„Narcyz i Złotousty” – Hermann Hesse. Asceza kontra rozkosz

Hermann Hesse, Narcyz i Złotousty, przeł. Marceli Tarnowski, PIW, Warszawa 2003

Hermann Hesse, Narcyz i Złotousty, przeł. Marceli Tarnowski, PIW, Warszawa 2003

Hermann Karl Hesse (1877-1962), jeden z najwybitniejszych prozaików, poetów i eseistów XX wieku, nagrodzony Nagrodą Nobla w dziedzinie literatury za 1946 rok. Twórczość niemieckiego pisarza pozostaje w Polsce dla wtajemniczonych, głównie studentów germanistyki, mimo że Hesse kilkadziesiąt lat temu postawił pytania, które dzisiaj w obliczu postmodernizmu, kultury masowej i wywyższenia pragmatyzmu, wracają do nas jak bumerang. Powieści Hessego ukazują rozpad świata społecznego oraz obnażają antyhumanistyczne postawy człowieka w obliczy zagrożenia; stawiają pytania, na które człowiek wciąż poszukuje odpowiedzi (kim jestem? do czego zmierzam? czy to, co robię, ma sens?). Takie pytania i wiele innych stawia lektura Narcyza i Złotoustego (1930): „[…] to opowieść osnuta wokół przyjaźni średniowiecznego mnicha ascety z bezdomnym włóczęgą, rzeźbiarzem, szukającym natchnienia w miłosnych przygodach. Fabuła jest pretekstem do ukazania odwiecznego konfliktu aspiracji duchowych i świata zmysłów, rozumu i uczucia, oraz ciągłego poszukiwania recepty na szczęście” (blubry książki).

Outsider naszych czasów

Okrzyknięty głosem powojennego pokolenia i nieugiętej jednoznaczności Hermann Hesse odsłania w twórczości eseistycznej i beletrystycznej zdecydowaną postawę irenizmu – tuż po katastrofie II wojny światowej wyznaje, że: „Dwie choroby umysłowe, którym, według mego zdania, zawdzięczamy obecne położenie ludzkości, są to mania wielkości techniki i mania wielkości nacjonalizmu”[1]. Początkiem tej pierwszej choroby, która drąży ludzki umysł niczym robak owoc, jest opiewany w epoce pozytywizmu kult pracy, szybkości i postępu technicznego; druga – nacjonalizm – skażenie wzniecające uprzedzenia i nienawiść wobec tego, co obce, narcystycznie kultywujące jedność narodową ponad wszystkie stany i nacje, tak łatwo promowane i propagowane na początku XX wieku w faszyzującej się, futurystycznej Europie Południowo-Zachodniej. Swoją antywojenną i pacyfistyczną postawę pisarz określił w krótkim przemówieniu, wysłanym na okoliczność ceremonii wręczenia Nagrody Nobla (Hesse, ze względu na chorobę, nie mógł osobiście odebrać wyróżnienia): „[…] umysł ludzki jest czymś ponadnarodowym, powinien służyć nie wojnie i unicestwieniu, lecz pokojowi i pojednaniu”[2]. Autor Narcyza i Złotoustego staje w obronie różnorodności kultur; istnienie wielokulturowości (ras, języków, poglądów) nie oznacza jednak zacieranie „charakteru narodowego”, bowiem podobna postawa prowadziłaby do intelektualnego uniformizmu. Pisarz afirmuje różnorodność i prawo międzykulturowego dialogu. Uznany za współczesnego outsidera staje się sztandarowym nazwiskiem bohemy lat 60. i ruchów hippisowskich, wyrażających buntowniczą postawę wobec materialistycznych uciech i wojny w Wietnamie.

