Wszystkie wpisy, których autorem jest AReTE

Wieczór poetycki Moniki Maliszewskiej-Grucy w Warszawie

On był w czerwonej koszuli, ona w kolczykach z Folegandros…*

– W życiu nie widziałem tylu poetów naraz! – szepnął młody pracownik Starej Drukarni do koleżanki z obsługi. Takim powitaniem rozpoczął się w tej warszawskiej enklawie sztuki wieczór autorski Moniki Maliszewskiej-Grucy, która wydała właśnie drugi tomik poezji Raz na Milczenie.

[KLIKNIJ W DOWOLNE ZDJĘCIE, ABY OTWORZYĆ GALERIĘ]

Nie tylko poeci przybyli – nie bójmy się tego słowa – tłumnie towarzyszyć koleżance po piórze w tym ważnym dla świata kultury dniu. Byli goście z Lublina, ze Szczecina, z Poznania, z Malborka… Sama autorka pochodzi z Zachodniego Pomorza. W notce biograficznej na okładce tomiku możemy przeczytać: „Od kilku lat jest członkiem interaktywnej Grupy Twórców Różnych Złota Linia, a także założycielką, również interaktywnej, Grupy Poetyckiej Okna. W 2010 roku, nakładem poznańskiego wydawnictwa Albus, ukazał się pierwszy tomik poezji Moniki Maliszewskiej-Grucy Punktochwile.

Continue reading “Wieczór poetycki Moniki Maliszewskiej-Grucy w Warszawie” »

Koniec polskiego muzeum w Rapperswilu. Zniknie po 140 latach

Polskie muzeum znajdujące się w Rapperswilu wkrótce straci swoją siedzibę – informuje „Rzeczpospolita”. W sprawie interweniował Grzegorz Schetyna oraz Ministerstwo Kultury.

Zamek w Rapperswilu. Fot.: Wikimedia Commons/ Rolnad zh

Zamek w Rapperswilu. Fot.: Wikimedia Commons/ Rolnad zh

Anna Buchmann, dyrektorka placówki, przyznała, że starania polskiej dyplomacji nie osiągnęły jednak zamierzonego celu. Los polskiego muzeum, którego siedziba znajduje się w średniowiecznym zamku w pobliżu malowniczego Jeziora Zuryskiego, zdaje się być przesądzony. Oficjalny powód zamknięcia polskiej siedziby związany jest ze stopniową prywatyzacją zamku – w miejscu dotychczasowego polskiego muzeum ma powstać restauracja oraz muzeum gminne.

Polskie muzeum w Rapperswilu od wielu lat nie podoba się okolicznym mieszkańcom. Już w 2008 roku lokalni politycy nawoływali do zamknięcia polskiej placówki. Kampanię niechęci rozpętały również gazety (m.in. w „Obersee Nachrichten”). Wydawcą gazety jest Bruno Hug (blisko związany z populistyczną Szwajcarską Partią Ludową – zarówno gazeta, jak i przedstawiciele partii uważają, że przyczyną zła są obcy, cudzoziemcy).

Continue reading “Koniec polskiego muzeum w Rapperswilu. Zniknie po 140 latach” »

Marilynne Robinson – „Dom nad jeziorem smutku”

Robinson Marilynne, Dom nad jeziorem smutku, tłum. W. Fladziński, Wydaw. M, Kraków 2014

Robinson Marilynne, Dom nad jeziorem smutku, tłum. W. Fladziński, Wydaw. M, Kraków 2014

Tekst: Monika Stocka

Na początku byłam nieufna, bo wygładzone okładki wzmagają moją czujność. Rzadko podchodzę do książki jak do przygody w nieznane, bo zazwyczaj czegoś jednak oczekuję, choćby zakończenia albo trwania, przeżycia albo tylko oglądania. Przyznam też szczerze, że nie zetknęłam się wcześniej z autorką, dopiero po lekturze odkryłam, że Marilynne Robinson jest laureatką Pulitzera za swoją kolejną powieść Gilead (oczywiście mam w planach lekturę).

