Wilde O., Bajki, przeł. Maria Feldmanowa, Wydawnictwo Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek, Warszawa 1988, s. 24
[2] Tamże, s. 25
[3]Tamże, s. 25. Bajki w artykule stanowią jedyny materiał źródłowy, dlatego kolejne cytaty oznaczam w tekście głównym skrótem B. oraz numerem strony.

Dodaj komentarz