W sprawie „Klapsa jako imperatywu kategorycznego” Z. Stawrowskiego [KOMENTARZ]

Profesor Zbigniew Stawrowski, filozof polityki, pracownik w Instytucie Politologii UKSW, popełnił na łamach „Rzeczpospolitej”, w dodatku „Plus Minus”, artykuł w sprawie wychowywania dzieci. Nie byłoby w tym nic specjalnego, gdyby nie teoria, że tak zwany przysłowiowy klaps jest, uwaga, wyrazem miłości i odpowiedzialności rodzicielskiej, dlatego też rodzice (przynajmniej ci, jak podkreśla w tekście, „odpowiedzialni i zdrowo myślący”) powinni bez wahania podnosić rękę na swoje dzieci; jest to i prawidłowe, i dobre, wręcz stanowi „moralny obowiązek” w zgodzie z imperatywem kategorycznym Immanuela Kanta.

Wychowanie bez klapsa jest możliwe. Fot.: Archiwum

Wychowanie bez klapsa jest możliwe. Fot.: Archiwum

Swoje rozważania filozof obwarował nie tylko kantowską filozofią – we wstępie odwołał się do XVIII-wiecznego tekstu O przestępstwach i karach (Cesare Beccarii), traktatu pedagogicznego Emil z tego samego wieku Jana Jakuba Rousseau oraz – przede wszystkim – przykładów, jak to się mówi, z życia wziętych. Mimo wielkich i znaczących nazwisk filozofowi nie udało się uniknąć logicznych błędów w toku prowadzonej argumentacji. Stawrowski oczekuje od rodziców „odpowiedzialności” i „zdrowego myślenia” (można by stąd wyprowadzić wniosek, że ci, którzy nie dają klapsa są i bezrozumni, i nieodpowiedzialni), jednak sam w wielu miejscach albo wykazał się kompletną niewiedzą, brakiem wrażliwości, trudnościami w krytycznym i logicznym myśleniu lub, co gorsza, popełnił te błędy świadomie (czyli założył, że czytelnicy „Rz” bezkrytycznie uznają teorię o klapsie za prawdę objawioną, aksjomatyczną). Tłem mojego komentarza ws. kontrowersyjnego artykułu prof. Stawrowskiego uczynię dzisiejsze zdarzenie, wymianę zdań z przypadkową i nieznaną mi osobą.

Continue reading “W sprawie „Klapsa jako imperatywu kategorycznego” Z. Stawrowskiego [KOMENTARZ]” »

Prawo ponad symbolem

Grażyna Juszczyk, nauczycielka matematyki w Zespole Szkół Sportowych nr 1 w Krapkowicach (woj. opolskie), wygrała proces sądowy po tym, jak zdjęła krzyż w pokoju nauczycielskim. Sąd Okręgowy w Opolu orzekł, że nauczycielka doznała ze strony dyrekcji i innych pracowników szkoły szykanowania, ostracyzmu i dyskryminowania. 

Nauczycielka wygrała proces ws. miejsca krzyża w przestrzeni publicznej. To niewątpliwie bezprecedensowy wyrok. Fot./grafika: pikio.pl

Nauczycielka wygrała proces ws. miejsca krzyża w przestrzeni publicznej. To niewątpliwie bezprecedensowy wyrok. Fot./grafika: pikio.pl