W poszukiwaniu recepty na szczęście  

Narcyz i Złotousty jest powieścią, która znalazła zarówno zwolenników, jak i przeciwników (w przeciwieństwie do Demiana, Siddharthy czy Szklanych paciorków). Antagoniści twórczości Hessego wytykali autorowi, że licząca ponad 300 stron powieść została podporządkowana jednej, centralnej postaci – bohaterowi Złotoustemu, którego fabularne perypetie posłużyły ukazaniu odwiecznego konfliktu rozumu i uczucia, pobożności i rozkoszy oraz serwilizmu i wolności. W ogniu krytyki znalazły się również hedonistyczne i frywolne przygody włóczęgi, mające, według stróżów moralności i dyżurnych hipokrytów, propagować tak nieodpowiedzialną filozofię życia. Nic jednak bardziej mylnego – konstrukcja bohatera i skazanie go na liczne seksualne doznania tak naprawdę ukazują człowieka, który musi zmierzyć się z egzystencjalnym bólem oraz nieustannym nienasyceniem – pragnieniem szczęścia. Fabuła powieści rzeczywiście nie jest skomplikowana, można odnieść wrażenie, że niemal jednowątkowa – autor prowadzi swojego marzyciela według konkretnie zarysowanego planu przyczynowo-skutkowego: Złotousty trafia do zakonu w Mariabronn, gdzie poznaje swojego nauczyciela-mistrza Narcyza → Narcyz odsłania Złotoustemu to, kim jest naprawdę – człowiekiem, dla którego ojczyzną jest ziemia i pełnia życia → Uczeń opuszcza zakon i… witaj przygodo! → Złotousty czerpie z życia pełnymi garściami: uwodzi matki, żony… ba! piętnasto- i szesnastolatki, każdej wyznaje miłość oraz gwarantuje beztroskie, seksualne życie wśród owoców leśnych i dzikich zwierząt → pierwsze ziarno goryczy: rozkosz cielesna jest dobra, ale nie trwa wiecznie → poznaje instynktowną naturę człowieka – w obronie własnej zabija towarzysza-Wiktora → rażony pięknem drewnianej figury Matki Boskiej, postanawia zostać artystą i oddać się sztuce → znudzony tworzeniem „pomników” własnego talentu i niekwestionowanej artystycznej wielkości, opuszcza mistrza Mikołaja i wyrusza dalej przed siebie → doświadczenie śmierci: dżuma sieje spustoszenie, rozpacz i trwogę; wątpi w boże miłosierdzie → wyzwalając z opresji kochankę, zabija po raz drugi → niezłomny, nieodpowiedzialny Don Juan: kolejne miłosne uniesienie, tym razem skierowane ku Agnieszce, przesądzonej hrabiemu → hrabia skazuje Złotoustego na śmierć przez powieszenie; z opresji ratuje go spowiednik, którym okazuje się być opat Narcyz → z mistrzem wraca do Mariabronn, gdzie oddaje się pracy rzeźbiarskiej → ponownie kierowany nieokiełzanym pędem i „nerwicą penisa” opuszcza zakon → po latach wraca do Narcyza jako schorowany starzec → niespełniony (duchowo i zmysłowo) – umiera.

Powieść Hermanna Hessego powstaje zapewne pod znaczącym wpływem egzystencjalizmu, definiującym absurdalność ludzkiego stworzenia skazanego na wolność; problem jednak w tym, że Złotoustemu ta „wolność” przedstawia się zupełnie inaczej niż w filozofii S. Kierkegaarda czy M. Heideggera. Owa „wolność” dla bohatera jest sensem i celem ludzkiego życia, i co ważne – wiąże ją z kategorią „dobra”, natomiast dla silnej, niemieckiej XIX/XX-wiecznej myśli nihilistyczno-egzystencjalnej „wolność” jest przekleństwem człowieka, polegającym na konieczności podejmowania nieustannie wyborów (albo-albo), a życie skierowane jest „ku śmierci”: „Ach, a przecież całe to życie miało sens tylko wtedy, gdy można było osiągnąć jedno i drugie, gdy życie nie było rozdarte tym suchym albo-albo! Tworzyć, nie płacąc za to ceny życia! Żyć, nie rezygnując jednak ze szlachectwa tworzenia! Czyż nie było to możliwe?”[3]. Pierwszym wyborem – załóżmy, że wolnym, mimo że podjętym pod wpływem Narcyza – Złotoustego jest dobrowolne porzucenie szkoły (wiedzy, myśli) i zakonu (studiów filozoficzno-teologicznych, zmierzających zawierzeniu Bogu), a, co ważne, bohater do szkoły klasztornej trafił na wyraźne życzenie srogiego ojca, który synem kontemplującym Słowo Boże pragnął odkupić grzechy niewiernej żony-poganki. I tę prawdę odkrywa w Złotoustym nauczyciel: „Celem naszym nie jest przeniknąć w siebie wzajemnie, ale poznać się wzajem i nauczyć się jeden w drugim widzieć i czcić to, czym on jest: przeciwieństwo i uzupełnienie drugiego”[4] – mówi Narcyz, pragnący, aby Złotousty stał się Złotoustym, a ten nie był ani uczonym, ani mnichem, jego powołaniem było smakowanie życia. Narcyz odkrywa w uczniu nie tylko utracone dzieciństwo, ale również przypomina o matce, która przez wiele lat jawiła się, pod znaczącym wpływem ojca, Złotoustemu – jako „ta zła” (wątek odkrywania w sobie matki stanowi ciekawy aspekt psychologiczny książki).