Po kilkunastu stronach spojrzałam na obwolutę, jakbym chciała sprawdzić raz jeszcze dokąd kupiłam bilet i z jakim przewoźnikiem jadę, a tam rekomendacja od Doris Lessing, która była jak sms od mamy w stylu: nie rozmawiaj w pociągu z obcymi. Uciszyłam więc w głowie wszystkich pasażerów i ich historie, które jeszcze szarpały mnie za rękaw i zwolniłam, jak nakazywała jedna z moich ulubionych pisarek.

Szybko postanowiłam przejść pieszo tę drogę, w zasadzie zaraz po tym jak Ruth opowiedziała jak zginęła jej matka. To były ze dwa akapity, ale czytałam je kilka razy, bowie między zdaniami były wieczności, w których trzeba się było zanurzyć, żeby je odczuć. Nie, tam wcale nie ma drastycznych scen, ani powodzi smutku (chociaż historia jest smutna). Jest kilka faktów jak wysp na oceanie… bynajmniej nie spokojnym. Trzeba zwiedzić je wszystkie, trzeba wytężyć wzrok, by nie zlać ich w jedną ziemię, by dostrzec przestrzeń miedzy nimi. I ocenić, ile wysiłku wymaga dotarcie z jednego miejsca na drugie.

Już zanurzona w historii znajdywałam w niej wcześniej zasłyszane dźwięki. To była melodia z tyłu głowy, do której nie pamiętałam już słów, a bardzo chciałam je sobie przypomnieć. I udało mi się. Pasowała mi Jeanette Winterson, Jeanette Walls i Majgul Axelsson. Każda po trochę i w różnym natężeniu. Bo historia jest o kobietach, o kobietach z przeszłością, porzuconych, szukających, zagubionych, innych. O kobietach dzieciach w dorosłych i kobietach dorosłych w dzieciach, o relacjach rodzinnych tych nieoczywistych, tych złapanych za końce traw, utrzymujących się na skraju urwiska i tych wymykających się ze zmęczonych już rąk. O niewidzialnych nitkach, które potrafią się trzymać lepiej niż niejeden ozdobny wyrafinowany szew. O przestrzeni między ludźmi, która bywa murem, ale i wielką łąką z masą kwiatów i świeżego powietrza.

Continue reading “Marilynne Robinson – „Dom nad jeziorem smutku”” »

„Bukareszt. Kurz i krew” – Małgorzata Rejmer [RECENZJA]

Określanie tego reportażu mianem dobrego czy nawet rewelacyjnego to – w moim odczuciu – za mało. Mamy tutaj do czynienia z naprawdę sporym wydarzeniem literackim, jeśli chodzi o literaturę faktu wydawaną w bieżącym roku. To nie tylko historyczna, topograficzna, socjologiczna i psychologiczna opowieść o rumuńskiej stolicy, jakiej przyjrzeć się tak uważnie niewielu by potrafiło. Czym jest ta publikacja?

To przede wszystkim książka – świadectwo. Wnikliwości młodej autorki. Przecież Bukareszt, zmagający się z reżimem Nikolae Ceaușescu, dogorywał w czasie, kiedy Małgorzata Rejmer przyszła na świat. Wtedy, jeszcze wcześniej i niewiele później, zaznaczyły się te rysy miasta, jakie definiują je teraz i których znaczenie zrozumieć można tylko wtedy, gdy z empatią, uwagą i skupieniem sięgnie się już nawet do XV wieku. Od tamtego czasu miasto rozrastało się bez początku i końca, by przeorane przez Ceaușescu na potrzeby budowy największego gmaszyska w Europie, cierpieć z powodu naruszenia miejskiej tkanki i nigdy już nie otrząsnąć się z urbanistycznego chaosu. To również świadectwo wielkiej miłości i przywiązania do miejsca, które jest kalekie, ale na swój własny sposób niepowtarzalne. Wciąż w mroku komunistycznego terroru i wciąż w atmosferze fatalizmu. Nadal nieokiełznane i stale domagające się definiowania na nowo. Bo Rejmer Bukareszt nie tylko zrozumiała i oswoiła, ale przede wszystkim nazwała to, czego boją się lub wstydzą nazywać Rumuni.

Continue reading “„Bukareszt. Kurz i krew” – Małgorzata Rejmer [RECENZJA]” »