Krzyż w pokoju nauczycielskim zawisł z inicjatywy miejscowego księdza, proboszcza parafii oraz katechety z 9-letnim stażem pracy w państwowej szkole. We wrześniu 2013 r. krucyfiks ze ściany zdjęła Grażyna Juszczyk, nauczycielka z 30-letnim stażem pracy, nie ukrywająca, że jest osobą niewierzącą. Podczas pierwszej rozprawy powódka tłumaczyła: „Jestem osobą niewierzącą, a krzyż kojarzy mi się ze śmiercią i okrucieństwem. Nie chciałam być nim epatowana w miejscu pracy, dlatego zdjęłam go ze ściany i położyłam na najwyższej półce w pokoju nauczycielskim”[1]. Juszczyk argumentuje, że nie przeprowadzono konsultacji wśród grona pedagogiczne o zawieszeniu krzyża. Mimo że nauczycielka zdjęła krzyż w obecności innych nauczycieli (podczas tak zwanego okienka), jego zniknięcie zauważyła dyrektor szkoły dopiero po kilku miesiącach. W tym momencie zaczął się dla niepokornej nauczycielki festiwal upokorzeń i zastraszania: dyrektorka – Teresa Wichary – w trybie pilnym zwołała radę pedagogiczną i publicznie zganiła matematyczkę za swój czyn, zorganizowała dla grona pedagogicznego ankietę ws. obecności krzyża w placówce (ankieta nie była anonimowa), pojawiły się nawet pomówienia nie tylko o kradzież krzyża, ale innych rzeczy. W pozwie Juszczyk napisała: „Proponowano mi zwolnienie się z pracy”[2].

Nauczycielka nie tylko nie zrezygnowała z pracy, ale wniosła pozew do sądu, a sprawą zainteresowała się lokalna i ogólnopolska prasa, stowarzyszenia wspierające działania na rzecz świeckości państwa oraz posłowie Ruchu Palikota. Wydarzeniom z Krapkowic przyglądały się również, jak podaje „Gazeta Wyborcza Opole”[3], prokuratura, komisja rady miejskiej i sąd pracy.

Continue reading “Prawo ponad symbolem” »

Anatomia upadku Antoniego Krauzego

Najnowszy obraz Antoniego Krauzego obejrzało w weekend 107 746 tys. widzów – to niewiele, mając na uwadze wielkie hasła zapowiadające w mediach najważniejszą produkcję tego roku (sama kampania reklamowa pochłonęła kilkanaście mln złotych). Według portalu BoxOffice.pl, który analizuje liczbę widzów w kinie, Smoleńsk wylądował dopiero na 18. miejscu pod względem wyniku otwarcia w 2016.

Plakat promujący film.

Plakat promujący film.

Fabularyzowaną wersję wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku wyprzedziły takie rodzime filmy, jak 7 rzeczy, których nie wiecie o facetach Kingi Lewińskiej, Pitbull. Nowe porządki Patryka Vegi czy Planeta Singli Mitji Okorna. Polityczny film A. Krauzego, którego scenariusz powstał na kanwie, powiedzmy, dociekań o przyczynach katastrofy A. Macierewicza, przegrał również z historycznym filmem Andrzeja Wajdy Wałęsa. Człowiek z nadziei – film o legendzie „Solidarności” obejrzało około 143 tys. widzów i był ósmym tytułem otwarcia 2013 roku. Jeśli w kinach masowo nie pojawią się uczniowie z różnych etapów edukacyjnych, to nad Smoleńskiem wyłoni się finansowa tragedia. Okrojony budżet filmu wyniósł 8 mln złotych.