W Narcyzie i Złotoustym czytelnik, przy lekkim wysiłku intelektualnym, może wskazać całą paletę barw starożytnej i nowożytnej filozofii, począwszy na Platonie i Arystotelesie, skończywszy na A. Schopenhauerze i F. Nietzsche. Perypetie Złotoustego ukazują świat, w którym permanentną zasadą jest dualizm świata materii oraz idei. Symbolicznym przeniesieniem materii (skończoności, zmysłowości, ciała… zła) jest niewątpliwie sam główny bohater, natomiast Narcyz to nie tylko zwieńczenie filozofii Ojców Kościoła, ale również samego twórcy systemu idealistycznego – Platona. Celem Narcyza, jak sam podkreśla, jest droga zmierzająca do nieskończonej idei Boga (ta idea jest piękna, jest synonimem szczęścia oraz dobra). Mimo że w lekturze nie spotykamy bezpośrednich intertekstualnych odniesień do filozofii nowożytnej (akcja powieści została osadzona w średniowiecznych realiach), to w książce znajdujemy mnóstwo ustępów polemizujących z myślami Gottfrieda W. Leibniza (XVIII w.), który stwierdził, że Bóg stworzył świat najlepszy z możliwych: „Czyż Bóg, który wszystko tak stworzył, był zły lub wrogi, czy śmiał się złośliwie z własnego tworu? Nie, nie mógł być zły, jeśli stworzył łanie i jelenie, ryby i ptaki, las, kwiaty, pory roku. Ale przez stworzenie jego szła rysa, czy to że świat nie udał się i nie był doskonały, czy też że Bóg miał, dopuszczając ów brak i ową tęsknotę bytu ludzkiego, jakiś szczególny zamiar, czy że było to nasienie wroga, grzechu pierworodnego? Ale dlaczego miałaby ta tęsknota i niedostatek być grzechem? Czy nie powstawało z nich wszystko piękne i święte, co człowiek stworzył i oddał Bogu z powrotem jako ofiarę dziękczynną?”[5]. Złotousty, który na własnej niemal skórze doświadczył czarnej śmierci, wątpi nie tylko w miłosierdzie, ale również wszechmoc bożą: czy Bóg nie mógł stworzyć lepszego świata? jeśli nie: nie może być wszechmocy, ale jeśli tak – oznacza, że (żeby ująć eufemizmu) jest po prostu zły.

Pozycja Hessego jest również powieścią drogi – na początku poznajemy niewinnego Złotoustego, przed którym mistrz odsłania prawdę. Tę prawdę weryfikuje życie – gloryfikowana rozkosz okazuje się chwilowym antidotum na bolączki Złotoustego, wciąż spotyka się z pustką, nie znajduje satysfakcjonującego lekarstwa na wciąż nurtujące pytania (jaki jest sens mojego życia? kim jestem?). Receptą na życie nie okazuje się również – wbrew Schopenhauerowi, który uznał, że ucieczką od cierpienia i gwarantem oazy spokoju jest kontemplacja sztuki – sztuka, bowiem ta wymaga stagnacji i osiadłego trybu życia.

Mimo przegranej Złotoustego, w lekturze nie poznajemy zwycięzców: „Istnieje tylko pokój, który się ciągle zdobywa w nieustannych zmaganiach i który z dnia na dzień na nowo trzeba zdobywać. Nie widzisz mnie, jak walczę, nie znasz moich zmagań przy studiach ani moich zmagań w celi na modlitwie. Dobrze, że ich nie znasz. Widzisz tylko, że mniej niż ty podlegam nastrojom, uważasz to za pokój. Ale to jest walka, walka i ofiara, jak wszelkie prawdziwe życie, jak i twoje”[6] – wyznaje Narcyz, opat.

 

Mariusz Rakoski

 

 Zobacz również: Siddhartha H. Hessego. Egzystencjalizm egzotyczny


[1] Opinię H. Hessego podaję za: Szostkiewicz Adam, Guru z górnej pułki, „Polityka”, nr 29, 2001
[2] Tamże
[3] Hermann Hesse, Narcyz i Złotousty, przeł. Marceli Tarnowski, PIW, Warszawa 2003, s. 264
[4] Tamże, s. 48
[5] Tamże, s. 264
[6] Tamże, s. 311

Dodaj komentarz