Smoleńsk – przede wszystkim film artystycznie nieudolny [już wcześniej pisaliśmy na ten temat; więcej w tematach polecanych] – od samego początku jest pasmem porażki, wstydu i organizacyjnego chaosu. Pomysł przeniesienia katastrofy smoleńskiej na wielki ekran narodził się, jak sam przyznaje reżyser Antoni Krauze[1], kilka miesięcy po tragicznych wydarzeniach. Moskiewski raport nt. śmierci polskiego prezydenta tylko przypieczętował pomysł A. Krauzego. Autor Czarnego czwartku (2010) czy filmu dokumentalnego Piwnica pod Baranami Piotra Skrzyneckiego doszedł do wniosku, że ws. katastrofy mamy do czynienia z manipulacjami, więc wyszedł z propozycją poprowadzenia własnego śledztwa, którego owocem ma być film o katastrofie: „Spotkał się [Krauze] z Jarosławem Kaczyńskim [wytłuszczenia za źródłem]. Liczył na pomoc. Szef PiS wysłuchał i niczego nie obiecał, ale też się nie sprzeciwił. Rozmawiał z Martą Kaczyńską, pytając, czy film zaakceptują rodziny ofiar. Odpowiedź musiała być pozytywna, bo kilka tygodni później Krauze ujawnił swój zamiar w rozmowie z dziennikarzami TVN. Główną rolę, Lecha Kaczyńskiego, zaproponował Marianowi Opani. Aktor kategorycznie odmówił, motywując decyzję swoimi poglądami politycznymi”[2]. Decyzja Mariana Opani spotkała się z aprobatą filmowego środowiska. Branżowe poparcie uzyskał m.in. od Daniela Olbrychskiego, Jerzego Stuhra czy Juliusza Machulskiego. Ten ostatni skomentował: „Można by zrobić film a la Borat czy Monty Python o tym, jak bardzo nabzdyczony i dumny prezydent średnio ważnego kraju środkowo-europejskiego uparł się, by lądować we mgle na kartoflisku”[3]. W ostateczności główną rolę zagrał Lech Łotocki, a pozostałe role, m.in. dziennikarki TVM (jednoznaczna aluzja do TVN), zagrali, powiedzmy, trzecioligowi aktorzy (Beata Fido, Aldona Struzik czy Redbad Klynstra).

Continue reading “Anatomia upadku Antoniego Krauzego” »

Nagroda Literacka im. W. Gombrowicza 2016 [WERDYKT]

Poznaliśmy pierwszych laureatów Nagrody Literackiej im. Witolda Gombrowicza. Decyzją członków jury czek na 40 tys. zł powędrował ex aequo do Macieja Hena za Solfatarę oraz Weroniki Murek za Uprawę roślin południowych metodą Miczurina. Uroczysta gala odbyła się 4 września br. w Radomiu.

Witold Gombrowicz na pół roku przed śmiercią wziął ślub z Kanadyjką Ritą Labrosse. W tym samym roku, 1968, wymieniany jako faworyt do Nobla w dziedzinie literatury. Fot.: Archiwum

Witold Gombrowicz na pół roku przed śmiercią wziął ślub z Kanadyjką Ritą Labrosse. W tym samym roku, 1968, wymieniany jako faworyt do Nobla w dziedzinie literatury. Fot.: Archiwum

Uzasadnienie wyboru laureatów odczytał podczas uroczystej gali Jerzy Jarzębski, przewodniczący kapituły Nagrody. Wybór laureata nie był łatwy z uwagi, co podkreślił J. Jarzębski, na wysoki poziom artystyczno-literacki finałowych książek. Po burzliwych naradach komisja postanowiła przyznać wyróżnienie ex aequo, tym samym dzieląc główną nagrodę pieniężną na połowę (po 20 tys. zł): „Obie te książki są ekscesem, ale ekscesem zupełnie innego rodzaju”[1] – tłumaczył przewodniczący. – „Pierwsza z nich [Solfatara] to ogromna 900-stronnicowa powieść historyczna, której akcja toczy się głownie w XVII-wiecznym Neapolu i jego okolicach, a także w kilku innych włoskich i francuskich miastach […]. Swojemu narratorowi pisarz przydaje wielowątkowe widzenie świata. Jest w nim miejsce na obrazy niewiarygodnego okrucieństwa, wynikającego z upadku politycznych ośrodków regulujących ludzkie postępowania”[2]. W sprawie Uprawy roślin, zbioru opowiadań W. Mazurek, J. Jarzębski przekonywał: „Opowiadania Weroniki Murek mówią wiele o relacjach jednostki z grupą, w której jednostka musi się zreguły podporządkować dyktatowi zbiorowości”[3]. Krytyk docenił przede wszystkim warsztat literacki debiutantki i wróżył długą oraz bogatą karierę.

Continue reading “Nagroda Literacka im. W. Gombrowicza 2016 [WERDYKT]” »